Kiedy klienci przychodzą do Sybil Ottenstein na terapię, zwykle przynoszą ze sobą odpowiedzi. Wielu z nich wcześniej chodziło do psychoterapeutów. Potrafią powiedzieć, które wydarzenia z ich przeszłości były formacyjne, i wskazać efekty falowe w ich obecnym życiu. Są jak detektywi, powiedziała mi, z wszystkimi punktami połączonymi na tablicy dowodów. Intelektualnie rozwiązali sprawę. Problem polega na tym, że nie czują się lepiej.

Dlatego szukają czegoś innego u Ottenstein: somatycznej psychoterapii. Tradycyjna terapia rozmową może być postrzegana jako podejście odgórne. Identyfikujesz problemy w myśleniu, nawykach lub życiu i masz nadzieję, że przepracowując je, rozwiążesz fizyczne manifestacje problemów emocjonalnych – kołatanie serca z niepokoju, ból brzucha ze stresu. Terapia somatyczna, przeciwnie, działa od dołu do góry. Ottenstein zazwyczaj zaczyna sesje od poproszenia klientów, aby zwolnili i zwrócili uwagę na cielesne odczucia: „Co czujesz w klatce piersiowej? W gardle?”. Gdy rozmawiają, zachęca ich, aby pozostali w ciele, pozwolili sobie poczuć to, co się pojawia. Ludzie płaczą. Ziewają. Krzyczą. Rozciągają się. Tańczą.

Słowo somatyczny, według Merriam-Webster, oznacza po prostu „odnoszący się do ciała lub na nie wpływający”. Ale ostatnio pojawia się wszędzie, dodawane do różnych praktyk, które polegają na dostrajaniu się do fizycznych objawów w celu poprawy psychicznych. Terapeuci somatyczni, tacy jak Ottenstein, zauważyli znaczny wzrost zainteresowania; jeden z głównych programów szkoleniowych z terapii somatycznej podał, że liczba kandydatów ponad dwukrotnie wzrosła od 2020 do 2023. Inni praktycy oferują taniec somatyczny, jogę somatyczną, treningi somatyczne. (Terminy wydają się nieco zbędne.)

Na Instagramie setki tysięcy postów pojawia się z hashtagiem #somatic. Trenerka „ćwiczeń somatycznych”, występująca jako „Czarownica Treningu” (prawie 2 miliony obserwujących), uczy małych, powtarzalnych ruchów mających na celu uwolnienie negatywnych uczuć – opuść głowę na „smutek/rozpacz”, pociągnij prawe ucho na „przytłoczenie” – i obiecuje, że „trauma może zostać uwolniona z bioder”. Na moim feedzie pełno młodych, wysportowanych kobiet, które nucą, uderzają się w mostek, ściskają nasadę nosa i podskakują na kolanach aż do wewnętrznego spokoju.

Większość czasu, jak w przypadku wielu innych przedsięwzięć wellness, ktoś ma na tym zarobić. Na jednych zajęciach treningu somatycznego, w których uczestniczyłam, gdzie pracownik powiedział mi, że celem jest „wyrzucenie zastanej energii”, w holu znajdował się kącik z upominkami: biżuterią, koszulkami i „body gloss” za 65 dolarów od marki Oui the People. Ale najwyraźniej wielu Amerykanów jest skłonnych zapłacić za obietnicę psychicznego oczyszczenia. Praktycy mówią o „zablokowanej energii”, „uwięzionych emocjach”, „resetowaniu” układu nerwowego złapanego w tryb walki lub ucieczki. „Mamy wiele sposobów na przechowywanie tego syfu w środku”, powiedziała mi Ottenstein. Wyobraziłam sobie, z dyskomfortem, gęstą, czarną maź płynącą w moich żyłach.

Somatyka – cały ten obszerny parasol praktyk – może wydawać się dziwnym dopasowaniem do ery informacji, kiedy ludzie są bardziej przyzwyczajeni do szukania odpowiedzi w internecie niż w sobie. Ale to może być właśnie atrakcją dla myślicieli i analityków, którzy są zmęczeni rozmyślaniem w niespokojnych kręgach, którzy spędzają dni przed laptopem, a noce na przeglądaniu iPhone'a. Od tysiącleci ludzie pragnęli wyrwać się z ograniczeń ciała; szukali – przez religię, duchowość, narkotyki – transcendencji. Teraz, dla niektórych, egzystencjalne poszukiwanie jest odwrócone: zamiast uciekać z więzienia z ciała i kości, chcą je ponownie zamieszkać.

Początki somatyki są trudne do ustalenia, choć z pewnością nie są niedawne. Niektórzy przypisują ją Wilhelmowi Reichowi, uczniowi Freuda, który na początku XX wieku teoretyzował, że pacjenci trzymają napięcie w ciałach – „zbroję mięśniową” – jako podświadomą obronę przed traumą, prowadzącą do bólów, dolegliwości i stanów zapalnych. Ale