Lesley Stahl, Bill Whitaker i Jon Wertheim ogłosili w piątek, że zostają w CBS '60 Minutes', mimo niedawnego entuzjazmu sieci do zwalniania wszystkich w zasięgu wzroku. Trio wydało wspólne oświadczenie, które brzmiało mniej jak ruch zawodowy, a bardziej jak notatka z zakładników: „Ciężko nam było zdecydować, czy zostać… Nie chcemy, żeby '60 Minutes' umarło. Żałowaliśmy, bo cały ten bałagan zranił i uszkodził program.”

Stahl (84 l.) i Whitaker (74 l.) milczeli od zeszłego czwartku, gdy nowe kierownictwo CBS News zwolniło korespondentów Sharyn Alfonsi i Cecilię Vegę, wraz z producentami Tanyą Simon, Draganem Mihailovichem i Matthew Polevoyem, w ramach totalnej restrukturyzacji. Bo nic tak nie mówi „uczciwość dziennikarska” jak masowa czystka.

Następnie we wtorek sieć zwolniła weterana Scotta Pelleya za pomocą prawniczego e-maila, twierdząc, że został zwolniony z „ważnego powodu” z powodu jego zachowania podczas wybuchowego spotkania z nowym producentem wykonawczym Nickiem Biltonem i redaktorem zarządzającym Charlesem Forelle. Podczas tego spotkania Pelley podobno powiedział Bari Weiss – byłej komentatorce opinii, która teraz pełni funkcję redaktora naczelnego sieci, zatrudnieniu, które przyjęło się mniej więcej jak ołowiany balon – że „Ona morduje '60 Minutes'. Nie kocha tego miejsca. Została sprowadzona, żeby je zniszczyć i robi dokładnie to.” Subtelność, jak widać, nie jest mocną stroną Pelleya.

W piątkowym oświadczeniu trzej korespondenci powiedzieli, że wciąż są „głęboko zdenerwowani zwolnieniami” Simona i Mihailovicha, których opisali jako „silnych liderów, których wszyscy szanowali”. Dodali z nutą goryczy: „O ile wiemy – bo nigdy nie podano wyjaśnienia – zostali wyrzuceni, ponieważ walczyli o nasze wartości '60 Minutes' i stanęli w obronie naszej niezależności i uczciwości. Redakcje nie powinny działać jak dyktatury.” Niech ktoś da im słownik, bo najwyraźniej nie widzieli podręcznika zarządzania.

Korespondenci wspomnieli również o Alfonsi, Vedze, Pelleyu, Polevoyu i starszym producencie Guyu Campanilu, który również został zwolniony, wyrażając smutek, że „ci pryncypialni, uczciwi i rzetelni dziennikarze zostali potraktowani tak podle, z taką nieprzyzwoitością”. To było druzgocące, powiedzieli, co jest tak blisko mowy pogrzebowej, jak to tylko możliwe w redakcji.

Wyjaśniając swoją decyzję o pozostaniu, sprecyzowali: „Obawialiśmy się, że nasz powrót może być odebrany jako poparcie dla istniejącej struktury władzy. To po prostu, kategorycznie, nieprawda.” Zamiast tego chcą „spróbować naprawić i zachować naszą reputację, kontynuując tradycję Mike'a Wallace'a trzymania ich za nogi przy ogniu”. Bo nic tak nie mówi „nie popieramy tego” jak pozostanie.

Źródło z '60 Minutes' powiedziało Guardianowi w piątek, że korespondenci „zostali, aby nie porzucić swoich producentów i personelu, z których wielu po prostu nie stać na odejście”. Źródło nazwało to „aktem poświęcenia, naprawdę, i hojności”, dodając: „I głosują za przetrwaniem '60 Minutes'. Mogę zagwarantować, że będą trzymać Biltona za słowo, że nie dopuści do ingerencji korporacji.”

W czwartek Bilton wydał notatkę obiecującą „niezależność dziennikarską”, mówiąc: „Zawsze będziemy realizować historie bez strachu i faworyzowania. Zawsze będziemy czynić historię Gwiazdą Północną – nie relacje, politykę ani nic innego… Nigdy nie będziemy instruowani przez właściciela firmy w tych sprawach.” Korespondenci odpowiedzieli w piątek: „Usłyszeliśmy wszystkie właściwe rzeczy w wczorajszej nocie o 'niezależności'. To wiele znaczyło, a teraz musimy zobaczyć te zobowiązania wobec naszych procesów i procedur wcielone w życie.” Dodali: „Jeśli możemy nadal wykonywać pracę, która uczyniła ten program tym, czym jest – popełniać akty niezależnego, nieustraszonego dziennikarstwa i opowiadania historii – jesteśmy za. Jeśli nie, odchodzimy.”

Stahl, jedna z najbardziej znanych, szanowanych i budzących strach dziennikarek telewizyjnych ostatnich 50 lat, dołączyła do CBS News w 1971 roku i jest w '60 Minutes' od 1991 roku.