Według większości wskaźników komercyjna przestrzeń kosmiczna kwitnie. Waszyngton wyprodukował w ciągu ostatniego roku lawinę działań: dwa ważne rozporządzenia wykonawcze, szereg dyrektyw i podniesienie „przewagi w kosmosie” do rangi oficjalnej doktryny. Wall Street odpowiedziało podobnie 12 czerwca, kiedy SpaceX weszło na giełdę w największej ofercie pierwotnej w historii, zamykając pierwszy dzień z wyceną ponad 2 biliony dolarów. Sektor publiczny i prywatny zgadzają się, że nadeszła era komercyjnego kosmosu. Jednak wciąż istnieją poważne bariery dla kapitalizmu kosmicznego. Pomimo zaufania posiadaczy kapitału i dyrektyw rządowych, zasady gry nie są ustalone. Zmiany polityki niewiele znaczą, dopóki nie doprowadzą do trwałych zmian instytucjonalnych. A optymizm rynkowy nie zastąpi długoterminowego myślenia strategicznego.

Spójrzmy na dorobek polityczny. Sierpniowe rozporządzenie wykonawcze usprawnia licencjonowanie startów i ponownego wchodzenia w atmosferę. To naprawdę dobrze – usuwa regulacyjne zarośla, obniżając koszty na marginesie. Jednak potrzebujemy ustawodawstwa, a nie uznaniowości wykonawczej, aby zabezpieczyć trwałe zyski. Grudniowe rozporządzenie dobrze podkreśliło kosmos jako strategiczny imperatyw, ale to było już oczywiste dla każdego, kto zwracał uwagę. Wiążące ograniczenia – zwłaszcza bezpieczeństwo własności dóbr niebieskich i ambicje rozwoju kosmicznej bazy przemysłowej – niewiele się zmieniły. Teraz spójrzmy na IPO SpaceX. Na co tak naprawdę stawia te 2 biliony dolarów? Na internet satelitarny Starlink (około 61% ubiegłorocznych przychodów), usługi startowe i, od czasu fuzji z xAI, sztuczną inteligencję. Spektrum szerokopasmowe, licencjonowanie startów, a nawet centra danych opierają się na instytucjach prawnych, które już istnieją i działają znośnie. Rynek wycenił ustaloną warstwę kosmosu. Nieustalone warstwy, takie jak wydobycie asteroid i długoterminowe zamieszkanie ludzi, mogą być odległe, ale ramy prawne, których wymagają, wymagają uwagi już dziś.

Handel kosmiczny ma dwie odrębne ścieżki zarządzane bardzo różnie. Ścieżka kontraktowa (starty, satelity, handel zasobami między zgodnymi firmami) jest w niezłej kondycji. Druga ścieżka to dzika karta: szczątki orbitalne, zawłaszczanie zasobów kosmicznych, odpowiedzialność za szkody wobec osób trzecich i narastająca rywalizacja wielkich mocarstw w kosmosie, zwłaszcza z Chinami. Wymagają one nowych ram zarządzania obejmujących strony, które nigdy nie podpisały umowy i mają silną motywację do przechylania boiska na swoją korzyść. To tutaj instytucje muszą być celowo budowane – i gdzie prawie nic nie zostało zbudowane w ciągu ostatniego roku. Ktoś mógłby zaprotestować, że obecne ustalenia, choć nieformalne, wydają się działać. Ale „działa na razie” to najniebezpieczniejsze zdanie w tworzeniu polityki. Ustalenia oparte na uznaniowości wykonawczej i relacjach jednej dominującej firmy z rządem mogą być wystarczające na spokojne czasy. Cały sens budowania instytucji polega na tym, że czasy nie mogą być trwale spokojne. Rynki wyceniają ryzyko, ale męstwo państwowe rozważa to, co nieobliczalne i naprawdę niepewne. Jeśli chodzi o politykę kosmiczną, potrzebujemy znacznie więcej męstwa państwowego.

Ekonomia wyboru publicznego przewiduje blokadę: dyrektywy i licencje są szybkie, widoczne i łatwe do przypisania sobie zasług, podczas gdy ustawy, reżimy odpowiedzialności i ramy własności są powolne, rozproszone i niewdzięczne. Politycy i biurokraci niezawodnie produkują to pierwsze, zaniedbując to drugie. Pomyliliśmy pozór aktywności z rzeczywistym postępem. Tymczasem ostateczna granica pozostaje nieodpowiednio zarządzana. Co więc należy zrobić? Ameryka musi zdobyć niebiańskie wyżyny. Potrzebujemy ustawodawstwa kodyfikującego autoryzację nowatorskich działań, dającego operatorom kosmicznym pewność, której potrzebują do długoterminowych planów i zapewniającego, że nowe zasady przetrwają zmianę administracji prezydenckiej. Potrzebujemy ram wyceny szczątków kosmicznych, aby orbita Ziemi nie stała się trwale zaśmieconym złomowiskiem. Potrzebujemy zintegrowanej narodowej strategii obronnej do przeciwdziałania kosmicznym ambicjom Rosji i Chin. A przede wszystkim potrzebujemy s