Wracając do bazy Marines w Karolinie Północnej po pogrzebie babci, przygnębiony J.D. Vance jechał przez Appalachy w Wirginii, gdy śliskie drogi i pech sprawiły, że jego samochód pomknął w stronę barierki. Zamiast przebić się i zjechać z góry, auto tajemniczo się zatrzymało – doświadczenie, które Vance opisuje teraz jako niemal „nadprzyrodzone”.
„Nawet w późniejszych latach, gdy byłem zagorzałym ateistą, to doświadczenie niewygodnie tkwiło z tyłu mojej głowy” – pisze Vance w swojej nowej książce „Komunia: Odnajdując drogę powrotną do wiary”, którą otrzymaliśmy przed premierą jutro. „Jakby istniało po to, by mnie drażnić, podważać pewność, jaką miałem co do praw wszechświata”.
Książka, będąca kontynuacją „Elegii dla bidoków”, reklamowana jest jako narracja o nawróceniu, odzwierciedlająca przyjęcie katolicyzmu przez Vance'a w 2019 roku. Ale opowiada też historię jego innej konwersji: z zagorzałego przeciwnika Trumpa na wiceprezydenta Donalda Trumpa – zmianę, którą, jak twierdzi, napędzała nie ambicja, ale przekonanie, że Trump okazał się skutecznym prezydentem. „Dla moich krytyków był to cyniczny polityczny manewr, by zdobyć władzę. Wątpię, bym kiedykolwiek zmienił ich zdanie” – pisze.
Większa część „Komunii” to rozważania na tematy etyczne i duchowe – być może niezbyt subtelny sposób na pokazanie, czym różni się od człowieka obecnie w Białym Domu, o którego urząd Vance powszechnie ma się ubiegać w 2028 roku. Książka prezentuje wyraźnie łagodniejszy ton niż osobowość Vance'a w mediach społecznościowych, a człowiek, którego szefowa personelu Białego Domu Susie Wiles nazwała „teoretykiem spiskowym”, nie jest zbyt widoczny.
Vance wykracza poza własną drogę wiary, diagnozując duchowe zdrowie Ameryki, opisując naród, który utracił chrześcijańskie fundamenty. Nazywa chrześcijaństwo „amerykańskim credo”, jednocześnie przyznając, że nie trzeba być chrześcijaninem, by być Amerykaninem. Obie partie polityczne, pisze, są „winne odrzucenia chrześcijańskiego dziedzictwa naszej cywilizacji”, co łączy ze spadkiem wskaźników małżeństw i populacji: „Nasze porzucenie chrześcijańskiej kultury zbiegło się z widocznym spadkiem naszej zbiorowej woli życia”.
Książka śledzi drogę Vance'a od religijnego dryfu do katolicyzmu, odnotowując wychowanie, gdzie wiara była głęboko zakorzeniona, ale oderwana od Kościoła. Jego babcia Mamaw, kluczowa postać w „Elegii dla bidoków”, uosabiała niekonwencjonalną religię: „Uwielbiała mówić na 'k', a gdy umarła, posiadała dziewiętnaście naładowanych pistoletów. Bóg Mamaw pasował do niej: kochający i wybaczający, ale twardy, wymagający i prawdopodobnie uzbrojony”.
Vance przyznaje, że jego babcia wierzyła, iż aborcja powinna być legalna – uderzający kontrast z jego własnymi poglądami, które określa jako „w 100% pro-life”. Opisuje skakanie między zborami zielonoświątkowymi i południowymi baptystami, wszystkie ogólnie konserwatywne, zanim katolicyzm zaangażował go intelektualnie „bardziej niż cokolwiek, co widziałem w świeckim czy religijnym świecie, w którym wcześniej działałem”.
Po publikacji „Elegii dla bidoków” w 2016 roku Vance znalazł „wygodną niszę jako sceptyk Trumpa”, krytykując Trumpa „z konserwatywnej perspektywy, broniąc jego wyborców”. (Relacja łagodzi jego wcześniejsze określenia Trumpa jako „godnego potępienia” i „idioty”, który mógłby stać się „amerykańskim Hitlerem”). Swoje ówczesne stanowisko tłumaczy jako społeczny rytuał: „Byłem nagradzany za mówienie złych rzeczy o Donaldzie Trumpie, mimo że moje pochodzenie i poglądy polityczne czyniły mnie dziwnym dopasowaniem do elitarnej kultury medialnej”.
Do czasu kampanii do Senatu w 2022 roku Vance był już w pełni zaangażowany w trumpizm, podtrzymując twierdzenia o sfałszowanych wyborach i bagatelizując 6 stycznia. Wspomina, że był zaskoczony, gdy znalazł się na krótkiej liście kandydatów na wiceprezydenta Trumpa, i opisuje szokujący proces weryfikacji, który skrupulatnie badał wszystko, w tym jego małżeństwo.
Vance przypisuje swojej hinduskiej żonie Ushy, że popchnęła go z powrotem do chrześcijaństwa dzięki jej otwartości na odkrywanie świata. „Jest przynajmniej odrobina ironii w tym, że moja niechrześcijańska żona pomogła mi wrócić do mojej własnej chrześcijańskiej wiary” – pisze.