Odyseja Christophera Nolana jest kością niezgody od pierwszych ogłoszeń obsady, a debaty między klasycystami a zwykłą publicznością wciąż buzują – wszystko przez poemat, który istnieje od mniej więcej VIII wieku p.n.e. Film zbiera pochwały i ponad 700 milionów dolarów w box office, ale to nie powstrzymuje kłótni.

Moje zdanie: rozmach IMAX jest epicki, ale Nolan nadaje historii kameralny charakter, snując czarujący, blisko trzygodzinny filmowy czar. Magia pryska, gdy wychodzisz z kina, ale obrazy zostają. I dało mi to świeże spojrzenie na samego Odyseusza.

Znacie historię: Odyseusz (Matt Damon), król Itaki, wraca do domu po 10 latach wojny trojańskiej, spotykając cyklopa Polifema (Bill Irwin), Syreny i Kirke (Samantha Morton). Tymczasem Penelopa (Anne Hathaway) odpiera zaloty zalotników, a Telemach (Tom Holland) szuka ojca. Nolan otwiera film bardem (Travis Scott) opowiadającym historię i zachowuje homerycką nielinearną strukturę, z opowieściami w opowieściach. Jego Odyseusz to złamany człowiek odzyskujący strzępy wspomnień wojennych, po latach spędzonych z Kalipso (Charlize Theron) na Ogygii. Co próbował zapomnieć? Jaką prawdę musi stawić czoła?

Takie podejście daje nam doświadczenie Odyseusza, ale też ściągnęło zarzuty, że Nolan zmarnował gwiazdorską obsadę. Theron dostaje minuty; Lupita Nyong'o (Helena/Klitajmestra), Jon Bernthal (Menelaos) i Benny Safdie (Agamemnon) dostają jeszcze mniej. Ale czas ekranowy to nie wszystko. Atena Zendayi pojawia się w krótkich, sennych sekwencjach, ale są one kluczowe – przechodzi od spokoju do przerażonego żalu, gdy Grecy odcinają głowę jej posągowi. Sinon Elliota Page'a, postać z Eneidy Wergiliusza, jest niewinną ofiarą intrygi Odyseusza, a jego oskarżycielski cień pojawia się w podziemiach. Kirke Samanthy Morton to rola wybitna – nie uwodzicielka z poematu, ale zraniona kobieta, która zamienia mężczyzn w świnie, bo są świniami w ludzkich maskach.

Film przekroczył 700 milionów dolarów, bijąc wynik Oppenheimera i prawdopodobnie zdobędzie Oscary. Więc oczywiście pojawia się fala krytyki. Zorganizowane hejty w sieci nie są warte odpierania, ale klasycystka Emily Wilson – autorka chwalonego i krytykowanego przekładu – napisała ostrą recenzję w London Review of Books. Nolan zacytował pierwszą linię jej tłumaczenia: „Opowiedz mi o skomplikowanym człowieku”, więc poczuła się zobowiązana do zabrania głosu.

Esej Wilson to śmierć przez tysiąc cięć. Przeszkadza jej, że film skupia się na punkcie widzenia Odyseusza (nazywa się to Odyseją, prawda?), odrzuca kolorową obsadę jako warianty „czarnego przyjaciela” (wycofała się z tego na BlueSky), krytykuje ukryte wartości jako niezgodne z Homerem i gani Nolana za niepokazywanie ofiar wojny. Jest rozczarowana brakiem scen seksu, marginalizacją ról kobiecych i ograniczeniem roli bogów – choć Nolan celowo uczłowieczył bogów przez zjawiska naturalne. Nienawidzi dialogów („wstydziłabym się napisać jakąkolwiek część tego scenariusza”) i nazywa kręcenie na Saharze Zachodniej „nieetycznym”. Najlepsze, co może powiedzieć, to że film „nie jest nudny” i jest „przyjaznym rodzinie widowiskiem audiowizualnym”. Wygląda na to, że myśli, iż to ucieczkowy film akcji z wybuchającymi pojazdami – może pomyliła ścieżki i trafiła do Motor City.

Skoro film jest tak płytki, dlaczego wciąż się kłócimy? Wilson jest czołową uczoną, ale Nolan jest twórcą, nie uczonym. Stworzył współczesny remiks fundamentalnego tekstu i odniósł sukces, nawet jeśli to nie arcydzieło. Dialogi bywają toporne, ale złe dialogi nie zatopiły Nowej nadziei. Wilson myli się, twierdząc, że filmowi brakuje „konkretnego ludzkiego doświadczenia”, a choć Nolan niezgrabnie dorzuca „Przesłanie dla naszych czasów”, jego Odyseja oferuje świeże spojrzenie na rdzeń mitu.

Każdy tłumacz odciska na Homerze osobiste piętno – Wilson używa jambicznego pentametru zamiast daktylicznego heksametru. Twierdzi, że to rozumie, ale jej esej temu przeczy. Po prostu nie podoba jej się wersja Nolana.