Co najmniej 360 osób porwanych przez dżihadystów z Boko Haram w marcu z głównie muzułmańskiej społeczności w północno-wschodnim stanie Borno w Nigerii zostało uwolnionych z odległej górskiej kryjówki. Okoliczności ich uwolnienia są sporne. Armia twierdzi, że przeprowadziła bezprecedensową operację opartą na wywiadzie, planowaną od tygodni, która zaskoczyła islamskich bojowników. Ale lokalna grupa, Inicjatywa Młodzieżowa Południowego Borno, twierdzi, że to ona wynegocjowała bezwarunkowe uwolnienie, podając liczbę uwolnionych na 416.
Masowe porwania przez uzbrojone grupy w celu uzyskania okupu stały się w ostatnich latach powszechną taktyką w Nigerii - i choć płacenie okupu jest nielegalne, zdarza się. Boko Haram niesławnie porwało ponad 200 uczennic z wioski Chibok w 2014 roku - około 90 z nich wciąż pozostaje zaginionych. Wtedy grupa zmuszała swoje ofiary do niewolnictwa seksualnego, służby domowej lub wykorzystywała je jako zamachowców-samobójców. Ale obecnie wiele grup w całej Nigerii używa porwań do zdobywania funduszy, koncentrując się na łatwych celach, takich jak szkoły, kościoły, meczety i odległe wioski. Analitycy twierdzą, że płatności okupu przez zdesperowane rodziny, pośredników, a w niektórych przypadkach władze stanowe, napędzają porwania.
Rzecznik wojska, podpułkownik Haruna M Sani, opisał atak na kryjówkę Boko Haram w górach Mandara, „pod osłoną nocy”, jako jedną z „najważniejszych operacji ratowania zakładników” na północnym wschodzie. „W obliczu szybkości, precyzji i przytłaczającej siły bojowej nacierających żołnierzy, wielu rebeliantów porzuciło swoje pozycje i uciekło w okoliczne góry, podczas gdy inni się poddali” – powiedział w oświadczeniu. Władze twierdzą, że zakładnicy otrzymują opiekę medyczną. „Niestety, dwoje niemowląt zmarło z wycieńczenia z powodu długotrwałego uwięzienia i trudnego terenu” – napisał na X Daniel Bwala, specjalny doradca prezydenta Boli Tinubu. Powiedział, że rząd, który spotyka się z ostrą krytyką z powodu powszechnego braku bezpieczeństwa w Nigerii, pochwalił żołnierzy.
Porwani pochodzą z okolic Ngoshe, głównie muzułmańskiej społeczności w pobliżu granicy z Kamerunem. Na początku marca obszar ten został zaatakowany przez bojowników Boko Haram, podobno gdy ludzie przerywali post ramadanowy. Samaila Kaigama, prezes Sojuszu Młodzieży Południowego Borno (Bosaya), powiedział dziennikarzom, że jego grupa zabiegała o ich uwolnienie i utrzymywała kontakt z bojownikami. W filmie opublikowanym na Facebooku zaatakował „rządowych chłopców”, którzy – jak powiedział – „przypisują sobie zasługi za nasze wysiłki”. W niedzielę rano wojsko opublikowało filmy i zdjęcia uwolnionych więźniów, gdy siedzieli pod drzewami przez noc. Kilka redakcji miało również film, na którym lokalny urzędnik mówi im, że władze robią wszystko, aby zabezpieczyć ten obszar, aby mogli wrócić do domów i na swoje farmy. Wyjaśnił również, że uważa się, iż niektórzy z porwanych uciekli do Kamerunu i podejmowane są wysiłki w celu ich bezpiecznego powrotu.
Boko Haram rozpoczęło swoją kampanię wojskową mającą na celu narzucenie islamskich rządów w północnej Nigerii w 2009 roku. Nie kontroluje już ogromnych połaci terytorium, które kiedyś posiadało, ale wraz z innymi odłamowymi grupami pozostaje aktywne i niebezpieczne. Wcześniej w tym roku niewielki kontyngent amerykańskich żołnierzy został rozmieszczony w Nigerii, aby szkolić siły zbrojne tego zachodnioafrykańskiego kraju i pomagać im w wywiadzie w walce z rosnącymi zagrożeniami bezpieczeństwa. Są one złożone, nakładają się na siebie i obejmują rebelię islamistów, gangi porywaczy, starcia o ziemię i separatystyczne niepokoje. W zeszłym miesiącu Nigeria i USA poinformowały, że zabiły starszego dowódcę Państwa Islamskiego (IS) we wspólnej operacji.