WASZYNGTON — Kosmiczne programy jądrowe podobno „przeżywają moment”, co w języku urzędowym oznacza, że otrzymują uwagę, finansowanie i być może kilka nieprzespanych nocy. Na Sympozjum Przemysłu Jądrowego w Kosmosie 13 sierpnia urzędnicy i przedstawiciele przemysłu zebrali się, aby świętować postępy, jednocześnie przyznając, że całe przedsięwzięcie może się zawalić jak źle zbudowany rdzeń reaktora.
Dobre wieści: projekt NASA Space Reactor 1 Freedom (SR-1) ma na celu wystrzelenie jądrowego układu napędu elektrycznego do końca 2028 roku, a projekt Lunar Reactor 1 (LR-1) pracuje nad jądrowym systemem zasilania dla Księżyca. Aaron Miles, koordynator ds. strategicznych zdolności w Biurze Polityki Nauki i Technologii Białego Domu, nazwał to „pokoleniową szansą” i zauważył, że „kosmiczna energia jądrowa rzeczywiście przeżywa moment”. To entuzjazm, który zwykle poprzedza cięcia budżetowe.
Mniej dobre wieści: Niedawna polityka OSTP poprosiła Departament Energii o ocenę w ciągu 60 dni, czy przemysł mógłby wyprodukować do czterech reaktorów do zastosowań kosmicznych w ciągu najbliższych pięciu lat. Werdykt: USA mają taką zdolność, ale mają też kilka problemów, takich jak brak linii produkcyjnej dla ceramicznego paliwa HALEU (wysokowzbogacony uran o niskim wzbogaceniu), które jest prawdopodobnym źródłem zasilania reaktorów kosmicznych. HALEU jest również poszukiwane do naziemnych małych reaktorów modułowych, więc mamy do czynienia z przeciąganiem liny w kwestii paliwa.
Jeremy Kenny, kierownik biura zaawansowanych technologii jądrowych NASA, nazwał to „dobrym problemem”, co jest jednym ze sposobów opisania wąskiego gardła w łańcuchu dostaw. Inne problemy to niedobór komponentów reaktorów, mała kadra z połączoną wiedzą z zakresu energii jądrowej i kosmosu oraz ograniczony dostęp do naziemnych stanowisk testowych. Czyli, jak zwykle.
Tymczasem program Janus armii USA opracowuje mikroreaktory do zasilania baz i wkrótce ogłosi pięć firm do tego zadania, wraz z lokalizacjami i budżetem. Jeff Waksman, główny zastępca sekretarza armii ds. instalacji, energii i środowiska, nazwał Janusa „szpicą” zaawansowanych zastosowań jądrowych i zauważył, że armia współpracuje z NASA, ponieważ technologie się pokrywają, a eksperci są rzadkością. Wezwał do współpracy: „Teraz nie czas na noże. Musimy odnieść sukces i zbudować reaktory, zarówno na lądzie, jak i w kosmosie”.
Ale nawet gdy wszyscy grają fair, niektórzy patrzą w przyszłość na rok 2029, kiedy nowa administracja może nie podzielać tego uczucia. Bhavya Lal, była zastępczyni administratora NASA ds. technologii, polityki i strategii, ostrzegła, że wsparcie dla kosmicznej energii jądrowej jest „pozycyjne, a nie strukturalne”, co oznacza, że jest związane z ludźmi, a nie z papierem. Martwi się, że za trzy lata program może zniknąć, powtarzając historię: USA wysłały SNAP-10A w 1965 roku, a potem anulowały kontynuacje. Zasugerowała rozpoczęcie SR-2 przed startem SR-1, opracowanie planów awaryjnych i nakłonienie Kongresu do faktycznego przejęcia programu z wieloletnimi środkami. W przeciwnym razie, ostrzegła, „możemy nadal wysłać jeden reaktor, ale będzie to to samo co w 1965 roku, może z lepszą grafiką”.
Więc kosmiczna energia jądrowa przeżywa moment. Czy ten moment przetrwa do następnych wyborów, to zgadnijcie.