Kiedy firma robi długoterminowe plany, nazywają to rozwagą. Kiedy robi to rząd, nazywają to komunizmem – a wtedy miliarderzy z mediów mają używanie. Dlatego rządy wyrobiły sobie uprzedzenie do myślenia długoterminowego, co może wyjaśniać, dlaczego Brytania nie utrzymuje już strategicznych rezerw żywności. Spojler: to zaraz nas ugryzie w tyłek.

W Brytanii, gdzie gleby wyschły, analitycy rynkowi ostrzegają, że stoimy w obliczu najpoważniejszego kryzysu bezpieczeństwa żywnościowego od dziesięcioleci. Zwykle globalny handel ratuje nas przed lokalnymi nieurodzajami – rzeczywiście, dlatego głód jest rzadszy i mniej śmiertelny niż kiedyś. Ale to nie jest normalny rok, bo problem jest teraz globalny.

Podobne skutki dotykają rolników w całej Europie i USA, których produkcja pszenicy w tym roku ma być niższa niż kiedykolwiek od 1971 roku. Kanadyjska pszenica jara, która wyglądała doskonale do kilku tygodni temu, teraz usycha w upale i suszy. Ukraina miała dobry sezon wegetacyjny, ale prognozy eksportu zostały obcięte z powodu rosyjskich ataków na jej porty. Tymczasem kluczowe globalne punkty zapalne się zaciskają: bezcelowa wojna Donalda Trumpa z Iranem spowodowała znaczne ograniczenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz, Morze Czerwone i Kanał Sueski – niezbędne szlaki handlowe dla nawozów i, ostatnio, żywności, dzięki pojawieniu się Bliskiego Wschodu jako głównego hubu re-eksportowego.

Jednym ze skutków tych zakłóceń jest przekierowanie większej ilości statków przez Kanał Panamski. Ale kanał ten jest teraz dotknięty suszą, co prowadzi do ograniczeń zanurzenia statków (głębokości pod wodą). Globalna cyrkulacja, od której zależy nasze bezpieczeństwo żywnościowe, nie wygląda już na niezawodną.

To nie tylko kwestia tego, że te skutki mogą natychmiast ograniczyć dostępność żywności, nawet w zamożnych importerach, takich jak Wielka Brytania (biedniejsze narody globalnego południa cierpią znacznie bardziej). Chodzi o to, że nakładają się na globalną strukturę żywnościową, która stała się systemowo krucha, bardzo narażona na ryzyko kaskadowego załamania – takiego, które omal nie doprowadziło do upadku systemu finansowego w 2008 roku. W rzeczywistości cierpi na bardzo podobne dysfunkcje. Rząd o tym wie, bo raport jego własnych doradców ds. bezpieczeństwa ostrzega, że nasze dostawy żywności są „pod strategicznym ryzykiem katastrofalnej awarii” do 2030 roku. Jego odpowiedź? Stłumić raport.

Jak w przypadku wszystkich potencjalnych awarii systemowych, nie da się precyzyjnie wskazać punktu krytycznego. Ale jeśli takie zdarzenie nastąpi, skutki byłyby nie do wyobrażenia – potencjalnie najbardziej śmiercionośny globalny kryzys w historii nowożytnej.

Świat z zapasami strategicznymi ma większe szanse na przetrwanie zarówno tymczasowego niedoboru, jak i systemowej awarii. Gdyby rezerwy żywności były wystarczająco duże, kupiłyby nam czas na odbudowę systemu. Bez nich, jeśli system żywnościowy się załamie, społeczeństwo też.

Wielka Brytania kiedyś utrzymywała strategiczne rezerwy żywności, choć bardzo ograniczone. Ale pod koniec lat 70. i na początku 80. rządy uznały, że nie są już potrzebne, ponieważ prywatni sprzedawcy detaliczni będą utrzymywać wystarczające zapasy. Jak zauważa Krajowa Komisja ds. Gotowości, zbiegło się to z przejściem dużych sieci handlowych na system just-in-time: do widzenia magazyny, witaj logistyko. Żaden późniejszy rząd nie wydaje się zauważyć, że jego założenia dotyczące bezpieczeństwa żywnościowego opierają się na warunkach, które już nie istnieją. Być może odwracali wzrok ze strachu przed etykietą interwencjonistów. Być może boją się krytyki bardziej niż kryzysu.

Dziś, o ile mi wiadomo, jedyną interwencją rządu w zakresie przechowywania żywności jest jeden niepublikowany akapit na jego stronie internetowej Prepare. Instruuje nas, abyśmy „przygotowali zestaw awaryjny w domu. Może on obejmować: żywność niepsującą się, która nie wymaga gotowania… ile potrzebujesz, będzie zależeć od twoich okoliczności”. Bezcenne rady, jestem pewien. To, że mało kto je widział, że wiele osób nie ma miejsca na awaryjny zapas żywności ani pieniędzy na jego zakup, to po prostu pech. Może nie zasługujemy na przetrwanie.

Piszę tak, jakbym był pewien, że Wielka Brytania nie utrzymuje zapasów. Od kilku lat próbuję uzyskać od rządu potwierdzenie, czy istnieją jakiekolwiek rezerwy żywności. Ministerstwa odpowiadają wymijająco, odsyłając do innych departamentów. To nie jest zachowanie kogoś, kto ma coś do ukrycia? Może po prostu nie chcą przyznać, że nie mają pojęcia, co robić. A może wiedzą, że gdyby przyznali, że nie ma zapasów, musieliby coś z tym zrobić. A to już pachnie komunizmem.

W międzyczasie, podczas gdy rząd udaje, że wszystko jest w porządku, ludzie w całym kraju zaczynają gromadzić zapasy. Półki w supermarketach pustoszeją, a internetowe fora pełne są porad, jak przetrwać kryzys. To nie jest panika, to zdrowy rozsądek. Ale zdrowy rozsądek nie wystarczy, gdy system jest kruchy. Potrzebujemy przywództwa, które myśli długoterminowo, a nie tylko o następnych wyborach. Potrzebujemy rządu, który nie boi się być nazwany komunistą, jeśli oznacza to zapewnienie, że ludzie nie będą głodować. Bo jeśli nie, to po nas, potop – a przynajmniej głód.