W sobotnią noc uzbrojony napastnik z łatwością dostał się w pobliże sali balowej, gdzie odbywał się bankiet Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu, zmuszając prezydenta i wyższych urzędników do pospiesznej ewakuacji i fundując uczestnikom nerwowy, przerażający wieczór. Dlaczego wydarzenie nie było bezpieczne? To słuszne pytanie, ale być może niewłaściwe. Bardziej realistyczne zapytanie brzmi: czy tego typu wydarzenie kiedykolwiek może być bezpieczniejsze – a odpowiedź, podana z entuzjazmem godnym leczenia kanałowego, brzmi: „trochę, może, ale nie bardzo”.
Tego lata Stany Zjednoczone będą gospodarzami dwóch dużych wydarzeń w wielu miastach: obchodów 250. rocznicy założenia Ameryki oraz Pucharu Świata. Oba są niezwykle złożone, przyciągają liczną krajową i międzynarodową publiczność, w tym przywódców politycznych. Za dwa lata Los Angeles będzie gospodarzem Letnich Igrzysk Olimpijskich. Szefowa personelu Białego Domu, Susie Wiles, zwołuje w tym tygodniu spotkanie z różnymi urzędnikami, aby omówić bezpieczeństwo na wydarzeniach, w których uczestniczy prezydent. Zgodnie z programem planowania mega-wydarzeń na Harvardzie, naczelną zasadą nie jest eliminacja ryzyka, ale jego maksymalne ograniczenie. „Mniej źle” to ledwie hasło bojowe, ani usprawiedliwienie dla przemocy politycznej, nadmiernie permisywnej kultury broni czy zaniedbań w planowaniu – to po prostu uznanie, że podatność na zagrożenia jest ceną wolności, co jest trochę jak stwierdzenie, że cieknący dach to cena posiadania sufitu.
Dla służb bezpieczeństwa zbudowanie fortecy jest stosunkowo łatwe: zastosuj „trzy G” – guns, guards, gates (broń, strażnicy, bramy). Nikt odwiedzający obiekt nuklearny nie narzeka na uciążliwe środki bezpieczeństwa. Ale nawet twardy cel napotyka miękkie obszary – drogi, niebo – które stwarzają podatność. Organizatorzy mega-wydarzeń muszą balansować logistykę miejsca, ocenę ryzyka, reagowanie kryzysowe, zaangażowanie społeczności, komunikację kryzysową, zjawiska pogodowe, zarządzanie tłumem i transport. Sztuczka polega na trójkącie: jeden róg to redukcja ryzyka (terroryzm, przemoc, burze, cyberataki, zagrożenia zdrowotne, drony); drugi to koordynacja obrony (społeczność, miasto, stan, federacja, wojsko, sektor prywatny i non-profit); a górny punkt to zabawa, radość, wspólnota, świętowanie, spektakl i cel. Tak, „zabawa” jest celem bezpieczeństwa. To mogą być kibice oglądający występ sportowy, dziennikarze błyszczący przed administracją, która stara się ich podkopać, czy skłócona demokracja świętująca swoje urodziny.
Puchar Świata odbędzie się w trzech krajach – Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie – w 16 miastach-gospodarzach, przez sześć tygodni i cztery strefy czasowe. Konflikt w Iranie, kontrowersje wokół egzekwowania granic, kartele w Meksyku, niebezpieczna pogoda i przemoc z użyciem broni będą stałymi zagrożeniami. Obchody 4 lipca z okazji 250-lecia Ameryki obejmą wydarzenia publiczne w każdym stanie, wystawne pokazy i pawilony w Waszyngtonie oraz paradę Naval Review w Nowym Jorku i New Jersey z udziałem 30 żaglowców z różnych krajów. Planowanie bezpieczeństwa dla obu wydarzeń trwa od lat, ale strzelanina na bankiecie korespondentów i trwająca przemoc polityczna mogą wymagać korekty. Organizatorzy muszą wzmocnić obronę sił porządkowych, nie odbierając znaczenia wydarzeniom – balansowanie, które brzmi jak żonglowanie płonącymi pochodniami podczas jazdy na monocyklu po linie.
Ochrona na tegorocznym bankiecie korespondentów była niewystarczająca. Sama sala balowa, do której wymagano skanowania elektronicznego, nigdy nie została naruszona, choć była znacznie bezpieczniejsza niż obszary dostępne dla publiczności, gości hotelowych i uczestników przedwydarzeń. Napastnik wszedł do hotelu, po prostu rezerwując w nim pokój, zyskując łatwy dostęp przez jedną warstwę zabezpieczeń – nie inaczej niż większość z nas melduje się w Marriott. Być może przyszłe bankiety powinny zostać przeniesione do centrum kongresowego lub samodzielnego obiektu z ograniczonym dostępem i większym bezpieczeństwem. Odpowiedzią nie jest jednak ta promowana przez Donalda Trumpa i jego zwolenników – że incydent dowodzi, iż Trump potrzebuje własnej sali balowej w Białym Domu.