Wjeżdżając do hrabstwa Josephine w Oregonie, nie sposób nie zauważyć znaku – litery tak duże, że tworzą łuk nad 6th Street w Grants Pass. Mieszkańcy mówią, że to popis, albo był, zanim nastała ironia. Ten wiecznie zielony zakątek w pobliżu granicy z Kalifornią, wyrzeźbiony przez rzeki Rogue i Illinois, niegdyś szczycił się klimatem, który był atrakcją: chłodne, mokre zimy; słoneczne, ale niezbyt gorące lata; lasy chroniące przed nieznośnym upałem. Teraz „lato” to brzydkie słowo.

Tego lata w całych Stanach Zjednoczonych i Europie ludzie dusili się pod czerwonym niebem i znosili wyjątkowo niezdrowe powietrze – sceny ponuro znajome każdemu na amerykańskim Zachodzie. Ale hrabstwo Josephine przoduje: to najbardziej śmiercionośne miejsce w USA pod względem dymu z pożarów lasów, według badania z 2025 roku opublikowanego w „Nature”. Wraz z hrabstwem Trinity w Kalifornii ma najwyższy wskaźnik zgonów związanych z dymem z pożarów lasów, powiązanych z rozpadem klimatu w latach 2006–2020 – szacunkowo 17 przedwczesnych zgonów na 100 000 osób.

Każdy tutaj ma swoją historię. Popiół spada z nieba i pokrywa samochody jak śnieg. „Można to posmakować!” – mówi Cynthia Hewitt, emerytka i właścicielka restauracji, która moczy ręczniki i wciska je w framugi drzwi, gdy dym gęstnieje. „Dostaje się na meble i wszystko”. Wszystko obejmuje wino – niektóre butelki z lat złego dymu mają posmak ogniska, który przylega do winogron.

Randi Maldonado, kosmetyczka poznana w salonie fryzjerskim z dwiema pracownicami i trzema oczyszczaczami powietrza, próbuje uspokoić płuca swojego malucha, siedząc w łazience z zamkniętymi drzwiami i gorącą wodą lecącą z kranu w wannie – „jak nawilżacz”. Jej matka, Kim Williams, opowiada o mężu klientki, który zmarł niedługo po tym, jak zostawił otwarte okna na noc podczas nawałnicy dymu.

Joann Reed, miejscowa pielęgniarka, mówi, że dym stał się tak zły, że nawet szpitale nie mogą go powstrzymać. Wspomina lato sprzed lat, kiedy pracownicy szpitala mieli za zadanie stać przy wyjściach i jak najszybciej zamykać drzwi. „Można było zobaczyć chmurę dymu, po prostu mgłę, przechadzając się po korytarzach. Żaden system filtracji nie jest wystarczająco silny, aby usunąć tak dużo ciągłego dymu”.

Niektórzy noszą maski; inni chcieliby być odważni, ale męczą się spojrzeniami tych, którzy widzą w maskach kod na „przebudzoną Amerykę”. (Hrabstwo Josephine jest znacznie bardziej konserwatywne niż stereotypy z „Portlandii”; niejedna osoba sugeruje wycinkę, a nawet całkowite wycięcie lasu, aby zmniejszyć ilość paliwa).

To prawda, że lasy w okolicy są gęste, a doliny głębokie, co zatrzymuje dym na tygodnie lub miesiące. „Siedzieć jak w potrzasku” – to zdanie często słychać. „Jesteśmy jak piekarnik konwekcyjny” – mówi Susan Albright, pielęgniarka rodzinna w przychodni w Grants Pass. „Wszystko się tu dusi”. Dodaj starzejące się społeczeństwo i wysoki wskaźnik ubóstwa, a otrzymasz hrabstwo wyniszczone nie jednym wielkim pożarem, ale latami podstępnego smogu.

Joy Shinerock, właścicielka galerii sztuki z drewna It's a Burl przy Redwood Highway, wzdryga się, gdy słyszy o statystykach – najwyższym wskaźniku śmiertelności w kraju. Może myśli o swoim zmarłym mężu, Harveyu. Mimo mglistego czerwonego nieba i zadymionego powietrza jak w kasynie z lat 70., hrabstwo Josephine jest niezwykle urocze – i kochane zaciekle przez ludzi takich jak Joy.

Burl, jak się okazuje, to sękowaty narośl na drzewie, czasem spowodowana stresem lub chorobą – guzowata bryła, która może urosnąć do rozmiarów samochodu. Joy właśnie urodziła najmłodszą córkę Sarę („To dziewczynka!”), gdy Harvey nazwał galerię. Sara, obecnie matka dwójki dzieci i menedżerka galerii, siedzi obok. Joy, w wieku 78 lat, jest bardziej pokoleniowo Z niż większość, nosi fioletowe słuchawki, ogląda koreańskie opery mydlane, rozwiązuje sudoku i rozmawia ze mną. Za nią wisi akwarelowy portret Harveya w ogrodniczkach, patrzącego przez okulary.

Harvey był stolarzem, który założył galerię z Joy. Zmarł latem 2013 roku, gdy dym wtoczył się do doliny, a jego choroba się pogorszyła. „Nie mogłam w to uwierzyć. Po prostu nie mogłam w to uwierzyć” – mówi Joy. Przeprowadzili się z Kalifornii do Oregonu w 1987 roku, aby uciec przed pożarami lasów, ale okrutne zwroty akcji następowały: galeria spłonęła w pożarze...