Cándido Álvarez ma prostą politykę zdrowotną: nigdy nie chodzić do lekarza. Nie wtedy, gdy jest chory, nie wtedy, gdy to poważne, i na pewno nie wtedy, gdy jego temperatura ciała sięga 120°F podczas pracy na budowie w niewentylowanym magazynie. Nawet krew w moczu – prawdopodobny objaw uszkodzenia nerek z powodu ekstremalnego upału – nie skłoniła go do wizyty na izbie przyjęć. Dlaczego? Czterogodzinna wizyta w szpitalu z powodu COVID-19 pozostawiła go z rachunkiem na 7500 dolarów.
„Umrę nie tyle z powodu choroby, co z myślenia o tym, jak zapłacę czynsz” – powiedział Álvarez, 47-letni nieudokumentowany imigrant z Hondurasu, który mieszka w Houston od 2015 roku. W przeciwieństwie do żony i trójki dzieci nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, mimo codziennego narażenia na pleśń, pył izolacyjny i szefów, którzy uważają maski i okulary ochronne za opcjonalne akcesoria. Często remontuje domy zniszczone przez powódź lub sprząta gruz po burzach, mieszkając rzut beretem od lotniska i wielu zakładów chemicznych. Miasto twierdzi, że powietrze jest w porządku. Álvarez ma wątpliwości.
Historia Álvareza to studium przypadku, jak kryzys klimatyczny, zanieczyszczenie przemysłowe i katastrofy środowiskowe spiskują, by uderzyć w społeczności imigrantów o niższych dochodach mocniej niż w innych w Houston, jednym z najbardziej zróżnicowanych obszarów metropolitalnych Ameryki. Dodaj do tego program masowych deportacji drugiej administracji Trumpa i rosnące koszty opieki zdrowotnej, a otrzymasz przepis, w którym szukanie leczenia medycznego wydaje się luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić.
Tam, gdzie mieszka rodzina Álvareza, trafia większość zanieczyszczeń Houston – fakt odzwierciedlony w 21-letniej różnicy w średniej długości życia między wschodnią stroną o niższych dochodach, zamieszkaną głównie przez czarnoskórych i Latynosów, a bogatszą, bielszą stroną zachodnią. Ta różnica jest zgrabnie zilustrowana przez coś, co miejscowi nazywają „strzałką”: kształt, który wyłania się po naniesieniu na mapę wskaźników dobrobytu w mieście. Wewnątrz strzałki znajdują się sklepy luksusowe, tereny zielone i najbogatsze przedmieście Teksasu. Na zewnątrz, na południu i wschodzie, gdzie mieszka wielu imigrantów z klasy robotniczej, gwałtownie rosną wskaźniki ubóstwa, astmy dziecięcej i liczba składowisk odpadów niebezpiecznych.
„Prawie każdy wskaźnik, na który spojrzysz, pokazuje tę strzałkę” – powiedziała Nadia Valliani, dyrektor ds. wpływu na społeczność w Greater Houston Community Foundation.
Podatność Houston na ekstremalne zjawiska pogodowe – cyklony, gwałtowne burze, burze śnieżne, huragany, powodzie i upały nękały miasto w ostatnich latach – fatalnie łączy się z jego statusem „epicentrum północnoamerykańskiego przemysłu petrochemicznego”. Około 30% z 2,4 miliona mieszkańców Houston urodziło się za granicą, a prawie jedna trzecia z nich nie ma legalnego statusu. To oni ponoszą główne skutki złego planowania środowiskowego.
„Myślę, że od bardzo dawna nie przestaliśmy żyć w trybie przetrwania” – powiedziała Norma Gonzalez, działaczka społeczna w Woori Juntos. Domy zalane po okna podczas poprzednich powodzi pozostają w tym samym niepewnym stanie, bez żadnej dodatkowej infrastruktury zapobiegającej przyszłym powodziom. A w obliczu katastrofy za katastrofą ludzie stają się coraz bardziej odizolowani, niechętni do proszenia o pomoc.
Huragan Harvey w 2017 roku przyniósł do 60 cali deszczu – ulewa nasilona o 15-38% przez kryzys klimatyczny, według szacunków. Zabił 89 osób i spowodował szkody o wartości 158,8 miliarda dolarów. Od tego czasu Houston przetrwało pandemię COVID-19, burzę śnieżną w 2021 roku, derecho w maju 2024, które pozostawiło 900 000 osób bez prądu, oraz huragan Beryl dwa miesiące później, który pogrążył w ciemności 3 miliony domów i firm. A to tylko katastrofy naturalne.
Hrabstwo Harris przerabia dziennie 2,6 miliona baryłek ropy naftowej. Jego wschodnia strona mieści 52-milowy kanał żeglugowy, który obrońcy praw człowieka nazywają „strefą poświęcenia rasowego”, z ponad 400 zakładami petrochemicznymi. Przed dużymi burzami rafinerie pospiesznie spalają paliwo i chemikalia; te same zakłady łatwo ulegają zalaniu, zanieczyszczając wodę powodziową, która następnie zanieczyszcza ulice i drogi wodne. Podczas Harvey’a bilion galonów deszczu zmieszało się ze ściekami i 340 tonami zanieczyszczeń powietrza z awarii zakładów.