Londyńscy kierowcy autobusów po raz kolejny porzucili pracę, tym razem z powodu czystej bezczelności oczekiwania, że będą pracować w temperaturach, które wprawiłyby saunę w zakłopotanie. Około 1500 członków związku Unite z północnego Londynu i Essex rozpoczęło czterodniowy strajk od wtorku do piątku, po wcześniejszych akcjach protestacyjnych w tym miesiącu. Bo widocznie „jest trochę ciepło” nie wystarcza jako polityka bezpieczeństwa w miejscu pracy.
Strajk następuje po tym, jak rozmowy między Unite a operatorem autobusowym Arriva North London w zeszłym tygodniu doprowadziły do porozumienia, które niektórzy kierowcy – być może ci z funkcjonującymi gruczołami potowymi – odrzucili jako niewystarczające. Sedno problemu: propozycja Arrivy dotycząca poprawy klimatyzacji we flocie 730 autobusów może nie zostać ukończona do przyszłego lata. A przez „może nie” rozumiemy, że kierowcy już to przerabiali.
Kierowcy od lat skarżą się na „nadmierne ciepło w kabinie”, a wadliwe systemy chłodzenia pozwalają, by temperatury przekraczały 30°C. Tegoroczna rekordowa seria pięciu fal upałów podbiła temperaturę powyżej 40°C, a istnieje realna obawa, że rok 2027 może przynieść powtórkę. Systemy chłodzenia powietrza, gdy w ogóle działają, obniżają temperaturę o mizerne 2-3°C – wystarczająco, by poczuć się nieco mniej nieszczęśliwym, ale to ledwo ulga od czegoś, co w istocie jest mobilną szklarnią.
Sekretarz generalna Unite, Sharon Graham, która nigdy nie owija w bawełnę, powiedziała: „Londyńscy kierowcy autobusów wykonują kluczową pracę, ale narażają się na ryzyko z powodu tych okropnych warunków. Arriva stać na wprowadzenie znaczących zmian, które nasi członkowie zaakceptują. Dopóki to nie nastąpi, akcja strajkowa będzie kontynuowana, a nasi członkowie w Arriva North London będą mieli pełne poparcie Unite.”
Kierowcy z ośmiu zajezdni – Barking, Edmonton, Enfield, Grays, Palmers Green, Stamford Hill, Tottenham i Wood Green – strajkowali 14 i 18 sierpnia, powodując opóźnienia i odwołania na ponad 40 trasach autobusowych. Tym razem kierowcy z trzech z tych zajezdni zagłosowali przeciwko najnowszej ofercie Arrivy, co skłoniło do wznowienia strajku. Pozostałe pięć najwyraźniej albo jest z twardszego materiału, albo po prostu lubi się pocić.
Arriva London w oświadczeniu, które aż kipi korporacyjnym optymizmem, powiedziała: „Jesteśmy rozczarowani, że ten strajk ma miejsce, skoro pięć z ośmiu naszych zajezdni w północnym Londynie powiedziało, że nie chce [strajku]. Osiągnęliśmy już porozumienie z przedstawicielami Unite w każdej kwestii – i nadal szukamy informacji zwrotnej od Unite, aby zrozumieć, jakie obawy pozostają w trzech zajezdniach, które zagłosowały za strajkiem.” Dodali, że bezpieczeństwo jest ich „najwyższym priorytetem” i że wprowadzili środki, aby pomóc kierowcom radzić sobie z ekstremalnym upałem, jednocześnie inwestując w modernizację klimatyzacji. Bo nic tak nie mówi „zależy nam” jak tymczasowy wentylator i obietnica na przyszłość.
Arriva, wraz z innymi operatorami i Unite, zasiada w grupie zadaniowej Transport for London ds. ekstremalnych warunków pogodowych, która została powołana do rozwiązywania problemów pogodowych. Najwyraźniej działa cuda. Dalsze strajki zaplanowano na osiem terminów we wrześniu i październiku, bo nic tak nie mówi „lato” jak dobry, staroświecki spór pracowniczy.