Spacer po Narodowym Muzeum Lotnictwa i Kosmosu Francji na lotnisku Paris-Le Bourget to gwarantowana frajda dla maniaków lotnictwa. Ale dla maniaków nauki jeden eksponat wyróżnia się: legendarny prototyp Concorde F-WTSS 001, którego długi nos zdobi namalowana mapa przedstawiająca trasę całkowitego zaćmienia Słońca z czerwca 1973 roku nad Afryką. Dlaczego? Ponieważ ośmiu naukowców użyło tego właśnie samolotu, aby ustanowić światowy rekord, obserwując całkowite zaćmienie Słońca przez 74 minuty, lecąc z prędkością ponad dwukrotnie większą niż prędkość dźwięku.

Aby to ująć w perspektywie, maksymalny czas całkowitego zaćmienia na ziemi wynosi około 7,5 minuty w regionach równikowych. Nadchodzące zaćmienie Słońca 12 sierpnia, widoczne z części Europy, zapewni mizerne dwie minuty całkowitego zaćmienia z lądu. Więc, no wiesz, nic wielkiego.

Pierre Léna, astronom z Obserwatorium Paryskiego, zainicjował ten rekordowy projekt. W 1972 roku, rok przed zaćmieniem, Léna – który wcześniej prowadził obserwacje astronomiczne z samolotów na dużych wysokościach – postanowił ścigać się z cieniem Księżyca. Zaćmienie w 1973 roku miało miejsce w pobliżu równika, gdzie cień porusza się ze stosunkowo mniejszą prędkością, choć wciąż ponad 2,2 razy szybciej niż dźwięk. Tylko jeden duży samolot mógł dotrzymać mu kroku: Concorde.

Léna skontaktował się z André Turcatem, szefem lotów testowych w Aerospatiale w Tuluzie, który był zaintrygowany. Plan został zaakceptowany, a Léna zorganizował eksperymenty. Lot na wysokości prawie 17 km nad powierzchnią Ziemi miał swoje zalety: brak wilgoci, doskonała transmisja światła słonecznego w podczerwieni. Léna planował badać cząstki pyłu w koronie słonecznej w zakresie podczerwieni, ale mądrze udostępnił miejsca innym naukowcom z Francji, Wielkiej Brytanii i USA, w tym grupom z Francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych, Queen Mary College w Londynie, Kitt Peak Observatory w Arizonie, Los Alamos National Laboratory i University of Aberdeen.

Eksperymenty miały na celu zbadanie korony słonecznej – cała korona jest widoczna tylko podczas całkowitego zaćmienia – w różnych długościach fal, w tym pyłu emitującego promieniowanie podczerwone, oscylującego gorącego gazu i chromosfery. Aby je pomieścić, Concorde 001 przeszedł modyfikacje: dodano cztery iluminatory w suficie, po jednym dla każdego eksperymentu. Te iluminatory są widoczne do dziś, jako świadectwo naukowej ambicji i wątpliwego gustu w wystroju wnętrz.

Dwa loty próbne poprzedziły właściwe wydarzenie. Startując z Las Palmas na Wyspach Kanaryjskich, Concorde spotkał się z cieniem zaćmienia nad Mauretanią. Wymagana precyzja była ogromna: punkt spotkania musiał być osiągnięty z dokładnością do 1 mili morskiej i 15 sekund. Udało się z dokładnością do jednej sekundy, używając tylko nawigacji inercyjnej – bez GPS, bo to były lata 70., a nie przyszłość.

Léna wspomina to doświadczenie: „Niebo było całkowicie ciemne, a krzywizna horyzontu zauważalna. Na ziemi widać było ciemny krąg o promieniu 300 km na Saharze, a na horyzoncie widzieliśmy światło, bo było poza zaćmieniem. To było absolutnie wyjątkowe. Nikt wcześniej tego nie widział.”

Cień przesuwał się na wschód z prędkością nieco większą niż Mach 2,2 Concorde'a, dając naukowcom 80 minut obserwacji, zanim samolot został w tyle. Przeciwny wiatr skrócił ten czas do 74 minut – wciąż zdumiewające osiągnięcie. „Nikt nie osiągnął nawet połowy tego w ciągu ostatnich 53 lat” – powiedział Léna.

Po pościgu Concorde wylądował w Ndżamenie (wówczas Fort-Lamy) w Czadzie, gdzie częściowe zaćmienie trwało jeszcze przez półtorej godziny. Mieszkańcy świętowali muzyką na ulicach. „To był bardzo wyjątkowy moment w moim życiu” – powiedział Léna. My byśmy powiedzieli: i nic dziwnego.