Zapach lata to oficjalnie towar luksusowy. Według wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI), wołowina, bułki do hamburgerów i sałatka w torebce podrożały od zeszłego lata – zjawisko, które media ochrzciły mianem „burgerflacji”. Ale zanim obwiniacie najbliższą krowę, wiedzcie, że rolnicy wcale nie pławią się w luksusach (ani w bułkach).

Heather Oldfield, hodowczyni bydła spod Bostonu w Lincolnshire, ma 200 zwierząt przeznaczonych do rzeźni Morrisona i ostatecznie do postaci burgera. Dostaje o 8% mniej za swoją wołowinę w porównaniu z zeszłym rokiem, według wskaźnika cen rolnych (API), podczas gdy klienci płacą o 9% więcej. Matematyka nie działa na jej korzyść. Oldfield pracuje też na pełny etat w hodowli roślin, bo farma nie jest w stanie opłacić zarówno jej, jak i jej męża. Rzecznik Defry zapewnia, że rząd „wspiera naszych ciężko pracujących rolników” rekordową inwestycją 11,8 miliarda funtów – ale Oldfield wciąż zastanawia się, jak utrzymać farmę dla córek, nie pogrążając ich w długach.

Phil Clayton, piekarz z Yorku, prowadzi piekarnię z żoną Tiną i 30-osobowym zespołem. Podniósł ceny o 10-20 pensów, ale twierdzi, że „absolutnie nieprawdą” jest, iż na tym zarabia. Dodatkowe pieniądze idą na czynsz, pensje, składki na ubezpieczenie społeczne, paliwo do dostaw i rosnące koszty mąki. W maju bułki były droższe dla klientów o 2%, podczas gdy rolnicy dostali o 0,3% mniej za pszenicę w kwietniu. Clayton się nie bogaci – po prostu utrzymuje włączone światło.

Robert Archer, kierownik młyna w Kirkbymoorside w North Yorkshire, mówi, że koszty transportu zmusiły go do podniesienia cen mąki organicznej. Młyn kupuje rocznie ponad 400 ton pszenicy od lokalnych rolników, produkując wystarczająco dużo mąki, by wyżywić 20 000 osób. Właścicielka Nelly Trevelyan zauważa, że pozostanie przy ekologii pomaga utrzymać minimalne podwyżki, ponieważ unikają kosztów nawozów azotowych i pestycydów. Ale ubolewa, że wielu wciąż kupuje „tanią żywność” z przemysłowego systemu.

Mathew Brankley, rolnik z Snaith w East Yorkshire, uważa, że brytyjska żywność jest wciąż „stosunkowo tania” – sałata kosztuje tu 80 pensów do 1 funta, podczas gdy w USA czy Europie 2,99 dolara. Dostaje o 12,6% więcej za swoje warzywa niż w zeszłym roku, ale klienci płacą o 8% więcej – a każdą nadwyżkę „pożerają” koszty paliwa i nawozów. Zapewnia, że nie jest mu lepiej, ale nie zmieniłby pracy. „Nie robiłbym nic innego, bo tak bardzo to lubię” – mówi.

Rzecznik Defry dodaje, że obniżyli stawkę oleju napędowego dla rolnictwa do najniższego poziomu od ponad 20 lat i zbierają opinie na temat zawieszenia ceł na nawozy. Tymczasem twój burger kosztuje więcej, ale nie oczekuj, że rolnik postawi pierwszą kolejkę.