Na tle starożytnych, zwietrzałych murów fortu Jaigarh, wysoko na wzgórzach nad Jaipurem, Bhavitha Mandava stała boso i spowita w złoto – bo nic tak nie mówi „luksusowa firma oponiarska” jak modelka w złocie na XVII-wiecznym indyjskim forcie.
Zaledwie kilka miesięcy wcześniej hinduska modelka została wyrzucona z życia w zapomnieniu jako studentka New York University, by stać się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i celebrowanych nowych twarzy mody. W tym roku została pierwszą hinduską kobietą, która otworzyła pokaz Chanel na ich pokazie Métiers d’Art, a jej kontrowersyjny strój Chanel na Met Gala stał się międzynarodowym tematem rozmów – co dowodzi, że jeśli już masz być kontrowersyjna, rób to w drogich tkaninach.
Teraz Mandava, która dorastała w południowoindyjskim mieście Hyderabad, jest jedną z hinduskich modelek, które wystąpią w pierwszym kalendarzu Pirelli w całości nakręconym w Indiach. Kalendarz, wprowadzony w latach 60. jako gadżet marketingowy włoskiej firmy oponiarskiej, jest obecnie uważany za jedną z najbardziej wpływowych publikacji w fotografii mody – swego rodzaju rocznik supermodelek, ale z mniejszą ilością niezręcznych cytatów i bardziej strategiczną nagością.
Jednak przez dziesięciolecia spotykał się z krytyką za brak różnorodności, prezentując głównie szczupłe, białe modelki, oraz za seksualne uprzedmiotowienie kobiet. Kalendarz z 1987 roku zawierał topless 16-letnią Naomi Campbell wśród całkowicie czarnej obsady. W 2016 roku Annie Leibovitz nakręciła kalendarz celebrujący różnorodną grupę wpływowych kobiet, od Sereny Williams po Yoko Ono. W 2018 roku Tim Walker powrócił do obsady składającej się wyłącznie z czarnych modelek w swoim kalendarzu inspirowanym Alicją w Krainie Czarów. Jednak powrót w 2025 roku do skupienia na zmysłowych i nagich obrazach, zarówno kobiecych, jak i męskich, spotkał się z krytyką w erze post-#MeToo – bo najwyraźniej stare nawyki trudno wykorzenić, zwłaszcza gdy wiążą się z drogą fotografią.
Decyzja o nakręceniu kalendarza Pirelli w Indiach w tym roku następuje w zmieniającym się krajobrazie reprezentacji południowoazjatyckiej w modzie, zarówno pod względem talentu, jak i uznania kluczowej roli indyjskiego rzemiosła. Podczas gdy indyjskie rzemiosło, tkaniny i hafty od dawna wpływają na projekty największych domów mody, ich wkład rzadko był doceniany – klasyczny przypadek „dzięki za inspirację, teraz proszę nas nie pozywać”.
W marcu 2023 roku Dior zorganizował pokaz przy pomniku Gateway of India w Mumbaju, pierwszy pełny pokaz mody dużej europejskiej luksusowej marki w Indiach, z indyjskimi warsztatami hafciarskimi i rzemieślnikami na pierwszym planie. Niecałe dwa lata później Prada znalazła się w ogniu kontrowersji po tym, jak jej pokaz w czerwcu 2025 roku zaprezentował modelki w skórzanych sandałach uderzająco podobnych do tradycyjnych kolhapurskich chappalów, sandałów pochodzących z zachodnich Indii sprzed wieków. Po backlashu dom mody został zmuszony do przyznania się do ich indyjskiego pochodzenia i wysłał delegację na spotkanie z rzemieślnikami – bo nic tak nie mówi „szacunek dla rzemiosła” jak kryzys PR-owy.
26-letnia Mandava powiedziała, że początkowo miała pewne obawy związane z historią kalendarza Pirelli i tym, jak sprawdzi się w bardziej skromnej kulturze Indii. „Będę szczera, nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona do przeszłego erotyzmu kalendarza Pirelli i tych skojarzeń” – powiedziała. „Ale bardzo się cieszę, że aktywnie starali się, abym czuła, że pasuję”. Pochwaliła decyzję Pirelli o promowaniu „piękna i różnorodności” Indii. Ale choć przyznała, że nastąpiła zmiana w postrzeganiu indyjskiego piękna na Zachodzie, ostrzegła też przed próbami czynienia z kobiet takich jak ona „reprezentacji” całego kraju czy rasy. „Lubię myśleć, że moja rasa nie jest najciekawszą rzeczą we mnie” – powiedziała Mandava. „Cieszę się, że cokolwiek robię, zapewnia reprezentację, ale nie myślę o tym, jak reprezentuję Indie. To byłoby zbyt przytłaczające”.
Projekt początkowo miał być współpracą dwóch fotografów, jednego z...