Nowy teleskop NASA to właściwie gigantyczne oko do znajdowania kosmicznych świetlików
Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman ma na celu uchwycenie obcych planet w świetle widzialnym, bo wypatrywanie świetlika obok reflektora z odległości mil to najwyraźniej nasza najlepsza szansa.
Jutro rano, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem – a bądźmy szczerzy, NASA miała już lepsze passy – Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman wystartuje z Florydy, dodając trochę rakietowego blasku do i tak już przesadnego słońca tego stanu. To najnowsze i największe orbitalne obserwatorium NASA, które niesie ze sobą wiele oczekiwań. Jeśli Roman odniesie sukces, może dać ludzkości zupełnie nowy sposób patrzenia na planety wokół innych gwiazd i lepsze zrozumienie największych struktur we wszechświecie. Jeśli zawiedzie, program naukowy NASA – już unikający cięć budżetowych jak torreador – będzie musiał poważnie przemyśleć swoją przyszłość. Artemis był wielkim zwycięstwem dla załogowych lotów kosmicznych; teraz strona naukowa desperacko potrzebuje rundy honorowej.
Inżynierowie NASA spędzili ponad dekadę na przygotowywaniu Romana do tego momentu. Zanim teleskop dotarł na Florydę, spędził ponad rok w największym cleanroomie NASA w Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda w Greenbelt w Maryland. Aby się do niego zbliżyć, trzeba było zostać zamumifikowanym żywcem. Kiedy odwiedziłem go w grudniu, pracownicy NASA zaprowadzili mnie do sterylnej, jarzeniowej szatni, rzucili mi biały kombinezon i dwie pary ochraniaczy na buty, i nalegali, abym założył siatkę na brodę i siatkę na włosy. Następnie potrójnie owinęli taśmą niebieską szczelinę między moimi rękawami a rękawiczkami. Astronomowie nie chcieli, aby moje płatki skóry dryfowały na ultragładkie zwierciadło główne teleskopu. „Będziesz najbrudniejszą rzeczą tutaj” – powiedział mi jeden z nich, gdy przechodziliśmy przez komorę, w której ponad 30 dysz oczyszczało nas powietrzem. Zapisałem to na specjalnym miętowo-zielonym papierze, który wydziela mniej cząstek niż zwykły notatnik, a następnie wszedłem do ogromnej, ośmiopiętrowej białej przestrzeni wypełnionej szumem sześciu wentylatorów wielkości autobusów szkolnych. W jej centrum Roman stał na wysokości ponad 40 stóp, otoczony przez kilkunastu pracowników w kombinezonach – niektórzy rozmawiali, inni na podnośnikach nakładali taśmę klejącą. Ponad tysiąc osób pracowało nad tym projektem, a ci, którzy mieli szczęście zbliżyć się do sprzętu, wydają się czerpać z tego fizyczną przyjemność.
Roman ma podejrzaną historię jak na instrument naukowy. Jego główne zwierciadło było niespodziewanym prezentem od Narodowego Biura Rozpoznania (NRO), jednej z najbardziej tajnych agencji Ameryki, która najwyraźniej miała zapasowe zwierciadło klasy Hubble'a. Agencja z ograniczonym budżetem nie może być wybredna co do pochodzenia, więc NASA wzięła to zwierciadło zaprojektowane do obserwacji szpiegowskich i skierowała je na gwiazdy zamiast na ziemię.
Zapasowe zwierciadło NRO rozwiązało również wewnętrzne problemy polityczne programu naukowego NASA. Roman jest zbudowany do monitorowania wszechświata w największych skalach, mapowania kosmicznej superstruktury gromad galaktyk i jej ewolucji w czasie. Te obserwacje mogą dopracować nasze rozumienie grawitacji, a nawet odkryć nową fizykę. Ale pomysł na taką misję sięga początku XXI wieku, po odkryciu ciemnej energii. Kiedy NASA była w końcu gotowa do jej budowy na początku lat 2010., astronomowie przesunęli nacisk na odkrywanie tysięcy planet wokół pobliskich gwiazd. Nowe zwierciadło pozwoliło im to robić w zupełnie nowy sposób.
Znalezienie małego świata z własną atmosferą w blasku pobliskiej gwiazdy jest trudne. Nawet największe planety są miliard razy słabsze niż ich słońca. Dominic Benford, naukowiec programu Roman w siedzibie NASA, porównał to do wypatrywania świetlika brzęczącego wokół potężnego reflektora z odległości tysięcy mil. Aby to umożliwić, astronomowie umieścili wykwintny nowy rodzaj koronografu w metalicznych wnętrznościach Romana. Koronografy pierwotnie pomagały obserwować rozbłyski plazmy na naszym Słońcu, blokując jego olśniewający dysk, tworząc sztuczne zaćmienie. Koronograf Romana robi to samo dla odległych gwiazd, dzięki czemu astronomowie mogą zobaczyć ich planety.
Gdy teleskop celuje w gwiazdę w naszej Drodze Mlecznej, przechwyci światło i przepuści je przez system barier i luster koronografu. Dwa z tych luster mogą być nawet piękniejsze niż główne: każde jest mniejsze niż puderniczka, z ponad 1600 siłownikami
The Good Times
Wiadomości w Twojej skrzynce.
Sardoniczne podsumowanie, dostarczane według Twojego harmonogramu. Bezpłatnie. Zrezygnuj kiedy chcesz.
Już subskrybujesz, ale nigdy do Ciebie nie docieramy? Zajrzyj do folderu spam i kliknij 'To nie spam' (lub 'Usuń ze spamu'), żeby wyciągnąć nas z czyśćca niechcianej poczty. Przy okazji pomożesz wszystkim innym.
Jeśli przez miesiąc nie otworzysz żadnego z naszych e-maili, zostaniesz automatycznie usunięty z listy.
Rewrite Article
Select parts to regenerate with a fresh AI pass. Translations will be updated automatically.
Generate AI Image
Creates a sardonic version of the article image using OpenAI.