Każda aplikacja randkowa ma swój chwyt. Hinge jest poważna. Tinder jest napalony. Feeld jest zboczona. A Bumble – z zasadą „kobiety piszą pierwsze” – miała być tą feministyczną. Ten sen oficjalnie umarł we wtorek, kiedy firma ogłosiła, że mężczyźni mogą teraz pisać pierwsi do kobiet, potwierdzając to, co wielu podejrzewało od dawna: żadna aplikacja nie naprawi bałaganu i wyczerpującej rzeczywistości współczesnego romansu.

Whitney Wolfe Herd uruchomiła Bumble w 2014 roku ze szlachetnym celem: dać kobietom moc inicjatywy, unikając w ten sposób agresywnych mężczyzn nękających inne aplikacje. Pomysł był taki, że kobiety poczują się wzmocnione, a mężczyźni oświeceni, cierpliwie czekając na wybór. To była urocza fantazja, dopóki trwała. Ale własne badanie Bumble wykazało, że dwie trzecie użytkowniczek wolałoby nie wykonywać pierwszego ruchu. Młodsze kobiety w szczególności mówiły, że presja jest zbyt duża. Niektóre miały dość mężczyzn, którzy wkładają mało wysiłku. Inne po prostu chciały rzucić ten randkowy gorący ziemniak tam, gdzie jego miejsce – na kolana facetów.

Ta wiadomość nie była zaskoczeniem dla nikogo, kto ostatnio faktycznie korzystał z aplikacji randkowej. Kiedy Bumble wystartowało, aplikacje randkowe wciąż wydawały się rewolucyjne. Mężczyźni byli entuzjastyczni – czasem zbyt entuzjastyczni, wysyłając lawinę wiadomości lub, co gorsza, roszczeniowe tyrady. Teraz jesteśmy w erze randkowego marazmu. Nikt nie wydaje się chętny do działania. Aplikacje stały się pracą domową: bezmyślnie otwierane między zadaniami, od niechcenia odpisane, a potem zapomniane do następnego tygodnia.

Dynamika płci również się zmieniła. Bumble zakładało, że mężczyźni są naturalnymi łowcami, a kobiety ich nagrodą. Ale w moich reportażach o singielstwie kobiety nie narzekają na bombardowanie wiadomościami. Narzekają na to, że to one ciągle szukają, tylko po to, by dostać apatyczne wzruszenie ramion. Mężczyźni wydają się mniej zaangażowani – może są odizolowani, przeglądają media społecznościowe, grają w gry wideo albo uprawiają hazard online zamiast priorytetowo traktować romanse. Może stracili umiejętności społeczne podczas pandemii. Może boją się przekroczyć granice albo stać się wirusowym zrzutem ekranu złej linii na podryw. A może zmieniło się coś głębszego: kobiety nie potrzebują już mężczyzn tak rozpaczliwie, więc stare zasady zalotów są przestarzałe. Bez jasnego scenariusza każdy chce, żeby to druga strona wykonała pracę.

Nie opłakuję jednak zasady „kobiety piszą pierwsze”. Bumble zawsze było plasterkiem na głębsze rany: ekosystem randek online z niewielką odpowiedzialnością, społeczeństwo naznaczone mizoginią, gdzie najgorsze problemy kobiet sięgają daleko poza złą pierwszą wiadomość. Bumble zwolniło prawie jedną trzecią pracowników rok temu, a cena akcji spadła od tego czasu o 57 procent. Nowe funkcje – jak napomnienie dla osób wysyłających leniwe pierwsze wiadomości – to tylko kolejne powierzchowne poprawki. Era optymizmu aplikacji randkowych dobiegła końca.

Mimo to nadal będę korzystać z aplikacji randkowych. Wirtualna rozmowa, nieważne kto ją zacznie, może szybko zejść na manowce – albo zaprowadzić gdzieś ciekawie i pięknie. Pierwsze „cześć” zawsze było tylko początkiem.