WASZYNGTON - W ruchu, który nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto kiedykolwiek obserwował satelitę, który przeżył swój użyteczny okres, rząd USA bada, czy może po prostu zapłacić firmom komercyjnym za usunięcie starzejących się statków kosmicznych, zamiast budować dedykowaną kosmiczną śmieciarkę. Jednostka Innowacji Obronnych (DIU) i Agencja Rozwoju Kosmicznego (SDA) wybrały D-Orbit, Firefly Aerospace i Katalyst Space do badania „deorbit-as-a-service” - kontrakty o nieujawnionej wartości, bo po co pozwalać, by przejrzystość zaśmiecała doskonały proces zakupowy.
Projekt koncentruje się na przenoszeniu statków kosmicznych, które nie zostały zaprojektowane do serwisowania i mogą być mniej niż współpracujące, gdy pojawi się kosmiczny holownik. „Poprzez ten wysiłek SDA i DIU rozwijają skalowalną komercyjną zdolność do bezpiecznego spotkania, przechwycenia i deorbitacji nieprzygotowanych lub niewspółpracujących satelitów” - powiedziały agencje, prawdopodobnie z kamienną twarzą. Wybrane firmy rozpoczną od wstępnego projektu i działań zmniejszających ryzyko, po czym agencje ocenią ich dojrzałość techniczną, podejście do misji, harmonogram i przystępność cenową, zanim zdecydują, które rozwiązanie przejdzie do pełnej demonstracji na orbicie.
To rozszerza wysiłki SDA w celu znalezienia komercyjnych opcji usuwania satelitów z architektury niskiej orbity okołoziemskiej. W 2024 roku agencja przyznała studia wykonalności sześciu firmom, w tym Starfish Space, w celu zbadania usług deorbitacji na żądanie. Starfish później zdobył kontrakt o wartości 52,5 miliona dolarów na deorbitację do siedmiu statków kosmicznych - okazja, jeśli weźmie się pod uwagę, że alternatywą jest pozostawienie ich jako szybkich kosmicznych odłamków.
Trzej nowi gracze wnoszą różne poziomy doświadczenia lotniczego i różne podejścia do centralnego problemu dotarcia do statku kosmicznego, który może nie być zbudowany do cumowania lub serwisowania, i poruszenia go. Firefly, na przykład, zaproponował użycie swojego manewrowego statku Elytra do spotkania z satelitą klienta zbliżającym się do końca życia, przeprowadzenia operacji zbliżeniowych i inspekcji oraz wykonania niezbędnego manewru usunięcia. Elytra jeszcze nie latał, ale zawiera sprzęt i oprogramowanie pochodzące z księżycowego programu Blue Ghost firmy Firefly, więc przynajmniej nie zaczyna od zera.
Katalyst realizuje być może najbardziej bezpośrednio istotny test przechwycenia nieprzygotowanego statku. Jego robotyczny pojazd serwisowy Link wystartował 3 lipca w misji NASA Swift Boost i ma spotkać się z Obserwatorium Neil Gehrels Swift, zabezpieczyć go ramionami robotycznymi i podnieść na wyższą orbitę. Link napotkał problemy z kontrolą położenia podczas uruchamiania pod koniec lipca, ale firma twierdzi, że przesłała nowe oprogramowanie lotu, które przywróciło kontrolę położenia za pomocą pozostałych siłowników, umożliwiając kontynuację przygotowań. Bo nic nie mówi „zaufaj nam w kwestii orbitalnych śmieci” jak statek, który prawie stracił zimną krew.
D-Orbit wchodzi do rywalizacji z znaczącym komercyjnym dorobkiem w transporcie orbitalnym - włoska firma wystrzeliła w lipcu swoją 23. komercyjną misję ION Satellite Carrier. Jednak jej technologia robotycznego serwisowania jest mniej dojrzała. D-Orbit opracowuje GEA, statek zaprojektowany do autonomicznego spotkania, cumowania, inspekcji i przemieszczania satelitów, z możliwościami do zademonstrowania w misji RISE wspieranej przez Europejską Agencję Kosmiczną, zaplanowanej na 2029 rok. Więc, wiecie, tylko kilka lat.
DIU i SDA stwierdziły, że opłacalna usługa deorbitacji musiałaby połączyć kilka działań w powtarzalną operację: umieszczenie serwisera na właściwej orbicie, zlokalizowanie i podejście do celu autonomicznie, określenie jego położenia i ruchu, przechwycenie go bez generowania odłamków oraz zapewnienie wystarczającego napędu do usunięcia połączonej masy. Musiałaby również robić to w cenie, która czyni komercyjne zakupy atrakcyjnymi. Innymi słowy, chcą kosmicznej usługi sprzątania, która jest niezawodna, niedroga i nie robi większego bałaganu. Powodzenia.