Gdyby ktoś miał wątpliwości, że Norwegia zamierza wiercić do ostatniej kropli ropy i gazu, minister energetyki Terje Aasland ma zwięzłe przesłanie: „Będziemy rozwijać, a nie demontować działalność na naszym szelfie kontynentalnym”. W tym tygodniu, ku rozpaczy organizacji ekologicznych, ogłosił ponowne otwarcie trzech złóż gazu u południowych wybrzeży Norwegii do końca 2028 roku – prawie trzy dekady po ich zamknięciu w 1998 roku – aby wypełnić lukę w dostawach spowodowaną wojną w Ukrainie i zakłóceniami na Bliskim Wschodzie.
Decyzja utrzyma wydobycie ropy i gazu na mniej więcej poziomie z 2025 roku, który jest stabilny od dwóch dekad. Norwegia obecnie eksploatuje 97 morskich pól naftowych, a w zeszłym roku uruchomiono trzy nowe. Norweski Dyrektoriat Naftowy spodziewa się „100 i więcej” w ciągu dwóch lat, utrzymując co najmniej 2 miliony baryłek ropy dziennie. Morze Barentsa to nowa granica, choć wydobycie minerałów z dna morskiego między Norwegią a Grenlandią pozostaje odległym marzeniem po wstępnych badaniach, które wykazały potencjał.
Aasland argumentuje, że norweska produkcja offshore jest kluczowa dla bezpieczeństwa energetycznego Europy, stwierdzając: „Świat i Europa będą potrzebować ropy i gazu przez dziesięciolecia”. Sektor generuje ogromne bogactwo, ale ponowne otwarcie pól Albuskjell, Vest Ekofisk i Tommeliten Gamma spotkało się z ostrą krytyką. Norweska agencja ochrony środowiska odradzała to, a zastępca lidera Socjalistycznej Lewicy Lars Haltbrekken oskarżył rząd o „greenwashing”, mówiąc: „To pokazuje, że rząd po raz kolejny rażąco ignoruje porady środowiskowe własnych ekspertów”.
Equinor, państwowa spółka energetyczna (67% własności rządu), planuje utrzymać wydobycie na poziomie 1,2 miliona baryłek dziennie do 2035 roku, inwestując 6 miliardów dolarów rocznie. Dywidenda państwa z Equinor ma wynieść w tym roku około 2 miliardów funtów. Aasland, były elektryk i lider związkowy, podkreśla bezpieczeństwo pracy dla 210 000 pracowników sektora energetycznego, mówiąc: „To naprawdę ważne, żeby budzili się rano, wiedząc, że mają bezpieczną pracę na przyszłość”.
Norweska stała stawka podatkowa 78% na ropę i gaz od lat 70. czyni ją przyjazną dla inwestorów, zasilając fundusz majątkowy o wartości 1,5 biliona funtów. To podejście ostro kontrastuje z Wielką Brytanią, która zakazała nowych licencji poszukiwawczych. Terje Sørenes, główny ekonomista Norweskiego Dyrektoriatu Naftowego, mówi, że celem jest przedłużenie produkcji tak długo, jak to możliwe, obecnie dostarczając jedną trzecią gazu do Europy. Na razie europejskie supermocarstwo energetyczne stawia na dalsze wiercenia w latach 30. i później.