Osoby o uporczywej drapieżnej osobowości wyrządzają niewspółmierną ilość bólu - fakt, który nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto kiedykolwiek taką osobę spotkał. Ale ostatnio nasze wspólne rozumienie ich się poszerzyło i może nam pomóc w ochronie. Brawo za postęp.

Klasyczna lista cech psychopatii została opracowana w 1980 roku przez prof. Roberta Hare'a, który pozostaje niekwestionowanym mistrzem wagi ciężkiej w tej dziedzinie. 20 cech, od patologicznego kłamstwa po brak empatii, oparto wyłącznie na populacjach więziennych. To był sprytny ruch: Hare miał dużą próbę z wyraźnymi zachowaniami psychopatycznymi i mógł porównywać wywiady i samoopisy z oficjalnymi danymi na temat tych osób - więc wszelkie niespójności były szybko ujawniane. To prawie tak, jakby psychopaci nie byli zbyt dobrzy w mówieniu prawdy.

Ale Hare wiedział, że to podejście ma swoje ograniczenia. Już w 1976 roku przyznał, że nie ma pojęcia, w jakim stopniu jego odkrycia odnoszą się do psychopatów nieprzebywających w więzieniu - w tym, no wiecie, kobiet. „Badania nad społecznie odnoszącym sukcesy psychopatą są pilnie potrzebne” - podsumował, zapewne spoglądając podejrzliwie na jakiegoś polityka. Nawet dekady później, na początku XXI wieku, kiedy Hare chciał badać psychopatów w polityce, nadal musiał iść do więzienia, aby ich znaleźć (konkretnie, ludzi Pinocheta w chilijskich więzieniach). Bo najwyraźniej lepiej funkcjonujący psychopata - ten, który nie daje się złapać, a może nawet nie ucieka się do przestępstw - jest równie nieuchwytny jak jednorożec, który kłamie.

I tu jest haczyk: kwestionariusze samoopisowe nie działają na tych ludzi. Psychopaci kłamią; można by argumentować, że to ich cecha definiująca. Więc jak ich rozpoznać? Artykuł sugeruje, że to jak odróżnienie kota domowego od dzikiego - subtelne, ale kluczowe. Jeden podrapie twoją kanapę; drugi zje twoją twarz. Oba są urocze na swój sposób, ale jeden jest zdecydowanie bardziej niebezpieczny.