Jak wygląda „pustynia żywnościowa”? Jeśli wyobrażasz sobie jałowe pustkowie, pomyśl jeszcze raz. W Cotswolds wygląda jak domy z miodowego kamienia okryte fioletowymi glicyniami pod bezchmurnym niebem. Witaj w Kempsford, gdzie jedyną rzeczą bardziej obfitą niż rustykalny urok jest brak jakiegokolwiek miejsca do kupienia jedzenia.

Wioska ma szkołę podstawową, pub i dom o nazwie „Stara Piekarnia” – ale żadnej prawdziwej piekarni ani sklepu z żywnością na mile. Najbliższe sklepy spożywcze są w Fairford, ponad trzy mile stąd. Samochodem to kilka minut, ale transport publiczny? Zapomnij. Pieszo do Fairford Co-op to trzygodzinna wycieczka w obie strony wzdłuż ruchliwych dróg, idealna, by rozbudzić apetyt, którego nie możesz zaspokoić.

Jeśli chodzi o wartość, duży Aldi w Cirencester to najlepsza opcja – jeśli możesz tam dotrzeć. Autobus z Kempsford kursuje raz dziennie, trzy dni w tygodniu, i wysadza cię milę od supermarketu z mniej niż trzema godzinami przed odjazdem powrotnym. Porównanie listy zakupów ujawnia okrutną matematykę: spaghetti 28p w Aldi, 90p w Co-op. Jabłka 99p vs 2,50 £. Ryż 52p vs 2,45 £. Tuńczyk 59p vs 1,35 £. Całkowity rachunek w Aldi to 16,17 £; w Co-op 26,81 £ – wiejska premia w wysokości 65%.

Anton Wynn, szef banku żywności South Cotswolds, mówi, że „czekoladkowe piękno” regionu ukrywa głęboko zakorzenioną nierówność żywnościową. Bank żywności dostarcza teraz 60-70% paczek, ponieważ większość klientów nie stać lub nie może łatwo dotrzeć do jego centrum w Cirencester. Bethany Groom, 24 lata, mieszka w Kemble z dwójką małych dzieci i nie prowadzi samochodu. Zamówienie taksówki w obie strony do Aldi pochłonęłoby większość jej tygodniowego budżetu na jedzenie. Rezerwuje autobus na żądanie dwa tygodnie wcześniej, a jej główne zmartwienie brzmi: „Czy mogę złapać autobus? A potem: ile mam czasu w mieście?”

Wzrost wiejskich pustyń żywnościowych – często na obszarach, gdzie produkuje się większość brytyjskiej żywności – odzwierciedla śmierć lokalnych sklepów, przejęcie przez supermarkety, kulturę samochodową i kruszejący transport publiczny. Wynn pamięta dzieciństwo, gdy jego dziadkowie mieszkali w pobliżu, uprawiali warzywa i hodowali króliki. Był piekarz, rzeźnik, sklep spożywczy. Teraz ten styl życia zniknął, a wolny rynek nie spieszy się z naprawą. Bank żywności popiera pomysł mobilnych tanich klubów żywnościowych, ale logistyka kosztów i geografii pozostaje uparcie nie do rozwiązania.

Radny dystryktu Cotswold, Tristan Wilkinson, mówi, że „wiejski idylliczny obraz na sterydach” sprawia, że decydenci pomijają pilne potrzeby społeczne. Wzywa do podejścia „infrastruktura przede wszystkim” w nowym rozwoju – sklepy, transport, usługi – ponieważ gdy ceny paliw gwałtownie rosną, nawet zamożni mieszkańcy z samochodami odczuwają presję. „Czasami” – mówi – „jesteśmy karani za życie w wiejskiej społeczności.”