Wielki plan rządu, aby pozwolić regionalnym burmistrzom zatrzymać część podatku dochodowego i opłat od firm, przyjął się mniej więcej tak dobrze, jak mokra kanapka z frytkami na formalnym obiedzie. Propozycje, które pozwoliłyby metropolitalnym burmistrzom w Anglii zatrzymywać część lokalnych dochodów na usługi publiczne, są okrzyknięte przez premiera Andy'ego Burnhama 'największym przesunięciem władzy z Whitehall i Westminsteru' od... cóż, zawsze. Ale nie wszyscy wznoszą toast.

Konserwatywny burmistrz Tees Valley, Lord Houchen, wieczny psuj zabawy, sugeruje lepsze wykorzystanie tych pieniędzy: oddanie ich podatnikom w formie zwrotów. 'Premier powiedział, że chce złagodzić kryzys kosztów utrzymania i dać ludziom oddech' – powiedział w BBC Radio 4's World at One – 'co lepszego niż pozwolić im zatrzymać więcej własnych pieniędzy?' Pierwsza sekretarz stanu Louise Haigh odpowiedziała, że obecnie nie ma mechanizmu zwrotów, ale Houchen twierdzi, że 'to nie jest poza zasięgiem ludzkiego umysłu', aby go stworzyć. Bo naprawdę, jak trudne to może być?

Burnham tymczasem skrytykował pomysł zwrotów, twierdząc, że plany nie dotyczą przekształcania lokalnych liderów w 'mini-kanclerzy skarbu, podważających lub przepisujących politykę podatkową i finanse osobiste.' Jasne, bo dawanie im udziału w podatkach krajowych to zupełnie co innego.

W obecnym systemie burmistrzowie angielskich strategicznych władz polegają na dotacjach z rządu centralnego w większości swojego finansowania. Ale od kwietnia 2027 r. będą zatrzymywać część dochodów z opłat od firm, a od kwietnia 2028 r. część podatku dochodowego. Same stawki podatkowe się nie zmienią – więc nie, nie będziesz płacić więcej, tylko finansować więcej lokalnego 'wzmocnienia'.

Burnham, były burmistrz Wielkiego Manchesteru, uczynił dewolucję swoim głównym punktem, obiecując 'przynieść władzę do domu' do 'każdego kodu pocztowego w kraju.' Kanclerz John Healey ujawni więcej szczegółów w swoim pierwszym budżecie 28 października.

Burmistrzowie z Partii Pracy są, co przewidywalne, zachwyceni. Tracy Brabin z West Yorkshire mówi, że ludzie 'zobaczą i odczują realną korzyść ze swojej ciężkiej pracy i tego, gdzie te pieniądze idą.' Richard Parker z West Midlands nazywa to 'fenomenalnym', 'zmianą epokową', 'monumentalnym'. Ale posłowie z tylnych ław są mniej rozmarzeni. Sean Woodcock (Banbury) zauważa, że biedniejsze obszary nadal potrzebują centralnej redystrybucji, a bez niej 'wiele obszarów zobaczy minimalne korzyści.' Perran Moon (Camborne i Redruth) nazywa plany 'dyskryminującymi', tworzącymi 'system dwupoziomowy', w którym obszary bez burmistrzów tracą. Chce tych samych uprawnień bez kłopotu z burmistrzem lub władzami łączonymi – bo po co komu biurokracja?

Kanclerz cieni Sir Mel Stride mówi, że ogłoszenie jest 'bardzo ubogie w szczegóły' i 'bez nowych pieniędzy', potencjalnie oszukując słabsze gospodarki. Liberalni Demokraci ostrzegają przed 'loterią kodów pocztowych', pozostawiającą mieszkańców wsi 'poszkodowanych i niedofinansowanych'. A Zia Yusuf z Reform UK, wieczny oportunista, chce dewolucji uprawnień do zatrzymywania nielegalnych imigrantów – bo to oczywiście jest sedno sprawy.

Tak więc marzenie rządu o dewolucji zaczyna się od trudnego startu, a krytycy ze wszystkich stron pytają: skoro burmistrzowie mogą zatrzymywać podatki, to dlaczego my wciąż je płacimy?