Siedząc w odległej chatce na hebrydzkiej wyspie Harris na początku tego roku, obserwując łodzie rybackie wpływające i wypływające z małego portu, Graham Snowdon poczuł, że mgła poprzednich miesięcy wreszcie zaczyna się rozwiewać. Wciąż wracał myślami do zimnego listopadowego wieczoru, kiedy wracał z Leeds do południowego Londynu i wreszcie przyznał przed sobą, że coś musi się zmienić.

Snowdon był wyczerpany długimi, częstymi i często bezowocnymi podróżami w obie strony, by odwiedzać mamę. Tego jesiennego dnia w jej domu opieki w Leeds próbował zwykłych sztuczek, by wywołać u niej reakcję – wiadomości o wnukach, ponowne czytanie wierszy i piosenek, które napisała w czasach, gdy była dyrektorką szkoły podstawowej. Ale przeważnie pozostawała nieruchoma i milcząca. Pielęgniarka w domu opieki poprosiła go, by zdjął obrączki mamy, zanim jej palce jeszcze bardziej spuchną. „To nie znaczy, że nie jesteście już małżeństwem” – szepnął, ściągając je. „Nie mów tego tak głośno” – odparła półgłosem. Te drobne przebłyski jej dawnej iskierki przypominały mu, że wciąż słyszy każde słowo.

W lipcu zmarł jego tata, wkrótce po zdiagnozowaniu raka wątroby. Gdy Snowdon i jego siostry organizowali pogrzeb i próbowali urządzić mamę tak, by mogła zostać w domu, nagle straciła zdolność chodzenia. Początkowo myśleli, że to może reakcja żałobna, ale badanie szpitalne wykazało guz mózgu. Mama trafiła bezpośrednio na opiekę paliatywną, zbyt chora, by uczestniczyć w pogrzebie taty.

Żadne z nich nie mieszka blisko Leeds, więc reszta roku zamieniła się w wir cotygodniowych wypadów pociągiem i kolacji na stacjach benzynowych. Były to melancholijne czasy dla Snowdona, ale znalazł też niespodziewane ukojenie w podróżach. Podczas jazdy autostradą dzwonił do starych przyjaciół. Słuchał na nowo dawno zapomnianych albumów, ścieżek dźwiękowych z dorastania w Leeds w latach 80. Był sam na sam ze swoimi myślami w sposób, który zaczął dostrzegać, że był dla niego nietypowy.

To, co uświadomił sobie tamtej listopadowej nocy, to że potrzebuje wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie. Nie jest kimś, komu to przychodzi łatwo – zawsze jest praca do przemyślenia, mecz piłki nożnej dla mężczyzn w średnim wieku do zorganizowania, albo jakaś robota w domu. Ale w tamtym momencie, po stracie taty i w trakcie choroby mamy, czuł się przytłoczony. Wiedział, że musi pojechać gdzieś, gdzie będzie mógł spróbować przetrawić sprawy.

Mama zmarła na początku stycznia, a gdy pogrzeb się skończył, Snowdon znalazł idealnie wyglądającą chatkę na Harris i zarezerwował ją na dwa tygodnie. Wydawała się odpowiednio odległa od normalności – i miał nadzieję, że puste, księżycowe krajobrazy pomogą mu oczyścić głowę. 700-milowa, 20-godzinna podróż samochodem była sama w sobie przygodą. Wypił kawę z kuzynem na stacji Leeming Bar na A1 – prawdopodobnie jednym z najponurych miejsc na Ziemi – ale jego wiara w piękno została przywrócona podczas jazdy przez spektakularne Bowes Moor w północnych Penninach. Wspiął się na Cat Bells w Keswick, zjadł curry ze starym przyjacielem w Cockermouth, rozmawiał przez wideo z rodziną przy śniadaniu nad brzegiem Loch Lomond.

Na Harris szedł przez bagniste, ale niesamowicie piękne wrzosowiska i obejmował szaloną atlantycką pogodę, która bez przerwy zmieniała się od ulewnego deszczu do oślepiającego słońca. Wędrując przez surowe, usiane głazami wzgórza i czarne jak smoła lochany, myślał o wszystkim i o niczym: wspomnieniach rodziców i ich godnym, pełnym znaczenia życiu, oraz nowym kształcie własnego życia bez nich. Po raz pierwszy od miesięcy czuł, że nie reaguje na kryzys; po prostu wspominał.

Do jego najszczęśliwszych dni należały te, gdy deszcz lał się bokiem i był zmuszony zostać w domu. Miał ambitne plany na takie okazje, przytaszczywszy ze sobą drzwiopodobną powieść Dostojewskiego. Co faktycznie osiągnął, to prawie ukończenie świątecznych puzzli, przegryzając się przez 100 najlepszych albumów wszech czasów magazynu Mojo (przeważnie satysfakcjonujące doświadczenie, choć odradza Trout Mask Replica Captaina Beefhearta). Ale to było więcej