Krążąc 250 mil nad USA, astronautka Cady Coleman nie widziała czerwonych stanów, niebieskich stanów ani trwającego dramatu imigracyjnego. Widziała jeden ląd, od Pacyfiku po Atlantyk, bez granic – po prostu zjednoczoną Amerykę, gdzie ludzie mgliście pamiętają, że powinni się lubić. Ta wyjątkowa, wysokogórska perspektywa skłoniła Coleman i ponad 100 emerytowanych kolegów z NASA do utworzenia Astronauts for America, ponadpartyjnej grupy rzeczników złożonej z odkrywców kosmosu, którzy uznali, że skoro oni potrafią współpracować w puszce przez miesiące, to może politycy też.

Grupa, wystrzelona (gra słów zamierzona) z okazji 250-lecia USA w 2026 roku, chce przywrócić wiarę w demokrację konstytucyjną. Namawiają polityków i społeczeństwo do przestrzegania Konstytucji – czegoś, co według członków ostatnio wpadło w czarną dziurę. Jak ujmuje to Coleman: „być gotowym zabrać głos, gdy wiemy, że coś jest nie tak”.

„Wszyscy 108, jesteśmy bardzo różnymi ludźmi” – powiedziała Coleman. „Niektórzy z nas mają bardzo różne poglądy polityczne... Ale podczas moich lotów kosmicznych dosłownie nie wiedziałam i nigdy nie pytałam o ich politykę. To po prostu nie było częścią misji”. Teraz misją jest ratowanie demokracji, jeden głos na raz.

Przed listopadowymi wyborami śródokresowymi grupa planuje objechać około 60 kampusów uniwersyteckich, wiele w stanach wahających się, rozmawiając z młodymi i głosującymi po raz pierwszy. „Każdy z tych wyborców może zmienić bieg naszego narodu, to jak korekta kursu w kosmosie” – powiedziała Coleman, zapożyczając metaforę od astronauty Rona Garana: „Mała korekta teraz to duża odległość później, jak dotarcie na Księżyc albo nie”.

Wśród znanych nazwisk są Charles Bolden i Bill Nelson (obaj byli administratorzy NASA, a Nelson także senator) oraz Rusty Schweickart, 90 lat, który latał na Apollo 9 cztery miesiące przed pierwszym lądowaniem na Księżycu. Bolden, emerytowany generał dywizji Marines, ubolewał nad pogorszeniem się amerykańskiej polityki: „Wygląda na to, że każdy prezydent wydaje coraz więcej rozporządzeń wykonawczych, bo nie może uzyskać działań od Kongresu... To nie jest zgodne z Konstytucją”. Ostrzegł: „Może nam się nie udać, jeśli teraz czegoś nie zrobimy. Może nie doczekać kolejnej kadencji prezydenckiej, by spróbować coś zmienić”.

Linda Godwin, naukowiec z czterema misjami wahadłowców, zasiada w komitecie sterującym opracowującym strategię, która obejmuje „ocenianie” kandydatów do Kongresu w wyborach śródokresowych pod kątem zaangażowania konstytucyjnego. „Jako astronauci być może mamy głos” – powiedziała. „Nie żebyśmy byli koniecznie bardziej kompetentni czy mądrzejsi... ale mamy doświadczenie w uczestniczeniu w wielkich misjach, które opierały się na prawdzie i odpowiedzialności, dowodach i zaufaniu. Wiemy, jak współpracować, aby wykonać misję. I poczuliśmy, że teraz naszym krajem jest misja”.

Astronauci rozpoczęli kampanię Freedom to Vote 20 lipca w California Science Center – co znamienne, w 57. rocznicę lądowania Apollo 11 na Księżycu. Uzgodnili kosmiczne hasło: „Pójście do urn to mały krok dla ciebie, ale wielki skok dla naszego kraju”. Bo jeśli nie możesz trafić z puentą po wylądowaniu na Księżycu, to kiedy?