Gdy pięć kiwi zaprezentowano tłumowi 300 osób w sali bankietowej nowozelandzkiego parlamentu, zapadła pełna podziwu cisza. Opiekunowie trzymali wąsate ptaki; widzowie mieli łzy w oczach; jeden chłopiec podniósł zabłąkane pióro, a matka kazała mu je dobrze schować. To był pierwszy raz, kiedy kiwi postawiły stopę w parlamencie, co jest niezłym kamieniem milowym dla ptaka, który od wieków jest nieoficjalną maskotką kraju.

Wydarzenie we wtorek wieczorem – z udziałem polityków, dzieci, iwi i grup ekologicznych – było zwieńczeniem sześcioletniego projektu przywrócenia populacji kiwi na dzikich terenach Wellington po ponad 100-letniej nieobecności. „To nasze manu [ptaki] wracają do miejsca, które zamieszkiwały przez miliony lat, a z którego miały krótki wygnanie” – powiedział Paul Ward, założyciel Capital Kiwi Project.

Nowa Zelandia może być przesiąknięta wizerunkami swojego ukochanego ptaka narodowego, ale zobaczenie go na żywo wciąż jest rzadkością – i to nie bez powodu. Około 12 milionów kiwi niegdyś przemierzało kraj; introdukowane drapieżniki i utrata siedlisk zredukowały tę liczbę do 70 000 według ostatnich szacunków. „Kiwi były częścią tego, kim jesteśmy… Jeśli będziemy wobec siebie szczerzy, nie oddaliśmy należytego honoru koha [darowi] tej relacji” – dodał Ward.

Działania ochronne zaczynają powoli zwiększać liczebność kiwi. W Wellington na czele stoi Capital Kiwi Project. Pierwsza grupa 11 kiwi została wypuszczona na pagórkowate tereny rolnicze w Mākara w listopadzie 2022. Kolejne 232 dołączyły od tego czasu, dając dziesiątki piskląt. Projekt musiał osiągnąć 30% wskaźnik przeżywalności piskląt zgodnie z pozwoleniem Departamentu Ochrony Przyrody; znacznie przekroczył ten cel, osiągając niespotykane 90% przeżywalności piskląt. Siedem kiwi przywiezionych do parlamentu – pięć pokazanych tłumowi – to ostatnia grupa, co daje łącznie 250 ptaków wypuszczonych na dzikie tereny Wellington.

Wellington ma teraz największą na świecie populację ludzi żyjących obok dzikich kiwi. Mieszkańcy Mākara słyszą kiwi w swoich ogrodach nocą; rowerzyści górscy spotykają je na szlakach; kiwi widywano na przedmieściach daleko od miejsc wypuszczenia. „To pokazuje, że nawet w gęsto zurbanizowanym środowisku, jak Wellington, możemy przywrócić bioróżnorodność” – powiedział burmistrz Andrew Little.

Sukces projektu wynika z entuzjastycznego zaangażowania społeczności. Ponad 100 właścicieli gruntów wyraziło zgodę na 4600 pułapek na łasice na nowym, 24 000-hektarowym siedlisku ptaków – co czyni go największą siecią intensywnych pułapek na łasice tego rodzaju w kraju. Szkoły, iwi, wolontariusze i rowerzyści górscy przyczynili się poprzez odławianie, rzecznictwo i zbiórki funduszy. „To sieć pułapek, ale to także sieć relacji… to, co to umożliwiło, to przywrócenie taonga [cennego] gatunku do tego krajobrazu” – powiedział Ward.

Po wydarzeniu kiwi przewieziono na stację Terawhiti – jedną z najstarszych i największych hodowli owiec w kraju na wybrzeżu Mākara – aby je wypuścić. Pod delikatną mgłą i szumem turbin wiatrowych kiwi wystawiły swoje igiełkowate dzioby z pudełek i za delikatną zachętą wskoczyły w ciemną noc. Gdy nad małym tłumem zapadła cisza, Ward podsumował: „Ta praca, by przywrócić kiwi, jest wspólnym celem, który jest niezwykle potężny. To, co jest niesamowicie satysfakcjonujące w dzisiejszym wieczorze, to fakt, że to działa, pokazuje, co jest możliwe, gdy ludzie współpracują.”