W małym norweskim miasteczku Bryne, otoczonym czerwonymi czapkami, koszulkami z numerem 9 i zabawkami Erlinga Haalanda, właścicielka sklepu z tkaninami Olinda Haaland (bez pokrewieństwa, ale chętnie dzieląca nazwisko) mówi, że teraz wszyscy są fanami piłki nożnej. „To czysta radość” – powiedziała o wzroście swojej imienniczki. „Wszyscy go tak kochamy i on robi tak wiele dla Bryne”.
Sklep Haaland wychodzi na centralny plac, gdzie w sobotę zgromadzą się setki ludzi, by oglądać transmisję na żywo z ćwierćfinału mistrzostw świata Norwegii z Anglią. Retro koszulki z mistrzostw świata z 1998 roku wyprzedały się w dwa dni; teraz liczy się wszystko, co czerwone.
Choć urodzony w Leeds, gdzie grał jego ojciec Alf-Inge, Haaland dorastał i trenował w Bryne. Mierzący 196 cm napastnik Manchesteru City, z 62 golami w 54 meczach seniorskiej reprezentacji, wciąż pojawia się w starych miejscach, przekazuje sprzęt piłkarski i organizuje konkursy czytelnicze. Rzadka księga sagi wikingów z XVI wieku, którą kupił, wkrótce trafi do lokalnej biblioteki.
Burmistrz Andreas Vollusund, były nauczyciel Haalanda, powiedział, że 25-latek miał ogromny wpływ. „Jesteśmy dumni z małego chłopca, który wyrósł na wielkiego wikinga” – powiedział Vollusund, ubrany w koszulkę Haalanda. „Teraz Bryne jest stolicą Norwegii, a nie Oslo”.
Vollusund wspominał Haalanda w wieku 10 lat jako „zabawnego, pełnego energii, kochającego sport” i już wtedy mówiącego, że zostanie piłkarzem. Sukces przypisuje ciężkiej pracy rolniczej kulturze Bryne oraz rodzicom Haalanda (jego matka była mistrzynią kraju w siedmioboju).
Jedna z nielicznych słabości Haalanda: szachy, według Kjella Madlanda z Norway Chess, w które Haaland zainwestował. „Nie sądzę, żeby był bardzo dobry, ale lubi grać”.
W sobotę burmistrz będzie serwował hot dogi 3000 dzieciom podczas bezalkoholowej projekcji na stadionie w Bryne. „Robimy, co możemy, aby to było wielkie, wielkie wydarzenie”.
Gabriel Høyland, stryjeczny dziadek Haalanda, nazwał mecz „otwartym” i powiedział, że droga na mistrzostwa świata jest „całkiem niezwykła”. Przy muralu Haalanda odwiedzająca rodzina z Oslo zauważyła wpływ: „To coś większego niż piłka nożna. Cały kraj się jednoczy”.
Alf Ingve Berntsen, który trenował Haalanda od ósmego roku życia, powiedział, że jego pasja była widoczna od początku. „Był podobny do tego, jaki jest teraz – uśmiechnięty, strzelający mnóstwo goli. To ogień, to pasja”. I chociaż media społecznościowe podzieliły Norwegów, Berntsen mówi, że mistrzostwa świata przyniosły jedność – nie tylko w Bryne, ale w całej Norwegii.