W tym tygodniu brytyjski rząd uznał, że Hasan Piker i Cenk Uygur, dwóch lewicowych amerykańskich komentatorów z milionami obserwujących, nie sprzyja „dobru publicznemu” i zakazał im wjazdu do kraju. To cudownie niejasne sformułowanie, które może oznaczać wszystko, od „powiedzieli coś niemiłego o naszym sojuszniku” po „kiedyś nosili skarpetki do sandałów”. Sami zainteresowani podejrzewają, że zakaz wynika z ich głośnej krytyki Izraela, którą wyrażali bardzo otwarcie. Niektórzy krytycy zarzucają im antysemityzm, czemu oni zaprzeczają.
Moglibyśmy spędzić cały dzień na analizowaniu wszystkiego, co Piker i Uygur kiedykolwiek powiedzieli – i uwierzcie nam, internet już próbował – ale skupmy się na szerszym obrazie. Piker z pewnością powiedział rzeczy godne potępienia, jak nazwanie niektórych ortodoksyjnych Żydów „skołczonymi”, za co później przeprosił. Ale co dokładnie przekracza granicę „nie sprzyjania dobru publicznemu”? Brytyjski rząd tego nie wyjaśnił. Tymczasem konserwatywny podcaster Ben Shapiro powiedział kiedyś, że „Arabowie lubią bombardować i żyć w otwartych ściekach”. Później przeprosił za tę konkretną uwagę, ale wielokrotnie określał Arabów jako barbarzyńców, którzy „cenią morderstwo”. Czy Wielka Brytania kiedykolwiek zakazała mu wypowiedzi? Nie. Najwyraźniej więc granica nie zależy od tego, co mówisz, ale kogo krytykujesz. Wygodne.