W zeszłym tygodniu ta pisarka obudziła się w Waszyngtonie w mgle tak gęstej i gorącej, że zarówno termometr, jak i wskaźnik jakości powietrza wskazały trzycyfrowe wartości – ten ostatni z radosną etykietą 'bardzo niezdrowy' na telefonie. Gdyby mieszkała w Delhi, Kinszasie czy Los Angeles, mogłaby to zbyć wzruszeniem ramion jako zwykły wtorek. Ale zmiana klimatu uprzejmie zdemokratyzowała cierpienie, czyniąc niegdyś rzadkie zdarzenia rutyną dla wszystkich. Jak zauważył Robert Rubsam w The Atlantic: 'Nie znać tych skutków to być odstającym, a nie normą'. Dlaczego więc literatura piękna nie potrafi uchwycić tego niesamowitego uczucia 'obudziłem się na innej planecie'?

Amitav Ghosh argumentował w swojej książce z 2016 roku *Wielkie rozstrojstwo*, że powieść literacka została zaprojektowana dla stabilnej planety – a teraz, gdy Ziemia nagrzała się jak zaniedbana mikrofalówka, potrzebujemy nowych narzędzi narracyjnych. Jego najnowsza powieść, *Oko ducha*, próbuje tego, ale według Rubsama zalicza glebę. Czytelnicy jednak zaprotestowali, twierdząc, że 'fikcja klimatyczna' istnieje i jest niedoceniana. Rubsam zgadza się, że apokaliptyczna literatura gatunkowa, a nawet niektóre powieści literackie, podejmują lęk klimatyczny, ale wskazuje na starsze dzieła – jak *Pedro Páramo* Juana Rulfo czy *Ohydny ptak nocy* José Donoso – które oddają zawrót głowy od świata zmieniającego się pod nogami, nie potrzebując topniejącego lodowca jako rekwizytu.

Ta debata odbija się echem w innym artykule The Atlantic autorstwa Hillary Kelly, która uznała *I Want You to Be Happy* Jema Caldera za frustrujący, ponieważ replikuje milenialną nudę zamiast ją oświetlać. 'Chcę zrozumieć alienację; nie chcę czuć się wyobcowana – i nic więcej – przez czytanie' – pisze. Podobnie ta pisarka nie potrzebuje fikcji, która opisuje powódź, którą już przeżyła; chce języka, który przestawia jej mózg, a nie tylko prognozy pogody w ozdobnej czcionce. Ghosh może mieć rację, że zmiana klimatu wymaga przemyślenia powieści, ale jak dotąd najlepsze próby gatunku wciąż sprawiają wrażenie, jakby pisały o pogodzie, a nie o apokalipsie.