Scenariusz robi się nieco nudny w Nigerii: łódź tonie, urzędnicy gdaczą o przepisach, nic się nie dzieje, kolejna łódź tonie. W tym tygodniu mamy wywróconą drewnianą łódź w stanie Jigawa, z 40 osobami na pokładzie – głównie rolniczkami i robotnicami. Uratowano 23 osoby, ale z rzeki wydobyto dotąd dziewięć ciał. W zeszłym miesiącu 12 osób zginęło na rzece Benue, w tym kobieta w ciąży i sześcioro dzieci. Wcześniej w tym roku 14 zginęło w Gumbi, w stanie Kebbi, wracając z wesela. Łącznie w 2025 roku: ponad 55 ofiar śmiertelnych, wiele ciał wciąż zaginionych.

Dla wiejskich Nigeryjczyków rzeki są praktycznym – i często jedynym – środkiem transportu, z powodu braku mostów i przyzwoitych dróg. Wsiadają więc do chwiejnych drewnianych łodzi, które mają tyle samo integralności strukturalnej co mokra papierowa torba. Isiyaka Bello stracił żonę w zeszłym roku, gdy jej łódź zatonęła w Kebbi. „Wydaje się, że to było wczoraj” – powiedział BBC. „Zostawiła czworo dzieci, a ja wciąż staram się przyzwyczaić do samodzielnego ich wychowywania. Gdy przechodzę obok dużego zbiornika wodnego, myślę tylko o niej.”

Przyczyny masakry są boleśnie przewidywalne: brak kamizelek ratunkowych, brak egzekwowania przepisów, brak szkoleń i łodzie, które wyglądają, jakby zbudował je ktoś, kto nienawidzi łodzi. Mallam Sala Altine, facet oficjalnie odpowiedzialny za bezpieczeństwo na jeziorze Shiroro w stanie Niger, mówi o krytycznym braku kamizelek. „Nasze łodzie zwykle przewożą ponad 100 pasażerów. Ale najczęściej możemy zapewnić kamizelki tylko dla 10 osób” – wyjaśnia. „Chcemy wprowadzić zasadę, że każdy wsiadający na łódź musi nosić kamizelkę. Ale nie możemy tego egzekwować, bo nie mamy ich dać.” Rząd obiecał więcej po wypadku z 13 ofiarami, ale – niespodzianka – „to, co ostatecznie otrzymaliśmy, było bardzo małe.”

Jak ujmuje to jeden z lokalnych obserwatorów: „To nie są akty losu. To przewidywalne konsekwencje systemowego zaniedbania.” Ale Ibrahim Husseini, dyrektor w agencji ds. sytuacji nadzwyczajnych stanu Niger, twierdzi, że rząd zapewnia kamizelki – ludzie po prostu nie chcą ich nosić. „Mamy ludzi urodzonych i wychowanych w społecznościach nadrzecznych, którzy uważają za oczywiste, że to jest życie, do którego są przyzwyczajeni” – mówi. „Czasami trudno zmusić ich do noszenia kamizelek.” Tymczasem kobiety, które często nie umieją pływać, to te, które uczestniczą w weselach i targach, co czyni je szczególnie podatnymi na zagrożenie.

Krajowy Urząd Dróg Wodnych (Niwa) uznał kamizelki ratunkowe za obowiązkowe w zeszłym roku po wypadku z 32 ofiarami. Zdecydowali również, że łodzie mogą zabierać pasażerów tylko w zarejestrowanych terminalach. Te przepisy były już w Kodeksie Transportu Wodnego, uchwalonym w styczniu 2023 roku. Są rutynowo ignorowane. „Każde rozporządzenie jest tak dobre, jak jego wdrożenie” – zauważa Timothy Iwuagwu, prezes Instytutu Specjalistów ds. Bezpieczeństwa Nigerii. Wskazuje, że większość operatorów łodzi nie jest przeszkolona ani licencjonowana, łodzie są przeciążone, a kamizelki – gdy są dostępne – często są niskiej jakości i źle noszone.

Do tego dochodzi tor przeszkód pod wodą: pnie drzew po latach wyrębu. Przy niskim stanie wody są widoczne; przy wysokim – to ninja zabijające łodzie. Husseini obwinia słabe pogłębianie, ale mówi, że usuwanie pni to zadanie Niwy, nie jego. Same łodzie to starożytne drewniane jednostki, które wyglądają, jakby pływały od czasów przed powstaniem Nigerii. Minister Gospodarki Morskiej i Błękitnej Adegboyega Oyetola przyznał w zeszłym roku: „Nadszedł czas na zdecydowane odejście od przestarzałych praktyk. Drewniane łodzie spełniły swoją rolę, ale nie mogą być przyszłością transportu wodnego w Nigerii.” Zaapelował do rządów stanowych o promowanie bezpieczniejszych łodzi z włókna i aluminium.

Ale jest promyk nadziei – a przynajmniej studium przypadku, jak nie ponieść porażki. Lagos, rozległe nadmorskie miasto, gdzie jedna trzecia obszaru to woda, miało częste wypadki łodzi, z 92 ofiarami śmiertelnymi między styczniem 2018 a październikiem 2023. Wtedy rząd stanowy zrobił coś radykalnego