Prawnik Donalda Trumpa wysłał do Center for American Progress (Cap) list z groźbą pozwu w wysokości 5 mld dolarów, chyba że liberalny think tank wycofa raport, który ośmiela się sugerować, że mobilizacja Gwardii Narodowej przez prezydenta nie była triumfem w walce z przestępczością, za jaki ją uchodziła. Bo nic tak nie mówi "prawo i porządek", jak pozywanie ludzi za zwrócenie uwagi, że twoje polityki nie miały żadnego mierzalnego efektu.
Raport, opublikowany 13 lipca, argumentuje, że rozmieszczenie Gwardii Narodowej w Waszyngtonie, Memphis i Los Angeles nie miało mierzalnego wpływu na przestępczość w tych miastach, pomimo szacunkowego kosztu 1,7 mld dolarów. Raport zauważa, że przestępczość z użyciem przemocy zaczęła spadać na długo przed objęciem urzędu przez Trumpa w 2025 roku, a miasta bez interwencji Gwardii Narodowej odnotowały statystycznie podobne spadki. Innymi słowy, Gwardia mogła być bardzo drogą, bardzo dobrze uzbrojoną wersją placebo.
Alejandro Brito, osobisty prawnik Trumpa, wysłał do Cap list z żądaniem wycofania się, jak podał New York Times w piątek. List jest groźbą Trumpa, że pozwie centrum w swoim osobistym charakterze, a nie w imieniu rządu federalnego. Bo kiedy jesteś miliarderem-prezydentem, możesz sobie pozwolić na procesowanie swoich uczuć.
Cap, co nie dziwi, nie ustępuje. W oświadczeniu z piątku centrum podtrzymało swój raport i potępiło groźbę jako atak na prawo publiczności do mówienia prawdy władzy. "Na podstawie analizy danych o przestępczości nasz raport wykazał fakty dotyczące rozmieszczenia Gwardii Narodowej, które są niewygodne dla administracji Trumpa" – napisała Neera Tanden, prezes i dyrektor generalna Cap. "Ta groźba pozwu jest atakiem na fakty i dowody, pozbawionym podstaw. Fundamentalną ochroną Pierwszej Poprawki jest umożliwienie publikacji faktów i analiz, które są sprzeczne z argumentami i twierdzeniami każdej administracji. Pozew jest jawną próbą uciszenia nas. Nie ugnieMY się ani nie ugnieMY w obliczu tego."
Tymczasem list Brito argumentuje, że stwierdzenia raportu sugerują, iż "Prezydent Stanów Zjednoczonych świadomie oszukał naród amerykański, manipulował statystykami przestępczości dla politycznych korzyści, wykorzystywał publiczny strach, nadużył władzy wojskowej i wykonawczej w ukrytym celu, przeprowadził fikcyjną operację egzekwowania prawa, a następnie kłamał na temat jej sukcesu". To dużo słów na określenie "raport powiedział, że to nie zadziałało".
Odpowiedź Cap opisuje zarzut zniesławienia jako "absurdalny", zauważając, że wnioski raportu są stwierdzeniami faktów opartymi na skrupulatnych badaniach. Raport i komentarze "na pierwszy rzut oka dotyczą statystyk przestępczości i związków przyczynowych lub działań rządu federalnego, a nie samego prezydenta Trumpa" – napisało centrum. "Oprócz tego, że są prawdziwe, te stwierdzenia nie mogą zniesławić prezydenta Trumpa, ponieważ go nie dotyczą". Tak więc pozew jest nie tylko bezpodstawny, ale także dotyczy niewłaściwej osoby.
Cap, założony w 2003 roku przez byłego szefa sztabu Białego Domu Clintona, Johna Podestę (który później kierował kampanią Hillary Clinton w 2016 roku), jest wiodącym liberalnym think tankiem w Waszyngtonie. I najwyraźniej nie boi się powiedzieć cesarzowi, że jest nagi – nawet jeśli cesarz ma napad złości za 5 mld dolarów.