W wielkim, wyczerpującym maratonie, jakim jest sezon Super League, zdarzają się momenty, które przypominają drzwi obrotowe - a sobotnie derby w Leigh miały jeden tak kluczowy, że mógłby mieć własne drzwi obrotowe. Przez prawie 40 minut Leigh robiło coś, czego nikt nie dokonał przeciwko Wigan od dawna: sprawiło, że Wojownicy wyglądali na wyraźnie gorszych. Wojownicy, jadący na fali dziewięciu zwycięstw z rzędu, która zaczęła się od triumfu w Pucharze Wyzwania na Wembley w maju, byli całkowicie ogrywani przez lokalnych rywali. Ich własny trener przyznał, że mieli szczęście, że przegrywali tylko 0-8.
Ale wielkie drużyny - i wielcy gracze - znajdują sposób. Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy Leigh popełniło swój pierwszy prawdziwy błąd: sprokurowało karę i, spodziewając się, że Wigan kopnie na aut, odwróciło się plecami do Jai Fielda. Zamiast tego Field dotknął piłkę i popędził 90 metrów w dół boiska, zmniejszając stratę do dwóch punktów do przerwy. I tak po prostu impet zmienił się szybciej niż obietnica polityka.
Trzy minuty po wznowieniu Leigh znów zbłądziło, a Bevan French - drugi talizman Wigan - skorzystał, wyprowadzając Wojowników na prowadzenie w meczu, w którym byli zdominowani. Kolejne dwa zbicia Leigh zostały zamienione na przyłożenia przez gości. Lamparty, które zwycięstwem wbiłyby się do czołowej dwójki, teraz są szóste i nerwowo spoglądają przez ramię. Wigan tymczasem maszeruje dalej: drugie miejsce, zaledwie dwa punkty za liderującym Leeds.
Kusi, by widzieć w tym lekcję o przepaści, jaką Leigh musi jeszcze pokonać, by rywalizować z Wigan. Ale Wojownicy, mimo słabego operowania piłką, powinni nabrać otuchy: jeśli mogą grać tak źle i wciąż pokonywać rywala z play-offów, wyobraźmy sobie, co zrobią, gdy w październiku wszystko zagra. "Musieliśmy się poprawić, bo w pierwszej połowie byliśmy gorsi" - powiedział trener Matt Peet. "Udało nam się wykaraskać z tej sytuacji. Nie można było nic zarzucić naszemu wysiłkowi, ale oni byli bardzo dobrzy. Nie chcesz wygrywać tak co tydzień, ale dobrze wiedzieć, że to mamy w zanadrzu."
Wczesne prowadzenie Leigh zawdzięczało znakomitemu przyłożeniu Innesa Seniora i dwóm celom Adama Cooka, ale momentem przełomowym było przyłożenie Fielda z kontry - psychologiczny cios, z którego Lamparty nigdy się nie podniosły. "Wszedłem do szatni i próbowałem ich podnieść w przerwie, ale czułem, że ten moment był swego rodzaju implozją" - ubolewał trener Leigh, Adrian Lam. "Ciężko było to oglądać w drugiej połowie, ale w pierwszej byliśmy niesamowici. To było niewiarygodnie dobre i jesteśmy bardzo blisko bycia bardzo dobrymi. Wkradła się odrobina negatywizmu i nasz plan gry po prostu się rozpadł."
Przyłożenia Fielda i Frencha oprawiły przerwę, zamieniając ośmiopunktową stratę w prowadzenie. Gdy Leigh znów straciło piłkę, Zach Eckersley był wdzięcznym beneficjentem, a tuż po godzinie gry Noah Hodkinson miał tę samą okazję, by podnieść na 20-8. Od tego momentu obrona Wigan domknęła kluczowe zwycięstwo.
To były wciągające, pasjonujące derby - i, z ofertą National Rugby League przejęcia kontroli nad Super League w tle, aktualna reklama wszystkiego, co w tych rozgrywkach wielkie: wyprzedany stadion, lokalna rywalizacja i gwiazdy, które decydują o wyniku. Jednak mimo potencjalnych zawirowań pozaboiskowych, jedno pozostaje niezmienne: trzeba być odważnym, by postawić przeciwko Wigan na Old Trafford ponownie w październiku.