Od tańca towarzyskiego po hip-hop, próbowałem wielu zajęć tanecznych w dzieciństwie, ale żadne nie przypadło mi do gustu. Moje ciało nigdy nie łapało rytmu, szybko się męczyłem i doszedłem do wniosku, że po prostu nie jestem stworzony do ćwiczeń. Moja teoria potwierdziła się w wieku 13 lat, gdy zdiagnozowano u mnie ataksję Friedreicha (FA), rzadką postępującą chorobę nerwowo-mięśniową powodującą uszkodzenie nerwów, osłabienie mięśni i utratę sprawności ruchowej. Teraz, mając 29 lat i będąc na wózku, wciąż uwielbiam tańczyć, ale rzadko mam ku temu okazję.
Trzy lata temu przeczytałem felieton Kate Stanforth, zawodowej tancerki na wózku, i z zachwytem śledziłem jej karierę. Stanforth zaczęła balet w wieku dwóch lat, od ósmego roku życia trenowała przedzawodowo i kontynuowała taniec po tym, jak w wieku nastoletnim zachorowała, aż musiała przestać. Zdiagnozowano u nią ME (mialgiczne zapalenie mózgu i rdzenia), a później zespół Ehlersa-Danlosa. Założyła Kate Stanforth Academy of Arts, nagradzaną organizację artystyczną promującą integrację. „Balet nigdy nie był tylko hobby” – powiedziała. „Nawet gdy zachorowałam w wieku 14 lat, ta pasja nigdy nie zniknęła”.
Gdy usłyszałem, że organizuje adaptacyjne zajęcia baletowe z Royal Ballet School, wspierane przez Allied Mobility, skorzystałem z okazji – nawet jadąc z Dublina do Londynu. Wchodząc do szkoły, czułem się jak oszust, mijając młode dziewczęta na korytarzach. Ale wszelkie zdenerwowanie rozpłynęło się, gdy zobaczyłem kilkanaście tancerek na wózkach w kręgu wykonujących rozgrzewkę. Zajęcia prowadzone przez Stanforth i Rachael Hunt rozpoczęły się przy drążku. Moje ruchy nie były idealne, ale moje umiejętności zostały zaakceptowane, a to znaczyło wszystko.
Pracowaliśmy nad repertuarem z Giselle, romantycznego baletu z XIX wieku. Patrzyłem, jak tancerki jedna po drugiej przemierzają salę, ramiona wdzięcznie wyciągnięte między zsynchronizowanymi pchnięciami wózka. Wyglądały, jakby płynęły w powietrzu. To było piękne – i wydaje się, że produkcje sceniczne wyrządzają sobie krzywdę, nie angażując tych fantastycznych tancerek.
Po zajęciach czułem przyjemne zmęczenie, przeciwieństwo frustrującego wyczerpania. Stanforth powiedziała, że sesje wyprzedały się w kilka minut, a na liście oczekujących były setki osób. Tancerze przyjechali z całej Wielkiej Brytanii, a nawet z Holandii. „Ta społeczność nie jest mała ani rzadka – po prostu nie zawsze była widoczna” – powiedziała, odnosząc się do 500 niepełnosprawnych tancerzy na świecie. „Wraz ze wzrostem widoczności rośnie też możliwość bardziej otwartej, integracyjnej przyszłości baletu, w której żaden tancerz nie będzie musiał kwestionować, czy należy do tego świata”.
Teraz jest oczywiste, że jest miejsce dla osób niepełnosprawnych w tańcu. Branża potrzebuje więcej takich jak Stanforth, aby uczynić taniec dostępnym. Gdy zajęcia się skończyły, miałem nową motywację, aby przekształcić adaptacyjny balet w hobby. Gdyby takie zajęcia istniały bliżej domu, byłbym stałym bywalcem.