Około sześć lat temu kilku studentów prawa na Uniwersytecie Południowego Pacyfiku przekonało rząd Vanuatu, by zanieść sprawę zmian klimatu aż do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości – prawny odpowiednik próby zmuszenia wynajmującego do naprawy ogrzewania poprzez złożenie skargi do Sądu Najwyższego. Wbrew wszelkim przeciwnościom, zadziałało. W 2025 roku MTS jednogłośnie orzekł, że brak działań w sprawie zmian klimatu jest „bezprawnym czynem”, a poszkodowane narody mogą domagać się odszkodowań. Teraz Organizacja Narodów Zjednoczonych przegłosowała zdecydowaną większością – ponad 140 krajów za, tylko osiem przeciw – przyjęcie rezolucji popierającej to orzeczenie. Przeciwnicy to m.in. Stany Zjednoczone, Iran, Izrael, Arabia Saudyjska i Rosja, co przypomina dzieci, które odmawiają sprzątania pokoju i łączą się, by ogłosić, że bałagan to mit.
„To musi być punkt zwrotny w kwestii odpowiedzialności za szkody klimatyczne” – powiedział Vishal Prasad, dyrektor Pacific Islands Students Fighting Climate Change, który pomógł zapoczątkować całą sprawę. „Podróż tego pomysłu z sal lekcyjnych na Pacyfiku do Hagi i ONZ daje nam nadzieję, że gdy ludzie się organizują, świat może zostać zmuszony do działania”. Niemal jednomyślna decyzja to rzadki znak, że wielostronna współpraca klimatyczna jeszcze się całkowicie nie rozpadła, co jest dobre, bo w zeszłym roku wyglądała jak sweter trzymający się na jednej nitce. Po ogłoszeniu przez administrację Donalda Trumpa wycofania się z Porozumienia paryskiego, USA aktywnie sprzeciwiały się działaniom klimatycznym, wykolejając podatek węglowy dla przemysłu żeglugowego (który emituje około 3% globalnych emisji dwutlenku węgla) i pomagając zablokować limit produkcji plastiku. USA zbeształy też Międzynarodową Agencję Energetyczną, by prognozowała przyszłe zapotrzebowanie na energię w scenariuszu, w którym działania klimatyczne utkną w martwym punkcie – bo nic tak nie mówi „przywództwo” jak zakładanie najgorszego, a potem sprawianie, że się spełnia.
„Jedność i jasność wyrażona w głosowaniu była uderzająca” – powiedziała Nikki Reisch, dyrektor programu klimatyczno-energetycznego Centrum Międzynarodowego Prawa Ochrony Środowiska. Stwierdziła, że rezolucja nadaje „polityczną wagę normom prawnym” i pomoże przełożyć wnioski sądu na praktyczne działania. Administracja Trumpa prowadziła kampanię mającą na celu zablokowanie głosowania, a Departament Stanu wysłał pismo, w którym stwierdził, że „stanowczo sprzeciwia się” rezolucji, ponieważ „może stanowić poważne zagrożenie dla amerykańskiego przemysłu”. Przed głosowaniem Tammy Bruce – była konserwatywna prezenterka radiowa, obecnie zastępczyni przedstawiciela USA przy ONZ – nazwała rezolucję „problematyczną” i sprzeciwiła się „alarmistycznym stwierdzeniom politycznym, takim jak pogląd, że zmiany klimatu są bezprecedensowym wyzwaniem o cywilizacyjnej skali”. Bo najwyraźniej nazywanie kryzysu zagrażającego cywilizacji „zagrażającym cywilizacji” jest przesadą. Rezolucja powtarza kluczowe ustalenia MTS, wzywa do utrzymania wzrostu temperatury globalnej na poziomie 1,5 stopnia Celsjusza, odejścia od paliw kopalnych i potwierdza, że poszkodowane narody mogą domagać się zadośćuczynienia. Nie jest prawnie wiążąca – bo rezolucje ONZ to w zasadzie mocno sformułowane sugestie – ale sygnalizuje priorytety polityczne.
Głosowanie odbywa się w czasie, gdy kraje zaostrzają działania przeciwko aktywizmowi klimatycznemu i procesom sądowym. W Aotearoa Nowa Zelandia rząd zmienił przepisy klimatyczne, by ograniczyć postępowania cywilne przeciwko głównym emitentom. Działacz klimatyczny Maorysów Mike Smith, który prowadzi postępowanie przed sądem okręgowym przeciwko sześciu największym emitentom w kraju, określił głosowanie ONZ jako „poważną zmianę” odzwierciedlającą ewoluujące rozumienie zmian klimatu jako czegoś mającego konsekwencje prawne. „My, Maorysi, wiemy, że wyspy są częścią naszej podróży przez Pacyfik” – powiedział. „Nowa Zelandia ma obowiązek stanąć po stronie krajów Pacyfiku, takich jak Vanuatu, Kiribati, Tonga i Tokelau. Nie tylko symbolicznie, ale także wspierając silniejsze działania prawne i międzynarodowe”. Aktywiści, którzy to popychają, wierzą, że wiele krajów wciąż...