William Orbit, producent, który odmienił chylącą się ku upadkowi karierę Madonny albumem "Ray of Light" z 1998 roku i sprawił, że muzyka klasyczna brzmiała jak nadesłana z przyszłości, zmarł w wieku 69 lat. Jego kariera była kalejdoskopem kolaboracji – od Robbiego Williamsa po Prince'a, od Britney Spears po U2 – ale to współpraca z Madonną przy "Ray of Light" uczyniła go postacią rozpoznawalną w każdym domu – przynajmniej w tych, które dbają o nagradzany Grammy ambientowy pop.

"Ray of Light" pojawił się w momencie, gdy Madonna zdawała się dryfować, właśnie zagrała w "Ewicie" i urodziła pierwsze dziecko, Lourdes. Orbit, który wcześniej remiksował jej utwory "Justify My Love" i "Erotica", okazał się idealnym partnerem, łącząc techno i ambientowe tekstury w album, który sprzedał się w 16 milionach egzemplarzy na całym świecie i przyniósł Orbiowi dwa Grammy. Kolejnego Grammy zdobył za "Beautiful Stranger" (1999), motyw z filmu o Austinie Powersie, który współtworzył i wyprodukował dla Madonny. W tym samym roku wyprodukował album Blura "13", pomagając zespołowi wyrwać się z brytpopywej klatki, oraz solowy debiut Mel C, "Northern Star".

1999 był najwyraźniej rokiem, w którym gwiazdy sprzyjały Orbiowi, gdyż jego solowy album "Pieces in a Modern Style" dotarł do 2. miejsca na brytyjskiej liście przebojów – to zbiór klasycznych utworów poddanych elektronicznej obróbce. Jego wersja "Adagio for Strings" Samuela Barbera, zremiksowana przez holenderskiego DJ-a Ferry'ego Corstena, stała się singlem z 4. miejsca. Corsten powiedział, że Orbit "nieustannie kwestionował konwencje, przyjmował to, co nieoczekiwane, i tworzył brzmienia, które wyprzedzały swoje czasy o lata".

Urodzony jako William Wainwright w Shoreditch we wschodnim Londynie, w rodzinie nauczycieli, Orbit dorastał z muzyką klasyczną jako domowym soundtrackiem. Opuścił szkołę średnią Minchenden w Southgate w wieku 15 lat, jak ujmuje to jego strona internetowa, "na rzecz bycia samoukiem i światowym uczniem". Ta edukacja obejmowała życie w squatach, zbieranie owoców w Norfolk i Evesham w Worcestershire oraz spanie na barki ze zbożem w Holandii. Pracował jako budowniczy, portier szpitalny i praktykant kreślarza w Humphreys and Glasgow, firmie projektującej platformy wiertnicze.

Jego muzyczna podróż zaczęła się od gitary, prowadząc do grania na ulicach Londynu i Paryża oraz występów w porze lunchu w pubie King's Head w Islington. Ale jego przeznaczeniem była elektronika. W 1980 roku założył zespół Torch Song z Grantem Gilbertem i Laurie Mayer, wydając trzy albumy ambientowo-elektroniczne w latach 1984–1987, z których jeden utwór, "Prepare to Energize", pojawił się w filmie z Tomem Hanksem "Bachelor Party" z 1984 roku. Miles Copeland, który podpisał z nimi kontrakt z IRS Records, nazwał Orbita "jedną z niewielu osób, jakie spotkałem w swojej karierze, którą określiłbym mianem geniusza... Miał świadomość gry przestrzenią i czasem, jaką słyszałem tylko u jednego wykonawcy wcześniej – u Pink Floyd". Sam Orbit mówił: "Dźwięk jest jak plastelina, jest elastyczny. Możesz z nim zrobić wszystko".

W 1979 roku Orbit i Mayer założyli Guerilla Studios i Guerilla Records, goszcząc artystów takich jak Cocteau Twins, Howard Devoto, Erasure, the Fall, Gary Numan i Sting. W 1988 roku współpracował z komikami Harrym Enfieldem, Paulem Whitehouse'em i Charliem Higsonem przy utworze "Loadsamoney (Doin' Up the House)", który stał się jego pierwszym hitem z 4. miejsca.

Świadectwem jego niekonwencjonalnej ścieżki jest fakt, że po dekadach w muzyce dopiero po sześćdziesiątce narkotyki stały się problemem. Mieszkając w Los Angeles, wrócił do Londynu w 2017 roku, a następnie przeniósł się do Chipping Norton w Cotswolds. Nadmiar kokainy i innych substancji zmieniających umysł wywołał załamanie, prowadząc do 28-dniowej przymusowej hospitalizacji w szpitalu St Mary's w Paddington. W wywiadzie z 2022 roku dla Krishnana Guru-Murthy'ego z Channel 4, promując swój album "The Painter", powiedział: "Miałem cztery dość okropne lata. Było dużo okropności stylu życia, część sam na siebie ściągnąłem, część to był los".

Tytuł albumu odzwierciedlał jego drugi talent: malarstwo, które zaczął uprawiać na odwyku od palenia w Nevadzie, uczęszczając na zajęcia plastyczne dla dorosłych "vino i Van Gogh". "Przychodzisz, upijasz się i bawisz tanimi akrylami", powiedział z charakterystyczną dla siebie skromnością.