Europejska Agencja Kosmiczna uznała, że jej istniejąca flota radarowych satelitów obserwujących Ziemię mogłaby się przydać do modernizacji, i jest gotowa słono za to zapłacić. 10 czerwca ESA ogłosiła, że wybrała Thales Alenia Space do budowy dwóch satelitów Sentinel-1 Next Generation (NG), a Airbus Defence and Space dostarczy ładunki radarowe – powtórka korporacyjnego duetu, który dostarczył wcześniejsze statki Sentinel-1.
Thales potwierdził podpisanie kontraktu, którego pierwsza transza wynosi 700 milionów euro (807 milionów dolarów), choć ani firma, ani ESA nie chciały ujawnić całkowitego rachunku. Airbus osobno wycenił swój podkontrakt na ładunek radarowy na 345 milionów euro. Satelity Sentinel-1 NG będą piątym i szóstym w całej linii Sentinel-1, wszystkie wyposażone w radar z syntetyczną aperturą (SAR) do zastosowań naukowych o Ziemi. Trzy wcześniejsze ptaszki – Sentinel-1A, -1C i -1D – wciąż działają, podczas gdy Sentinel-1B doznał tajemniczej awarii orbitalnej pod koniec 2021 roku.
Co dostajesz za takie pieniądze? Poprawioną rozdzielczość geometryczną 5 na 5 metrów, w porównaniu z obecnymi 5 na 20 metrów – bo rozmazane zdjęcia satelitarne są już tak bardzo zeszłej dekady. Nowe satelity będą się też chlubić szerszym pasmem 400 kilometrów w porównaniu z 250 i będą mogły obserwować bieguny za pomocą aktywnego sterowania wiązką. Misje Sentinel-1 są częścią szerszego programu Copernicus, prowadzonego wspólnie przez ESA i Komisję Europejską, który dyrektor ESA ds. obserwacji Ziemi Simonetta Cheli nazwała „najbardziej zaawansowanym programem monitorowania środowiska, jaki kiedykolwiek ustanowiono” w oświadczeniu, które prawdopodobnie nie zostało napisane przez komika.
ESA nie ogłosiła daty startu satelitów Sentinel-1 NG, ale nie spodziewa się ich przed początkiem lat 30. XXI wieku. Airbus prognozuje pierwszy start w 2034 roku. Tymczasem Sentinel-1A ma ponad dekadę, podczas gdy Sentinel-1C wystartował w grudniu 2024, a Sentinel-1D w listopadzie 2025, każdy z nominalnym okresem eksploatacji siedmiu lat – więc będzie pewne nakładanie się, zanim przybędą nowe dzieciaki.
W innych wiadomościach ESA, Komitet Programu Naukowego agencji zatwierdził również małą misję astrofizyczną o nazwie, która brzmi, jakby uciekła z powieści Franka Herberta: Arrakihs. Akronim oznacza Analysis of Resolved Remnants of Accreted galaxies as a Key Instrument for Halo Surveys, a statek kosmiczny będzie nosić dwa teleskopy lornetkowe czułe na długości fal od ultrafioletu do bliskiej podczerwieni, aby badać halo galaktyczne. „Arrakihs to przełomowa i unikalna misja archeologii galaktycznej” – powiedziała dyrektor naukowa ESA Carole Mundell, prawdopodobnie bez czerwi pustyni.
Arrakihs to druga „szybka” (F-class) misja ESA w ramach programu Cosmic Vision, zaprojektowana do startu w ciągu 10 lat od wyboru. Pierwsza, Comet Interceptor, celuje w start już w sierpniu 2028 roku. ESA planuje wystrzelić Arrakihs do końca 2030 roku, ale nie ujawniła planów startu ani całkowitego kosztu, choć limit kosztów dla klasy F wynosi 175 milionów euro. Hiszpania prowadzi wysiłek, a hiszpańska firma Satlantis jest głównym wykonawcą instrumentu, a Added Value Solutions wcześniej wygrała kontrakt studyjny na platformę statku kosmicznego.
Ten sam komitet zalecił również wybór misji średniej klasy o nazwie Plasma Observatory do badania plazmy w systemach magnetosferycznych Ziemi, z formalną decyzją spodziewaną w listopadzie. I żadne dobre spotkanie nie może się obyć bez przedłużania terminów – komitet zatwierdził przedłużenia dla 13 działających misji kosmicznych, w tym ról ESA w Hubble'u i Webbie, plus mniejszych misji astrofizycznych, planetarnych i kosmicznych. Bo po co przestać obserwować wszechświat, skoro można go obserwować trochę dłużej?