Latyr Thioye miał wszystko: pracę w Komisji Europejskiej, życie klasy średniej w Belgii i przyszłość bez spania w namiocie pod hiszpańskimi drzewami. Potem sfałszowany czek, skonfiskowany paszport i biurokratyczny labirynt wywróciły jego świat do góry nogami na prawie cztery lata – aż w końcu władze wzruszyły ramionami i oddały mu rzeczy bez stawiania zarzutów.

Na Światowym Forum Miejskim w Baku w Azerbejdżanie Thioye jest teraz niechętną gwiazdą dokumentu *Czego nikt nie chce widzieć*, filmu, który równie dobrze mógłby nosić tytuł *Jak stracić wszystko w trzech prostych krokach*. Forum, organizowane przez UN-Habitat z partnerami takimi jak Fundacja Gere i hiszpańska organizacja non-profit HOGAR SÍ, stawia bezdomność w centrum uwagi – bo najwyraźniej potrzeba globalnego szczytu, aby przypomnieć nam, że ludzie mieszkający na ulicach istnieją.

HOGAR SÍ, założona w 1998 roku, przez ponad 25 lat pomogła ponad 10 000 osobom w 11 regionach wydostać się z bezdomności. To oni wyciągnęli Thioye'a z namiotu do schroniska o nazwie „Espacio Salut” tuż przed leczeniem raka płuc. „To uratowało mi życie” – mówi, choć zastanawia się, dlaczego potrzeba było diagnozy raka, aby dostać łóżko.

Spirala Thioye'a zaczęła się niewinnie: po rozwodzie i utracie pracy zgodził się ułatwić transakcję bankową dla podejrzanych znajomych. Czek był sfałszowany. Hiszpańskie władze skonfiskowały mu paszport, karty bankowe i dokumenty, nakazując mu pozostać na miejscu podczas śledztwa. Mógł uciec, ale tego nie zrobił – bo ryzykowanie ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości wydawało się gorsze niż ryzykowanie bezdomności, najwyraźniej.

Przez cztery lata mieszkał w społeczności namiotowej, pracując dorywczo na targowiskach, aby kupić warzywa i mięso. Lekarze zdiagnozowali u niego rozedmę płuc, a potem raka płuc, ale odmówili chemioterapii, ponieważ, jak to ujęli, „jeśli dam ci chemioterapię, gdy mieszkasz na ulicy, umrzesz”. Tyle o powszechnej opiece zdrowotnej.

W końcu HOGAR SÍ umieściła go w schronisku, gdzie mógł odpocząć i normalnie jeść podczas leczenia. Teraz wolny od raka i pracujący jako freelancer na laptopie dla byłych klientów w Londynie, Francji i USA, Thioye prosi rządy i firmy, aby zrobiły coś z 37 000 bezdomnych w Hiszpanii – liczbą, którą nazywa „do opanowania” dla kraju 50 milionów. „Jeśli chcą to zatrzymać teraz, mają środki” – mówi, sugerując partnerstwa między organizacjami non-profit a firmami deweloperskimi.

Ale rana pozostaje: po latach śledztwa władze zwróciły mu paszport i laptop bez wyjaśnienia. Bez zarzutów. Bez przeprosin. Tylko cztery lata jego życia, przepadłe. „Miałem dobre życie” – mówi – „i straciłem je z dnia na dzień”.