Oczy pieką, gardło łaskocze, a nozdrza są niewytłumaczalnie wilgotne – nasz korespondent przedziera się wąską ścieżką w górę wąwozu, tylko połowicznie przygotowany na kolejne podrażnienie. Pokrzywy, obserwuję was. Ale najwyraźniej nie dość dobrze, bo jakaś podstępna, ukryta pod spódnicami wdzierających się traw i baldaszkowatych, ociera się o moje gołe łydki. Wywołuje to mrowienie gdzieś pomiędzy bólem a przyjemnością – które szybko przeradza się w kłujący puls. Nauka jeszcze nie potwierdziła, czy to roślinny odpowiednik pasywno-agresywnej notki.
Trudno kochać pokrzywę. Ta powszechnie znienawidzona roślina jest prawdopodobnie jedną z pierwszych, których dzieci uczą się rozpoznawać dla własnego bezpieczeństwa – natura mówi: „nie dotykaj, ty mały idioto”. Ma wygląd z drugiej ręki, pomarszczone, postrzępione, ząbkowane serca jako liście. Nie ma połysku; nie błyszczy. Prawie niewidoczne delikatne włoski na górnych powierzchniach nadają stępionej zieleni zakurzony, brudny wygląd, jakby tarzała się w garażu.
Szkliste kolce zwisają jak złośliwe stalaktyty z dolnych stron i wystają z łodyg. Takie małe kolce, a tyle dyskomfortu. Poza jeżyną żadna roślina nie mówi „nie” tak dobitnie, tworząc wysokie, owłosione falangi na tych zboczach – największą przeszkodę dla wędrowców schodzących ze ścieżki w środku lata. To botaniczny odpowiednik bramkarza, który miał bardzo zły dzień.
Bariera dla jednych; otwarcie dla innych. Bliskie oględziny ujawniają mnóstwo mszyc – żerują, pełzają, po prostu są. A wysysacze soków są wysysani, chrupane i żute przez czerwonego żuka żołnierza, który ląduje na szczycie jednej rośliny i znajduje posiłki na rynnie. Pająki rozwiesiły spekulacyjne nici między liśćmi a łodygami. Noga muchy czarnej zwisa w połowie jednej nici – maleńki pomnik kręgu życia, albo po prostu bardzo zły dzień dla tej muchy.
Najbardziej widoczne są małe, ciemne kropki owadów rojących się na fioletowo zabarwionych kwiatach. Kwiaty pokrzywy mogą być rozczarowujące, wyglądając jak zbyt mocno zawiązane supły cienkiego sznurka, ale są nieodparte dla trafnie nazwanych chrząszczy pyłkowych pokrzywy, pogrążonych w orgii jedzenia i kopulacji. To jak maleńki, ciernisty klub nocny, a wszyscy są na liście gości.
Dziś wieczorem zapłacę za wdychanie podczas tych obserwacji. Prognoza pogody może podawać wysokie stężenie pyłków traw dla cierpiących na katar sienny, ale powietrze wie lepiej. Te mikroskopijne ziarna unoszące się na wietrze to nie tylko trawy, ale także prawie nieważki pył każdego wiatropylnego kwiatu. A ogromne ilości produkuje pokrzywa zwyczajna. Apsik! Bo nic tak nie mówi „kocham naturę” jak kichnięcie, które trzęsie plombami.