Grupy ekologiczne oskarżyły rząd Albanese'a o to, że wziął całkiem przyzwoity projekt ochrony zagrożonych gatunków i ekosystemów i, cóż, rozwodnił go tak bardzo, że został z niego tylko smutny kałuż dobrych intencji.
Narodowe standardy środowiskowe miały być głównym punktem sprzedaży reform australijskiego prawa ochrony przyrody, uchwalonych przez parlament w listopadzie. Rząd konsultował projekt standardu dla projektów o znaczeniu krajowym – pomyślcie o zagrożonej dzikiej faunie i florze, obszarach światowego dziedzictwa i Wielkiej Rafie Koralowej – ale ekolodzy twierdzą, że najnowsza wersja usunęła uciążliwy wymóg, aby inwestycje faktycznie spełniały konkretne cele środowiskowe.
Zgodnie ze zmianami w projekcie standardu opublikowanymi w czwartek, deweloperzy będą teraz uznawani za spełniających cele, jeśli po prostu zastosują się do określonych procesów lub „zasad” w swoich ocenach środowiskowych, zamiast bezpośrednio wykazywać, że wymagane rezultaty środowiskowe mogą zostać osiągnięte. The Wilderness Society nazwało to krokiem wstecz, a kierowniczka ds. polityki bioróżnorodności i kampanii Melanie Audrey zauważyła, że projekt jest „nasiąknięty słabym językiem, lukami i nie wyznacza jasnych granic w celu ochrony przyrody”.
WWF-Australia wskazało, że najnowsza wersja jest słabsza niż pierwszy projekt opublikowany w zeszłym roku i jeszcze bardziej odbiega od jasnych, mierzalnych standardów zaproponowanych przez Graeme'a Samuela. Były przewodniczący komisji ds. konkurencji w swoim przeglądzie ustawy o ochronie środowiska i ochronie bioróżnorodności z 2020 r. stwierdził, że australijskie prawo zawiodło przyrodę częściowo dlatego, że było zbyt skoncentrowane na procesach, zalecając krajowe standardy nakazujące mierzalne wyniki. Naturalnie rząd postanowił podwoić stawkę na proces.
Wszystko to dzieje się w tym samym tygodniu, w którym Anthony Albanese wykorzystał konferencję górniczą w Australii Zachodniej, aby ogłosić 45 milionów dolarów dla rządów stanowych i terytorialnych na rozwój planów umożliwiających im podejmowanie decyzji w sprawie federalnych ocen środowiskowych. W teorii usprawnia to zatwierdzanie, pozwalając stanom decydować, czy projekty spełniają wymogi krajowego prawa ochrony przyrody, przy użyciu nowych standardów krajowych – choć to, czego te standardy faktycznie wymagają, pozostaje tajemnicą.
Federalny minister środowiska Murray Watt powiedział w czwartek, że rząd opublikuje więcej proponowanych standardów w nadchodzących tygodniach i ma nadzieję, że pierwszy zestaw zostanie sfinalizowany do połowy roku, twierdząc, że projekt „wyznacza jasne i wykonalne oczekiwania co do wpływu na nasze najcenniejsze gatunki, siedliska i miejsca dziedzictwa”. Ale Brendan Sydes, krajowy oficer polityki bioróżnorodności w Australian Conservation Foundation, powiedział, że standard nie „podnosi poprzeczki dla przyrody”, zauważając, że „nie ma wymogu, aby te procesy faktycznie przynosiły rezultaty i cele wyrażone w standardzie”.
Lis Ashby, kierowniczka ds. polityki i innowacji w Biodiversity Council, zwróciła uwagę, że populacje zagrożonych gatunków w Australii spadły średnio o 50% w ciągu ostatnich dwóch dekad, a ten standard „w ogóle tego nie rozwiąże”. Dodała: „To daje ludziom złotą gwiazdkę za wysiłek, nawet jeśli wyniki są fatalne”.
Watt powiedział Sky News w piątek, że standardy zapewnią „większą jasność co do tego, jakie będą wymagania, aby uzyskać zgodę środowiskową, zamiast podejścia typu 'wybierz własną przygodę', które mamy obecnie”. Bo nic tak nie mówi jasności jak usunięcie mierzalnych celów i zastąpienie ich „po prostu postaraj się jak najlepiej”.