Tysiące ludzi z całego kraju zjechało w sobotę do Montgomery w Alabamie – autobusami, samochodami i samolotami – na wiec „All Roads Lead to the South”. Zgromadzenie odbyło się po decyzji Sądu Najwyższego w sprawie Louisiana v. Callais z zeszłego miesiąca, która w zasadzie wypatroszyła ustawę o prawach wyborczych i poważnie ograniczyła ochronę przed dyskryminacją wyborczą. Bo nic tak nie mówi „demokracja” jak utrudnianie głosowania.
Wiec, zorganizowany przez koalicję krajowych i lokalnych organizacji społecznych, odbył się przed budynkiem stanowego Kapitolu w Alabamie, na tym samym placu, gdzie upamiętniono marsze o prawa wyborcze z Selmy do Montgomery z 1965 roku. Historia, jak się wydaje, lubi się powtarzać – choć tym razem marszownicy mieli lepsze transparenty.
„Jesteśmy tutaj, Montgomery, nie w punkcie końcowym, ale w punkcie wyjścia” – powiedział Steven L. Reed, burmistrz Montgomery i pierwsza czarnoskóra osoba na tym stanowisku. Nawiązywał do ducha i odwagi przodków – zapewne nie tych, którzy obecnie rysują mapy.
Po decyzji Sądu Najwyższego stany rządzone przez Republikanów pospieszyły z przerysowaniem map wyborczych w sposób osłabiający czarną siłę polityczną. Tennessee i Floryda już przyjęły nowe mapy, a Alabama, Luizjana i Georgia wydają się gotowe pójść w ich ślady. Missisipi tymczasowo wstrzymało zmiany okręgów, a gubernator obiecał szybko wrócić do tematu – bo „szybko” to dokładnie to, co chcą usłyszeć działacze na rzecz praw wyborczych.
Aktywiści wyborczy z dotkniętych stanów – wraz z lokalnymi i krajowymi urzędnikami, w tym senatorami Corym Bookerem i Raphaelem Warnockiem oraz przedstawicielkami Terri Sewell, Shomari Figures i Alexandrią Ocasio-Cortez – weszli na scenę, aby zmobilizować uczestników. „Musimy walczyć ze wszystkich sił” – powiedziała Charlane Oliver, senator stanu Tennessee, która w zeszłym tygodniu protestowała przeciwko zmianom okręgów, stojąc na swoim biurku. „Mogą rysować jakieś rasistowskie mapy, ale to my jesteśmy Południem, to jest nasze Południe. Południe należy do nas. Południe ma coś do powiedzenia i powiemy to głośno i wyraźnie w listopadzie.”
Podczas wydarzenia z tłumu spontanicznie wybuchały okrzyki „głosuj, głosuj, głosuj”. Momentami „All Roads Lead to the South” przypominało nabożeństwo, nawiązując do kluczowej roli czarnego kościoła w ruchu praw obywatelskich. Rozpoczęło się modlitwą; gdy jeden z uczestników zasłabł, konferansjer poprosił zgromadzonych o „złożenie rąk do modlitwy”. Wykonano kilka gospelowych piosenek – bo nic tak nie mówi „walka o demokrację” jak dobry hymn.
Dla wielu uczestników udział w wiecu był osobisty. Ich członkowie rodziny walczyli o prawa wyborcze. Teraz, jak mówili, to na nich spoczywa obowiązek podjęcia sztandaru. „Moja babcia, moja mama, moja teściowa – nasi przodkowie nie przeszli tego mostu, nie szli podczas bojkotu autobusów, moi kuzyni byli zamknięci w Pierwszym Kościele Baptystów [w Montgomery], naprzeciwko posterunku policji w latach 60., inny kuzyn został pobity przez konia na Jackson Street – nie robiliśmy tego wszystkiego po to” – powiedziała Carole Burton, mieszkanka Montgomery.
Dzień rozpoczął się w Selmie nabożeństwem w historycznym Tabernacle Baptist Church, a następnie cichym przejściem przez most Edmunda Pettusa – miejsce brutalnej przemocy „Krwawej Niedzieli” wobec demonstrantów o prawa obywatelskie w 1965 roku. Stamtąd uczestnicy pojechali autobusami do Montgomery, gdzie dołączyły do nich tysiące.
„All Roads Lead to the South” nie było odosobnionym wydarzeniem – w całym kraju zaplanowano ponad 50 wydarzeń satelitarnych dla tych, którzy nie mogli dotrzeć do Alabamy. Mówcy podkreślali również, że walka będzie kontynuowana gdzie indziej. „Naszym zadaniem jest coś więcej niż obrona przeszłości” – powiedziała Rukia Lumumba, dyrektor Mississippi VRA Rapid Response Coalition i M4BL Action Fund. „Naszym zadaniem jest zbudowanie demokracji godnej ludzi, którzy krwawili, aby ją stworzyć.”