Jedzenie zbyt dużej ilości mięsa grozi chorobami przewlekłymi, odpowiada za mniej więcej jedną ósmą antropogenicznych zanieczyszczeń klimatycznych i jest powiązane z niektórymi nowotworami. Jednak czerwone i przetworzone mięso wciąż uparcie gości na talerzach – zwłaszcza tych należących do mężczyzn, stanowiąc wyraźnie męską przeszkodę w walce z kryzysem klimatycznym.
„Pod względem czystej konsumpcji istnieją bardzo duże rozbieżności – i to spójne rozbieżności – między mężczyznami a kobietami w ilości spożywanego mięsa” – mówi Lauren Camilleri, badaczka psychologii społecznej z Victoria University, która bada związek między jedzeniem mięsa a męskością.
Stereotyp, że mężczyźni i mięso stanowią nierozłączną parę, jest poparty badaniami. Francuskie badanie z zeszłego roku wykazało, że nawyki motoryzacyjne i żywieniowe prowadzą do 26% różnicy w emisjach między mężczyznami a kobietami. Inne badania pokazują, że nawet po uwzględnieniu różnic w zapotrzebowaniu energetycznym mężczyźni nadal jedzą więcej mięsa niż kobiety. Są też bardziej oporni na ograniczanie spożycia mięsa i przechodzenie na diety roślinne – chyba że pogarszający się stan zdrowia lub sympatyzująca z warzywami partnerka zmusi ich do zmiany.
Powracający motyw: wielu mężczyzn postrzega jedzenie mięsa jako wyraz męskości, a próby zmiany ich diety traktuje jako osobiste, wręcz wykastrowujące zagrożenie. Prawdopodobnie wynika to, jak mówi Camilleri, z długotrwałych kulturowych i symbolicznych skojarzeń – mitów, że mięso jest męskie, rośliny są kobiece, mężczyźni są myśliwymi, kobiety zbieraczkami, a prawdziwi mężczyźni jedzą mięso.
Ale w miarę jak planeta się ociepla, potrzeba, by mężczyźni zmienili swoje nawyki żywieniowe, nigdy nie była większa. Australijskie wytyczne żywieniowe zalecają, aby produkty pełnoziarniste i warzywa stanowiły ponad połowę dziennego zapotrzebowania energetycznego, i sugerują maksymalnie trzy porcje z grupy żywności zawierającej chude mięso, drób, ryby, jaja, orzechy i rośliny strączkowe – na przykład jajko na śniadanie, puszkę tuńczyka na lunch i 65g gotowanego chudego steku na kolację. Wielu Australijczyków – zwłaszcza mężczyzn – przekracza tę normę. Dane z września Australijskiego Biura Statystycznego pokazały, że dwie trzecie australijskich facetów je mięso, a ponad połowa spożywa co najmniej 198g produktów mięsnych dziennie. Ogólnie rzecz biorąc, typowy australijski mięsożerca zjada teraz o 13g mięsa więcej niż dekadę temu.
Nadmierne spożycie mięsa niesie ryzyko zdrowotne. „Produkty zwierzęce są zwykle bardzo bogate w nasycone kwasy tłuszczowe” – mówi dr Luigi Fontana, dyrektor Charles Perkins Centre Royal Prince Alfred Clinic w Sydney. Podkreśla on liczne badania kliniczne łączące nasycone kwasy tłuszczowe z podwyższonym poziomem cholesterolu LDL, głównego czynnika chorób sercowo-naczyniowych. Przetworzone mięso jest uznawane za rakotwórcze; czerwone mięso jest prawdopodobnie rakotwórcze. Fontana wskazuje również na badania pokazujące, że produkty zwierzęce zawierają aminokwasy, które wzmacniają niektóre szlaki starzenia, oraz metabolity zwiększające ryzyko udaru. „Jestem zszokowany, że mimo tych dowodów… spożycie zwierząt wzrosło” – mówi.
Do tego dochodzi koszt środowiskowy: sektor rolnictwa w Australii odpowiada za prawie jedną piątą całkowitej emisji dwutlenku węgla, a większość emisji rolniczych pochodzi z metanu z hodowli zwierząt. Wielu działaczy propaguje wegetarianizm lub weganizm jako rozwiązania – diety, które najbardziej znacząco zmniejszają ślad węglowy – ale ponieważ wielu mężczyzn czerpie poczucie własnej tożsamości z kawałka mięsa na talerzu, bardziej praktycznym rozwiązaniem może być elastyczne podejście.
W zeszłym roku Komisja EAT-Lancet zrewidowała swoją Planetary Health Diet, przewodnik po żywieniu o wysokiej wartości zdrowotnej i niskim wpływie na środowisko. Gdyby była powszechnie stosowana, dieta ta mogłaby zapobiec 15 milionom przedwczesnych zgonów oraz zmniejszyć liczbę diagnoz nowotworów, chorób przewlekłych i neurodegeneracyjnych. Mięso nie jest wykluczone; staje się gościem specjalnym. Owoce morza i drób pojawiają się po dwie porcje tygodniowo, podczas gdy wołowina, wieprzowina i jagnięcina występują w jednej porcji tygodniowo. Dla tych, którzy chcą bardziej przyjaznej dla klimatu i zdrowszej diety, poprawa nie jest równaniem typu „wszystko albo nic”.
„Nie sądzę, żeby trzeba było zostać ścisłym wegetarianinem” – mówi Fontana, który opowiada się za całościowym