Niektórzy Demokraci najwyraźniej wierzą, że walka o sprawiedliwość i równość to polityczny kryptonit – wniosek, do którego doszli po obejrzeniu Donalda Trumpa wygrywającego dzięki byciu sobą. W skrócie: Trump wygrał, bo Demokraci byli zbyt „woke” i nie skupiali się wystarczająco na kwestiach ekonomicznych, które wyborcy rzekomo naprawdę mają na sercu. Steve Phillips, założyciel Democracy in Color, chciałby delikatnie zasugerować, że takie myślenie jest, jego słowami, „błędne i potencjalnie politycznie samobójcze”.

Phillips argumentuje, że jawne i agresywne walczenie o sprawiedliwość i równość jest najlepszą – i być może jedyną – zwycięską strategią na tym etapie historii USA. Wskazuje, że Trump i jego ruch Maga prowadzą totalny atak na dekady postępu w „celowanym, skoordynowanym i metodycznym uderzeniu” na wysiłki na rzecz zwalczania rasizmu, seksizmu i homofobii. Jak napisała Erica Green w New York Times, administracja Trumpa pracuje nad „naprawieniem tego, co on postrzega jako pozbawienie białych mężczyzn praw wyborczych”.

W historii USA nieustannie nie doceniano politycznej siły białej rasowej wściekłości i urazy. Abraham Lincoln wygrał wybory w 1860 roku tylko dzięki 39% głosów, ponieważ głosy białych zwolenników niewolnictwa były podzielone. W 1963 roku George Wallace – który oświadczył „segregacja teraz, segregacja jutro, segregacja na zawsze” – wystrzelił na krajową scenę i wygrał w pięciu stanach w swojej kampanii prezydenckiej w 1968 roku. W 1990 roku były Wielki Mistrz KKK David Duke otrzymał 44% głosów w wyścigu do Senatu USA. Trump nauczył się tej lekcji podczas prezydentury Obamy, gdy jego ataki na akt urodzenia Obamy rezonowały z wyborcami niezadowolonymi z czarnego prezydenta. Przed oficjalnym startem w wyścigu w 2015 roku Trump miał zaledwie 5% poparcia; po nazwaniu Meksykanów gwałcicielami i mordercami oraz ustawieniu się jako obrońca białych ludzi, wystrzelił na szczyt i już nigdy się nie obejrzał.

Mimo to wielu Demokratów boi się zbyt agresywnej walki, w obawie przed zrażeniem białych męskich wyborców. Jednym z największych mitów dotyczących wyborów w 2024 roku, mówi Phillips, jest to, że duże grupy wyborców Demokratów z 2020 roku przeszły do Trumpa. W rzeczywistości Harris dostała więcej głosów w Georgii, Karolinie Północnej, Nevadzie i Wisconsin niż Biden cztery lata wcześniej. Stało się tak, że Trump lepiej „straszył, podburzał i mobilizował swoich kluczowych zwolenników” niż Demokraci. Mit ten trwa, zachęcając Demokratów do przycięcia „wokeness” – kodu oznaczającego dystansowanie się od eliminacji rasizmu, seksizmu i homofobii.

Oferowanie łagodniejszej wersji antyimigranckiej, antytranspłciowej i antyrównościowej polityki Republikanów nie zadziała, argumentuje Phillips. Ludzie przyciągani do tej polityki chcą prawdziwego towaru. Dla Demokratów w 2028 roku wyzwaniem nie jest zmiana zdania zwolenników Trumpa za pomocą faktów – fakty już nie mają znaczenia w Ameryce Trumpa – ale wymuszenie referendum na temat tego, jakim krajem chcemy być: zmierzającym w stronę sprawiedliwości i równości czy wycofującym się w podziały i białą supremację.

Od 2020 roku większość osób poniżej 18 roku życia to osoby kolorowe, a do 2028 roku 16 milionów młodych ludzi, którzy w 2024 roku mieli poniżej 18 lat, stanie się uprawnionymi wyborcami. Harris wygrała wśród młodych wyborców 19%. Trump wygrał w głosowaniu powszechnym różnicą zaledwie 2,3 miliona głosów. Wygrana w 2028 roku wymaga inspiracji i inwestycji: promowania odważnej, bezapelacyjnie postępowej polityki – sukces burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego dowodzi siły przemawiania do młodych ludzi i wielorasowego elektoratu – oraz przekazywania ogromnych sum pieniędzy grupom zajmującym się mobilizacją wyborców, zamiast marnowania milionów na nieskuteczne reklamy. Phillips wzywa do miliona kapitanów okręgów wyborczych, kompleksowych akcji rejestracji wyborców w każdej szkole średniej i na każdym kampusie uniwersyteckim oraz stałych, całorocznych inwestycji w organizacje społeczne.

Podstawowe pytanie brzmi, czy Demokraci wyciągną właściwe wnioski z 2024 roku. Ścieżka odwrotu – umiarkowanie w kwestiach sprawiedliwości i gonienie za wyborcami Trumpa – prowadzi do ciągłej porażki. Ścieżka zaangażowania opartego na zasadach –