Nic tak nie oddaje upadku Tesli jak Cybertruck. Gdy stalowa pick-up trafiła na drogi w 2023 roku, Tesla była największą firmą produkującą samochody elektryczne na świecie. Wtedy Elon Musk przewidywał, że sprzeda 250 000 Cybertrucków rocznie. W pierwszej połowie 2026 roku, według jednego szacunku, Tesla sprzedała około 7 000. To nie pomyłka.

Tesla zadała sobie kilka samookaleczeń. Powiązania Muska z Donaldem Trumpem i jego kadencja w DOGE zniechęciły nabywców samochodów elektrycznych o lewicowych poglądach – a to większość z nich. Wydarzenie promocyjne z samym prezydentem na trawniku Białego Domu chyba niewiele pomogło. Sprzedaż Tesli na całym świecie spadła o 9 procent w 2025 roku. Problem nie polega tylko na polityce Muska: znudziło mu się sprzedawanie samochodów – a przynajmniej tych z kierownicą. Poza nieszczęsnym Cybertruckiem Tesla nie wypuściła nowego modelu osobowego od 2020 roku, odkąd Musk przesunął uwagę firmy na robotaksówki i roboty.

Łatwo jest odpisać Teslę na straty, a nawet całkowicie o niej zapomnieć. Wszystkie oczy zwrócone są teraz na inne przedsięwzięcie Muska warte biliony dolarów, SpaceX, z jego ambitnymi celami wyniesienia centrów danych na orbitę i kolonizacji Marsa. Ale Tesla stała się ważniejsza – a nie mniej – dla przyszłości pojazdów elektrycznych w Stanach Zjednoczonych. Z około 463 000 EV, które Amerykanie kupili w pierwszych sześciu miesiącach tego roku, ponad połowa to Tesle, według danych Cox Automotive – skok o prawie 8 punktów procentowych w porównaniu z tym samym okresem rok temu. Sam Tesla Model Y zdobył ponad jedną trzecią sprzedaży EV.

Pod pewnymi względami powrót Tesli ma więcej wspólnego z porażkami innych firm motoryzacyjnych niż z jej własnym sukcesem. W zeszłym roku Kongres zniósł ulgi podatkowe na EV, które miały zachęcić Amerykanów do przejścia na elektryki. Administracja Trumpa poszła w ich ślady, wycofując przepisy dotyczące emisji spalin. Cały przemysł motoryzacyjny gorączkowo się dostosowuje. Sprzedaż EV spadła o około 24 procent w tym roku, choć widać oznaki ożywienia.

Tesla też nie jest na to odporna. W USA jej sprzedaż spadła o szacowane 11 procent do czerwca tego roku. Ale szerszy spadek sprawia, że Tesla jest tym bardziej kluczowa dla utrzymania elektrycznego snu przy życiu. W ostatnich miesiącach wielu producentów wycofało EV z rynku, opóźniło nowe modele i anulowało plany debiutu nowych EV. W zeszłym roku Ford zabił F-150 Lightning, bateryjnego pick-upa, który miał być fundamentem elektrycznej przyszłości Detroit. (Ford reklamuje tańszy elektryczny pick-up – ale jest wciąż w fazie rozwoju i nie pojawi się do przyszłego roku.) W zeszłym tygodniu Honda wycofała swoją ostatnią w pełni elektryczną opcję, SUV-a Prologue, po zabiciu wielu nadchodzących modeli.

Jest jeszcze kwestia ceny. Najtańsza Tesla kosztuje nieco poniżej 39 000 dolarów, co nie jest okazją, ale jest tysiące poniżej średniej ceny nowego samochodu w tych czasach. Tym bardziej godne uwagi, że Tesla zarabia na sprzedawanych samochodach – wyczyn, który umknął większości branży. Producenci wciąż zmagają się z wysokimi kosztami baterii i projektowania nowych typów samochodów. Weźmy pod uwagę, że od 2022 do 2025 roku Ford stracił 16 miliardów dolarów na sprzedaży EV. Firma spodziewa się, że jej biznes elektryczny wyjdzie na zero dopiero w 2029 roku. To częściowo dlatego tak wielu producentów pognało w kierunku wysokomarżowych pojazdów benzynowych, gdy zrobiło się ciężko.

Gdy sprzedaż nowych EV kuleje, używane przejmują pałeczkę: Amerykanie kupili szacunkowo 128 000 z nich w ostatnim kwartale, bijąc rekordy. Ponieważ Tesla sprzedaje EV w dużych ilościach od dawna – jej pierwszym hitem był Model 3 w 2017 roku – to ona napędza rynek. Jedną z najtańszych dróg do EV, które przejedzie 250 czy 300 mil na jednym ładowaniu, jest używana Tesla.

Firma samochodowa Muska jest kluczowa dla przyszłości EV także w inny sposób. Dominuje w infrastrukturze e