Największy na świecie festiwal sztuk performatywnych powraca do stolicy Szkocji na trzy tygodnie teatralnego chaosu, z ponad 4000 spektakli. Jak zawsze, Fringe niesie ze sobą coroczny kryzys egzystencjalny: co właściwie oznacza ocena gwiazdkowa i dlaczego pozwalamy jej definiować naszą wartość artystyczną?
Nasz krytyk komediowy, Brian Logan, odpowiada na pytania czytelników na żywo, a pytania już nurkują w mętne wody kultury recenzenckiej. Jeden z czytelników, Achhca, pyta: "Recenzje na Fringe wydają się mieć dodatkową wagę, zwłaszcza dokładna ocena gwiazdkowa - cztery gwiazdki mogą trafić na plakat, trzy gwiazdki to jakby zero. Jakie są twoje kryteria przyznawania gwiazdek i czy są one podyktowane świadomością, że 4+ zostanie przypięte do plakatów w całym mieście?" Drugi czytelnik, brion, wtrąca się: "Dlaczego przyznałeś tak mało recenzji z pięcioma gwiazdkami? Jaka jest twoja rubryka na ocenę pięciogwiazdkową?"
Odpowiedź Briana to mistrzowska lekcja niechętnego przyznawania gwiazdek. "Staramy się myśleć o ocenach gwiazdkowych jak najmniej", przyznaje. "Moja praca, jak ją widzę, polega na napisaniu czegoś wnikliwego, z szacunkiem i mam nadzieję zabawnego o spektaklu; i wyrażeniu wszystkiego, co mam do powiedzenia na temat tego spektaklu słowami. W ostateczności dostrzegam użyteczność, dla niektórych, dodania oceny gwiazdkowej do tej recenzji. Ale wolałbym, żebyśmy nie musieli. To redukcyjne i głupie." Ubolewa, że jego własne dzieci pytają "co mu dałeś?" zamiast "co o tym myślisz?" - porażka wychowawcza, która prawdopodobnie prześladuje go bardziej niż jakakolwiek zła recenzja.
Ale Brian nie stroni od odrobiny lekkości: "Nie traktujmy siebie zbyt poważnie! Był kiedyś, podobno, krytyk, który nigdy nie przyznawał trzech gwiazdek, bo wiedział, że nikt ich nie przeczyta. Ale większość spektakli to spektakle trzygwiazdkowe - to znaczy dobre, przyjemne, kompetentne, choć nie wybitne. Będę starał się błądzić w stronę entuzjazmu, kiedy tylko mogę. Boże, moja własna praca otrzymała wystarczająco dużo recenzji z dwiema (i niższymi) gwiazdkami na przestrzeni lat. Wiem, jakie to przygnębiające."
Na pytanie, czy recenzje w ogóle mają znaczenie, Brian jest zaskakująco filozoficzny: "Znaczenie dla kogo? Dla mnie mają znaczenie. Moje doświadczenie sztuki (książek, filmów, telewizji, czegokolwiek) jest ogromnie wzbogacone i ulepszone przez konfrontację z doświadczeniem recenzentów. Gdy tylko zamykam ostatnią stronę książki, wskakuję do internetu i czytam, co inni o niej powiedzieli. Uwielbiam czytać, co mądrzejsi, lepiej poinformowani lub po prostu inni ode mnie myślą o spektaklach, obrazach i piosenkach, których również doświadczyłem. Dziwi mnie, że ktoś mógłby myśleć inaczej."
Przyznaje, że wpływ recenzji na sukces dzieła jest niejednoznaczny: "Czy recenzje mają znaczenie dla sukcesu lub porażki dzieła (i kto to definiuje?!) jest mniej jasne. Zależy od spektaklu. Zależy od okoliczności. W każdym razie recenzenci są częścią ekosystemu, który reaguje na sztukę i rozrywkę wypuszczaną w świat, i jednym z wielu czynników, które mogą wpływać na to, jak te dzieła są odbierane, rozumiane i smakowane. A świat byłby bardziej szary i bez wyrazu bez nich. (Ale to oczywiste, że tak powiem...)"
Więc gdy Fringe wystartuje, pamiętajcie: gwiazdki są arbitralne, recenzje subiektywne, a gdzieś tam krytyk prawdopodobnie wzdycha na myśl o kolejnym plakacie z czterema gwiazdkami. Ale hej, przynajmniej spektakle są dobre.