RICHMOND, Wirginia – Demokraci z Wirginii po raz kolejny nie zdołali uzgodnić budżetu w czwartek, bo nic tak nie mówi „zróbmy coś” jak ożywiona debata nad tym, czy centra danych powinny zachować ogromne zwolnienia podatkowe na sprzęt komputerowy.
Ustawodawcy wchodzili i wychodzili z jednodniowej sesji nadzwyczajnej, która miała głosować nad budżetem, którego nie udało im się uchwalić w marcu na koniec sesji legislacyjnej 2026 roku. Jak dotąd jedyna rzecz, co do której się zgodzili, to że jeszcze się na niczym nie zgodzili.
„Poczekajmy i zróbmy to dobrze” – powiedziała w środę przewodnicząca pro tempore Senatu Louise Lucas, demokratka z Portsmouth, co w politycznym żargonie oznacza „jesteśmy daleko od porozumienia”.
Sednem impasu jest 1,9 miliarda dolarów zwolnienia z podatku od sprzedaży i użytkowania dla centrów danych – przywilej stworzony w 2008 roku po kryzysie mieszkaniowym, by przyciągnąć tę branżę do Wirginii. Wtedy ustawodawcy sądzili, że zrzekną się około 1,5 miliona dolarów wpływów podatkowych. Przenieśmy się do 2025 roku – stan zrzekł się 1,9 miliarda. Ups.
Zwolnienie dotyczy centrów danych, które zainwestują 150 milionów dolarów i stworzą 50 miejsc pracy w społeczności, oszczędzając im od 5,3 do 7 procent podatków w zależności od lokalizacji. Lucas i wielu demokratycznych senatorów chce znieść zwolnienie od stycznia – osiem lat wcześniej niż planowane wygaśnięcie w 2035 roku – i przeznaczyć dochody na programy socjalne. Początkowo chciała pełnych 1,9 miliarda, ale łaskawie obniżyła żądanie do 1,6 miliarda.
„Nie będzie limitu, chcę, żeby to było wieczne i ciągłe” – powiedziała Lucas o dochodach z centrów danych. Dodała, że inne stany „będą czuć to samo co my w kwestii zabierania pieniędzy wyborcom i dawania ich tym wielkim, wielkim korporacjom”. Jej przesłanie do centrów danych: „Mamy infrastrukturę, mamy wodę, mamy ziemię. Dokąd pójdą? Nigdzie nie pójdą”.
Nie wszyscy podzielają jej pewność. Marszałek Izby Don Scott, demokrata z Portsmouth, wezwał do ostrożności, ostrzegając, że Wirginia musi „utrzymać swoją przewagę konkurencyjną” jako stolica centrów danych świata. „Teksas i inni chcą mieć to, co my” – powiedział.
Plan Senatu na wydatkowanie dochodów z podatku od centrów danych w ciągu najbliższych dwóch lat obejmuje 1,1 miliarda dolarów na programy z funduszu ogólnego, z czego 440 milionów na edukację, 300 milionów na transport, 324,1 miliona na samorządy lokalne i 190 milionów na inne potrzeby regionalne. Część tych pieniędzy miałaby też zrekompensować cięcia federalne w SNAP i Medicaid wynikające z ustawy One Big Beautiful Bill Act prezydenta Donalda Trumpa, która – w zwrocie akcji, którego nikt się nie spodziewał – również dała ulgi podatkowe bogatym.
Ze swojej strony liderzy branży centrów danych twierdzą, że Lucas żąda zbyt wiele i że firmy mogą łatwo przenieść projekty gdzie indziej. Chcą wnieść tylko 1,1 miliarda dolarów w ciągu dwóch lat – co wygodnie pokrywa się z tym, co dokumenty budżetowe Senatu mówią, że i tak trafi do funduszu ogólnego. W marcu przedstawiciele branży z Microsoftu, Amazona i Data Center Coalition odbyli zamknięte spotkania z ustawodawcami, ale nie osiągnięto porozumienia.
Stanowy delegat Terry Kilgore z hrabstwa Wise, lider mniejszości w Izbie, chce zachować zwolnienie, ale jest otwarty na wyciśnięcie większych dochodów z centrów danych. Społeczności wiejskie spragnione rozwoju gospodarczego chcą pozostać konkurencyjne, powiedział. „Potrzebujemy centrów danych w stanie. Mój problem z tym wszystkim polega na tym, że złożyliśmy obietnice tym centrom danych, kiedy tu przyszły, w sprawie tej ulgi podatkowej. My, Wirgińczycy, musimy dotrzymać obietnic”.
Gubernator Abigail Spanberger, umiarkowana demokratka, również się upiera. Podczas uroczystego wmurowania kamienia węgielnego pod fabrykę regałów komputerowych dla centrów danych 9 kwietnia powiedziała, że „fakt, iż Wirginia jest wiarygodnym partnerem, ma znaczenie równie duże jak zachęty, które kładziemy na stole, i zamierzamy agresywnie chronić tę reputację”. Wcześniej sugerowała podatek od zużycia energii elektrycznej, by generować dochody, ale teraz mówi, że to negocjatorzy budżetowi mają to rozwiązać.
Tymczasem