TOKIO – Amerykański Departament Spraw Wewnętrznych, a konkretnie Biuro Zarządzania Energią Oceaniczną (BOEM), uznało, że skoro platformy wiertnicze i farmy wiatrowe mogą sobie pływać po oceanie, to czemu nie wyrzutnie rakiet? 7 lipca BOEM opublikowało zapytanie o informacje (RFI), w którym prosi firmy i organizacje zainteresowane prowadzeniem działań kosmicznych z zewnętrznego szelfu kontynentalnego – tych obszarów morskich w amerykańskiej wyłącznej strefie ekonomicznej, sięgających do 200 mil morskich (370 km) od brzegu.
Obecnie te wodne nieruchomości są używane głównie do wierceń ropy i gazu oraz farm wiatrowych, ale Departament Spraw Wewnętrznych wydaje też dzierżawy na „inne dozwolone cele związane z morzem”, co teraz może obejmować przybrzeżne obiekty startowe. BOEM rozważa, czy koncepcje te mogą polegać na ponownym wykorzystaniu istniejącej infrastruktury morskiej, jak dawne platformy wiertnicze, lub budowie nowych, specjalnie zaprojektowanych pływających platform przeznaczonych do komercyjnych startów kosmicznych, lądowań i innych pokrewnych wygłupów.
RFI prosi o szczegóły dotyczące potencjalnych koncepcji, w tym proponowanych lokalizacji, aspektów technicznych oraz kwestii środowiskowych i prawnych. „BOEM wydaje to RFI, aby lepiej zrozumieć te kwestie i wesprzeć przyszłą międzyagencyjną koordynację, opracowywanie polityki lub wytycznych” – oświadczyła agencja, najwyraźniej mając nadzieję uniknąć jakichkolwiek wpadek politycznych, zanim do nich dojdzie.
Zainteresowanie startami morskimi rośnie, głównie w celu odciążenia zatłoczonych kosmodromów, takich jak Cape Canaveral i Vandenberg. SpaceX już używa wód przybrzeżnych do odzyskiwania kapsuł Dragon, a inne firmy rozważają podobne ruchy. „Zewnętrzny szelf kontynentalny stwarza znaczącą szansę na wsparcie przyszłości amerykańskiej gospodarki kosmicznej” – powiedział Matt Giacona, p.o. dyrektora BOEM, w oświadczeniu, które brzmi, jakby napisał je ktoś, kto naprawdę chce zobaczyć start rakiety z przerobionej platformy wiertniczej.
Jedną z firm już pracujących nad tym jest Seagate Space, która zaprojektowała specjalnie zbudowaną pływającą platformę startową i ma umowy o współpracy z Firefly Aerospace i Lockheed Martin. Sean Fortener, współzałożyciel i COO Seagate Space, nazwał RFI pozytywnym rozwojem i powiedział, że jego firma odpowie. „Z naszej perspektywy dyskusja przesunęła się z pytania, czy starty morskie są możliwe, na to, jak Stany Zjednoczone rozwiną bezpieczną, skalowalną i komercyjnie zrównoważoną zdolność startów morskich” – powiedział, dodając, że ma nadzieję, iż to dopiero początek szerszej federalnej rozmowy.
RFI pojawia się w czasie, gdy Biały Dom aktualizuje swoją narodową politykę transportu kosmicznego, która ma zawierać przepisy dotyczące infrastruktury kosmodromów. Michael Kratsios, dyrektor Biura Polityki Naukowo-Technicznej (OSTP), zasugerował na Sympozjum Kosmicznym w kwietniu, że nadchodząca polityka będzie zachęcać partnerów z sektora prywatnego do współinwestowania w infrastrukturę startową. Charlie Powell, asystent dyrektora ds. kosmosu i widma w OSTP, zauważył na konferencji AIAA ASCEND w maju, że rozważali zalety skoncentrowanej infrastruktury startowej w porównaniu z redundancją wielu lokalizacji. „To zależy, co optymalizujesz” – powiedział, co jest uprzejmym sposobem stwierdzenia, że jeszcze tego nie rozpracowali.
Fortener podsumował: „Wierzymy, że przyszłość startów morskich to sieć mobilnych kosmodromów, która uzupełnia istniejącą infrastrukturę lądową, zwiększając przepustowość, elastyczność operacyjną i wspierając szeroki zakres misji komercyjnych i rządowych”. Innymi słowy, ocean to nowe wybrzeże kosmiczne.