Muzeum Morskie w Hull wypłynęło na powierzchnię po renowacji za 20,4 mln funtów i przywiozło ze sobą 40-stopowy szkielet wieloryba biskajskiego. Lewiatan, wyrzucony na brzeg ponad sto lat temu, teraz dominuje w przestrzeni wystawowej ledwo mieszczącej jego potężne cielsko. Dzieci mogą wpełzać do jego klatki piersiowej jak mali Jonaszowie, wyskakując w przezroczystej kopule, podczas gdy cyfrowe wieloryby pływają po suficie. Bo nic tak nie mówi 'dziedzictwo morskie' jak szkielet wieloryba z placem zabaw.

Wieloryb biskajski, jak się okazuje, został wytrzebiony niemal do wyginięcia, ponieważ był potulny, powolny i niezwykle tłusty – co oznaczało, że przebite harpunem tusze unosiły się wygodnie i dawały obfitość oleju. Dziś pozostało ich mniej niż 400. Więc, wiecie, naprawdę im dołożyliśmy. Ale hej, przynajmniej możemy oglądać ich kości.

Na drugim końcu skali waleni znajduje się delikatnie rzeźbiony wieloryb mieszczący się w dłoni, usiany miniaturowymi harpunami zaprojektowanymi jako wykałaczki. Jest częścią światowej klasy kolekcji scrimshaw, niszowej sztuki ludowej polegającej na rzeźbieniu w kości słoniowej i kości. Członkowie załogi 'scrimshanderowali' – ryjąc na zębach wielorybów i kłach morsów obrazy statków, patriotycznych Brytanek i bliskich. Na wystawie są też kły narwala, skręcone w surrealistyczne stojaki na kapelusze i słupki łóżek. Bo nic tak nie mówi 'kocham cię' jak słupek łóżka z rogu jednorożca.

Historia morska Hull jest, co nie dziwi, morska. Położone u zbiegu rzeki Hull i estuarium Humber, prosperowało dzięki handlowi, wielorybnictwu i rybołówstwu. Teraz zajmuje się łopatami turbin wiatrowych dla morskich farm w Alexandra Dock. Ale miasto wciąż czuje się nieco odcięte, z pustymi sklepami i dziurawymi dokami, mimo mariny i ekskluzywnych adaptacji magazynów. Philip Larkin, najbardziej znany adoptowany syn Hull, pisał o 'niespodziance dużego miasta … gdzie przyjeżdżają tylko handlowcy i krewni, w końcowym i rybim zapachu pasterskim statków na ulicach'. Jego pomnik wita teraz na stacji Paragon, bo nic tak nie mówi 'witamy' jak poeta, który był ambiwalentny wobec twojego miasta.

Muzeum mieści się w starych biurach dokowych, zbudowanych w 1871 roku, zaprojektowanych przez Christophera Wraya (który pracował też w Kalkucie). To kwiecista, neoklasycystyczna bestia z morskimi potworami, sieciami rybackimi i trójzębnymi balustradami, zwieńczona kopułami w kształcie pieprzniczek. Wpisany na listę Grade II*, stał się Muzeum Morskim w 1975 roku. Ale z czasem zrobił się zmęczony i zaniedbany, z tylko dwoma z czterech pięter otwartymi i kolorystyką błyszczącej szarości i jaskrawego różu Germolene. Była też duża rampa na środku, która – jak mówi architektka Claire Humphrey z Purcell – uniemożliwiała odczytanie pomieszczenia jako całości. Rampa zniknęła, a kolory są teraz subtelne morskie błękity i lodowata biel. Dużo lepiej.

Projekt za 20,4 mln funtów, finansowany przez radę miasta Hull (11,8 mln), National Lottery Heritage Fund (7,7 mln) i prywatne darowizny, podwoił przestrzeń publiczną i zwiększył liczbę eksponowanych obiektów o 50%. Około 1300 artefaktów jest teraz wystawionych, wiele po raz pierwszy. Najważniejsze atrakcje to wypchany niedźwiedź polarny, eskimoskie buciki i tak zwana 'syrena' – w rzeczywistości ohydna chimera małpo-ryba. Na wystawie jest też regata modeli statków ilustrująca przejście od żagli do pary oraz rzeźbiona drewniana figura psa ze statku Sirius, pierwszego parowca, który w 1838 roku przepłynął Atlantyk w całości pod parą.

Muzeum bada również migrację i 'rewolucjonistkę w chustce' Lillian Bilocca, która w latach 60. XX wieku walczyła o bezpieczeństwo rybaków po tym, jak ponad 6000 członków załogi zginęło w 150 lat trałowania. Mimo że ratowała życie, została zbojkotowana i umieszczona na czarnej liście. Bo tak traktujemy bohaterów.

Sala Sądowa, z heraldycznymi tarczami i czerwono-różowymi kolumnami ze sztucznego marmuru (przypominającymi ladę włoskiego delikatesu), została odrestaurowana jako miejsce wydarzeń. Odrestaurowanie sufitu zajęło ośmiu konserwatorom sześć tygodni, ręczne czyszczenie bawełnianymi patyczkami. 'Chcieliśmy stworzyć najlepszą salę w Hull' – mówi Humphrey – 'i myślę, że osiągnęliśmy