Jeszcze kilka tygodni temu zespół policystycznych jajników był lekceważony jako zwykłe torbiele jajników, co musiało być prawdziwym pocieszeniem dla pacjentek żyjących z rzeczywistym ogólnoustrojowym zaburzeniem endokrynologicznym. Tymczasem osoby z endometriozą kontynuują globalne poszukiwanie odpowiedniej opieki, co udokumentował Australia Institute.
To nie tylko garść złych lekarzy z kiepskimi manierami przy łóżku, argumentuje historyk Alison Downham Moore. To wielowiekowy wzorzec, w którym medycyna traktowała zeznania kobiet jako niewiarygodne, ich ból jako mniej pilny, a ich narządy rozrodcze jako dozwolony cel nieuzasadnionych eksploracji chirurgicznych. Główna niesprawiedliwość, mówi, dotyczy tego, czyja wiedza się liczy – a wiedza kobiet o własnych ciałach najwyraźniej nie przechodzi selekcji.
Korzenie sięgają głęboko w przeszłość medycyny zachodniej. W XVIII wieku uważano, że kobietami rządzą „opary” – co brzmi jak wiktoriańskie perfumy, ale było diagnozą. W XIX wieku były „słabszą płcią”, a cały proces starzenia sprowadzano do menopauzy, czyniąc je głównymi celami eksperymentalnych terapii i komercyjnego wykorzystania. Logika okazała się niezwykle trwała: zdrowie kobiet to pożywka dla zysków, podczas gdy ich objawy zrzuca się na hormony, nerwy lub emocje.
Ginekologia stanowi szczególnie jaskrawy przykład. Pierwsze przeżywalne histerektomie z użyciem środków antyseptycznych w XIX wieku wykonano u kobiet z łagodnymi mięśniakami, które często nie były informowane, jakiej operacji poddawane są ani że ich guzy nie są rakiem. Ponad połowa zmarła. Pod koniec XX wieku ponad jedna trzecia kobiet na Zachodzie miała histerektomię w starszym wieku. W latach 70. amerykańscy chirurdzy proponowali histerektomię jako antykoncepcję dla kobiet z niższych klas, które ich zdaniem nie były w stanie kontrolować urodzin – uzasadnienie, które napędzało także sterylizację rdzennych Amerykanek i czarnych kobiet w wielu krajach.
Histerektomia służyła, w zależności od kontekstu, jako terapia, profilaktyka raka, operacja korekty płci, ukryta katolicka antykoncepcja, zarządzanie populacją i wygoda administracyjna. Kiedy dziś kobiety zgłaszają, że są kierowane na histerektomię z powodu łagodnych guzów macicy bez pełnej informacji o alternatywach, nie jest to anomalia – to wzorzec. Władza kliniczna wciąż zbyt łatwo zastępuje prawdziwą zgodę, a długoterminowe konsekwencje dla starzenia się i dobrostanu są bagatelizowane.
Nie znaczy to, że nic się nie poprawiło. Chirurgia jest bezpieczniejsza, wielu klinicystów jest głęboko refleksyjnych, a standardy zgody są lepsze. Ale jak zauważa Moore, postęp techniczny nie automatycznie przynosi sprawiedliwości w opiece. Jeśli medycyna chce stawić czoła medycznej mizoginii, musi zmierzyć się z historiami, które uczyniły kobiety niewiarygodnymi świadkami własnych ciał – i może zacząć im wierzyć.