Czy Ameryka zmierza w stronę kryzysu zadłużenia? Doradca ekonomiczny prezydenta Bidena i wieloletni demokratyczny insider polityczny większość swojej kariery spędził na uspokajaniu, że wskaźniki zadłużenia nie są powodem do zmartwień. Nadal uważa, że to prawda, nawet gdy dług publiczny sięga 100% PKB. Ale teraz sądzi też, że jeśli się nie martwisz, to nie zwracasz wystarczającej uwagi.

Oto, co się zmieniło: Dług publiczny wynosi obecnie około 31 bilionów dolarów – tyle, co cała gospodarka USA, w porównaniu z 39% w 2008 roku i 79% w 2019. Historycznie gospodarka rosła szybciej niż stopy procentowe od długu, co czyniło rachunki możliwymi do udźwignięcia. Ale nowy raport Stanford Institute of Economic Policy Research maluje bardziej ponury obraz: wyższe deficyty plus rosnące stopy procentowe grożą spiralą zadłużenia, w której pożyczanie staje się droższe, a poziom długu nieubłaganie rośnie.

Matematyka jest prosta i bezlitosna. Wyobraź sobie, że twój roczny dochód i dług wynoszą po 100 dolarów. Przy stopie procentowej 2% i podwyżce o 4% łatwo zapłacisz 2 dolary odsetek. Zamień te stopy, a każdego roku będziesz coraz bardziej w tyle.

Ostatnie wydarzenia dowodzą, że to nie teoria. Wojna prezydenta Trumpa z Iranem podbiła inflację, skłaniając pożyczkodawców do żądania wyższych stóp procentowych, aby zrekompensować erozję przyszłych płatności. Przy oczekiwanych bilionach nowego długu rząd będzie musiał oferować wyższe stopy, aby utrzymać zainteresowanie wierzycieli. Te wyższe stopy przenoszą się na kredyty hipoteczne, samochodowe, biznesowe i remontowe. Koszty pożyczania okazują się zmienną kosztów utrzymania.

Wierzyciele już żądają wyższych „premii terminowych” – dodatkowej rekompensaty za zakup amerykańskiego długu. Wyższe stopy oznaczają wyższe koszty obsługi długu, a odsetki netto są już najszybciej rosnącą częścią budżetu. To pętla sprzężenia zwrotnego, której nikt nie chce.

Do tego dochodzi problem polityczny. Decydenci nauczyli się, że wydatki deficytowe dostarczają dóbr darczyńcom i wyborcom bez kosztów politycznych. Obniżki podatków Ronalda Reagana dla bogatych miały się same finansować; po prostu zwiększyły deficyt. Od połowy lat 80. do początku XXI wieku Kongres faktycznie pracował nad redukcją deficytów, gdy prognozy się pogarszały. Ale za pierwszej kadencji George’a W. Busha koszt polityczny zniknął. Kiedy sekretarz skarbu Paul O’Neill ostrzegał wiceprezydenta Dicka Cheneya przed deficytami wynikającymi z obniżek podatków, Cheney podobno powiedział: „Reagan udowodnił, że deficyty nie mają znaczenia”.

Dług publiczny nie jest całkowicie zły – pożyczanie na produktywną infrastrukturę ma sens, tak jak rodzina pożycza na studia. Ale finansowane deficytem obniżki podatków przypominają pożyczanie na weekend w Las Vegas. Zwolennicy od dawna twierdzą, że obniżki podatków same się finansują; nigdy tak się nie stało. Badania Bobby’ego Kogana z Center for American Progress pokazują, że obniżki podatków Busha i Trumpa są dokładnie winne wzrostowi wskaźnika zadłużenia. Jak ujmuje to Kogan: „Gdyby nigdy nie wprowadzono obniżek podatków Busha i Trumpa, dług/PKB spadałby w nieskończoność zamiast rosnąć”.

Rozrzutność może przynieść katastrofalne skutki – patrz Wielka Brytania w 2022 roku, kiedy międzynarodowi wierzyciele wyprzedawali obligacje, powodując gwałtowny wzrost stóp procentowych i spadek wartości waluty. Ale dolar jest inny. Jako główna waluta rezerwowa świata, inne kraje potrzebują dolarów i posiadają amerykańskie obligacje, co sprawia, że rynek amerykańskiego długu jest znacznie większy niż jakiegokolwiek innego kraju. Daje to Ameryce większą swobodę w wydatkach deficytowych, ale nie nieskończoną.

Teraz pomyśl o polityce: Każdy polityk obiecujący cięcia wydatków i wyższe podatki jest na wyraźnie gorszej pozycji w porównaniu z przeciwnikiem oferującym fiskalny odpowiednik jedzenia lodów przez cały dzień bez przybierania na wadze – cięcia marnotrawstwa, oszustw i nadużyć oraz wyjście z kryzysu poprzez wzrost.

Odpowiedzialna fiskalnie i politycznie platforma wskazywałaby, że dziesięciolecia obniżek podatków postawiły nas na niezrównoważonej ścieżce. Rekompensowanie ich poprzez cięcia wsparcia zdrowotnego i żywieniowego dla biednych jest haniebne i pogłębia kryzysy przystępności cenowej oraz nierówności, niewiele robiąc dla budżetu.