Dług publiczny oficjalnie osiągnął 40 bilionów dolarów – to liczba tak wielka, że docenią ją chyba tylko ekonomiści i ludzie, którzy są winni pieniądze mafii. Kamień milowy pojawia się akurat wtedy, gdy wpływy jastrzębi budżetowych w Kongresie, delikatnie mówiąc, odleciały na zimę – pewnie do jakiegoś przyjaznego podatkowo miejsca.

Więc czy 40 bilionów jest straszniejsze niż 39? Eric McDaniel z NPR zadał te trudne pytania, żebyśmy my nie musieli. Odpowiedź: nie chodzi o samą liczbę, ale o to, że dług jest teraz większy niż cała amerykańska gospodarka. I choć dług nie jest z natury zły – myślcie o nim jak o kredycie hipotecznym na dom, tyle że domem jest kraj – to trajektoria jest niepokojąca. Rząd prognozuje, że dług będzie rósł dwa razy szybciej niż gospodarka w ciągu najbliższej dekady. Do tego używamy długu do opłacania zwykłych rzeczy, a nie wielkich projektów, jak nowy system autostrad czy walka ze zmianami klimatu. Ekonomistka pracy Kathryn Anne Edwards ujęła to wprost: „Nie budujemy systemu autostrad federalnych. Nie zajmujemy się zmianami klimatu. Nie dokonujemy pokoleniowych inwestycji w dzieci”. Zamiast tego płacimy za zwykłe wydatki, plus odsetki. A propos, około jedna piąta wszystkich wpływów podatkowych USA idzie teraz na obsługę długu. To mnóstwo pieniędzy, które mogłyby pójść na przykład na powszechne przedszkola.

Jak do tego doszliśmy? W 2000 roku byliśmy na dobrej drodze do całkowitego spłacenia długu publicznego. Dwadzieścia sześć lat później jesteśmy tutaj. Zaskakująca odpowiedź: wydaliśmy więcej pieniędzy. Automatyczne podwyżki Social Security, wojny w Iraku i Afganistanie, pakiety stymulacyjne po kryzysie 2008 i podczas pandemii. Potem Kongres postanowił, że będzie wpływało mniej pieniędzy. Republikanie przeforsowali ogromne obniżki podatków, które nie pobudziły gospodarki na tyle, by zrekompensować utratę dochodów. Konserwatywna ekonomistka Jessica Riedl z Brookings podsumowała: „To po prostu coroczny werbel podwyżek wydatków i obniżek podatków”.

Teraz rozwiązania. Republikanie chcą ciąć wydatki na programy rządowe, ale matematyka jest trudna. Prezydencki „One Big Beautiful Bill” obniżył dochody podatkowe o 4,5 biliona dolarów w ciągu 10 lat, ale tylko o około bilion – więc faktycznie zwiększa dług. Demokraci chcą inwestować w programy społeczne, takie jak opieka nad dziećmi, aby zwiększyć bazę podatkową. Edwards sugeruje powszechne przedszkola jako magiczną różdżkę zwiększającą dochody rodziców. Ale mówi też, że musimy podnieść podatki. Riedl zgadza się, ale nalega też na cięcia wydatków, zwłaszcza Social Security i Medicare – świętych krów amerykańskiej polityki. „Naprawdę nie można naprawić deficytu bez zajęcia się Social Security i Medicare” – powiedziała. Żadnych bezbolesnych rozwiązań, ludzie. Każdemu coś się oberwie.

A jastrzębie budżetowe? To gatunek zagrożony. Nowy przewodniczący Senackiej Komisji Budżetu, Ron Johnson z Wisconsin, mówi, że będzie głośno domagał się pokrycia wydatków, ale poparł „One Big Beautiful Bill”, który dramatycznie zwiększa dług. Nazwał go „niemoralnym” i „groteskowym” – jego słowa – ale zagłosował za nim, bo prezydent obiecał przyszłe cięcia wydatków. Zobaczymy, jak to się skończy. Sekretarz skarbu Scott Bessent powiedział CNBC, że Biały Dom opracuje plan, ale nie ma prostego sposobu na wypełnienie dziury w wysokości 2 bilionów dolarów w rocznym budżecie. To mniej więcej tyle, ile Kongres przeznacza co roku na typowe wydatki federalne. Więc najwyraźniej będziemy brnąć dalej.