Waszyngton - Florydzki startup wyniósł na orbitę to, co nazywa pierwszą komercyjną demonstracją technologii satelitarnej napędzanej energią jądrową, testując źródło zasilania, które mogłoby pozwolić przyszłym statkom kosmicznym i autonomicznym czujnikom działać przez lata bez całkowitego uzależnienia od słońca czy konwencjonalnych baterii. Bo po co polegać na gigantycznym reaktorze fuzyjnym oddalonym o 93 miliony mil, skoro można nosić własny, malutki rozpad radioaktywny?

City Labs ogłosiło, że jego cubesat BOHR (Betavoltaic Orbital High-Reliability) dołączył do misji rideshare Transporter-17 SpaceX 7 lipca, co stanowi pierwszy orbitalny test systemu zasilania betawoltaicznego NanoTritium firmy. Misja ma sprawdzić, czy technologia może wytwarzać energię elektryczną w ciemności, potencjalnie rozszerzając misje w głęboką przestrzeń kosmiczną, na trwale zacienione obszary księżycowe i inne miejsca, gdzie światło słoneczne jest towarem deficytowym.

Częściowo finansowana przez NASA i kontrakty Pentagonu, demonstracja odzwierciedla zainteresowanie rządu alternatywnymi systemami zasilania w kosmosie, aby utrzymać satelity i sieci czujników działające dłużej w trudnych warunkach. Choć radioizotopowe źródła energii są od dziesięcioleci standardem w głębokich sondach NASA, komercyjne firmy trzymały się z daleka ze względu na przeszkody techniczne, regulacyjne i bezpieczeństwa. Ale hej, ktoś musiał być pierwszy, żeby przeskoczyć przez te obręcze.

City Labs specjalizuje się w bateriach betawoltaicznych zasilanych trytem, radioaktywnym izotopem wodoru. Urządzenia te przekształcają energię z rozpadu promieniotwórczego bezpośrednio w niewielkie ilości energii elektrycznej - mierzone w mikrowatach, a nie watach. Więc nie zasilą całego satelity, ale świetnie nadają się do elektroniki małej mocy, która musi działać przez lata bez ładowania.

Sam statek kosmiczny BOHR nie jest w pełni napędzany energią jądrową; polega na konwencjonalnych panelach słonecznych do zasilania magistrali satelity, podczas gdy system NanoTritium niezależnie zasila oceniany ładunek. Celem jest walidacja źródła zasilania betawoltaicznego na orbicie, a nie zastąpienie głównego układu elektrycznego statku. Małe kroki.

City Labs twierdzi, że BOHR jest pierwszą komercyjną misją jądrową wykorzystującą proces zatwierdzania startów FAA ustanowiony na mocy National Security Presidential Memorandum-20, który stworzył ramy regulacyjne dla wynoszenia statków kosmicznych z materiałami radioaktywnymi. Bo nic nie mówi „bezpiecznie i zdrowo” jak rządowe memorandum.

Firma zapewnia, że jej systemy zasilania trytem działają przy ekstremalnie niskich poziomach promieniowania i są zaprojektowane do bezpiecznego obchodzenia się, transportu i integracji z komercyjnymi pojazdami nośnymi. Wierzymy im na słowo.

Rzecznik firmy powiedział, że misja BOHR opiera się na latach prywatnych inwestycji oraz wsparciu z Operational Energy Innovation Directorate Pentagonu, Air Force Research Laboratory, AFWERX, NASA i SpaceWERX. Sporo akronimów jak na małą baterię.

Patrząc w przyszłość, City Labs planuje wystrzelić orbitalną demonstrację trytowego Radioisotope Heater Unit (RHU) w 2027 roku, zanim przejdzie do systemów operacyjnych dla długotrwałych misji księżycowych. W przeciwieństwie do BOHR, który przekształca rozpad w energię elektryczną, RHU generuje ciepło - przydatne do zapobiegania zamarzaniu komponentów statku kosmicznego podczas dwutygodniowej nocy księżycowej lub wewnątrz trwale zacienionych kraterów. NASA od dawna używa plutonowych RHU do eksploracji planet; City Labs oferuje alternatywę opartą na trycie. Bo po co zadowalać się jednym pierwiastkiem promieniotwórczym, skoro można mieć inny?